Są takie chwile gdy… o Kirathane

Kryzys, moment, w którym wszystko urasta do niewyobrażalnych rozmiarów i nabiera ogromnej mocy. Chwila, kiedy mówię: dość, już nie mogę, i wszystko krzyczy żeby uciekać jak najdalej stąd. No właśnie, tylko dokąd? I czy migracja „byle dalej” faktycznie coś polepszy na dłużej niż trwa chwila zachwytu samą podróżą?

Akulturacja, inkulturacja, asymilacja. Zatapianie się w teren badań, przyswajanie lokalnych kodów komunikacji i norm zachowań – to czasem na prawdę boli. Najtrudniejsze jest, jeśli przyjdzie ci się zadamiawiac w miejscu, w którym powszechnie wyznawane wzorce nie tyle się różnią, co niemal są sprzeczne z twoimi i odwraca taki porządek świata, w którym czułabym się komfortowo.

Na przykład Kirathane. Staram się udawać, że ich nie widzę – bezskutecznie, gdyż same na mnie patrzą. Pod samymi oknami mam jedną wielką (i dwie kolejne zaraz na przeciwko), i za każdym razem gdy wychodzę z domu, Kirathane się na mnie gapi. Czytaj dalej „Są takie chwile gdy… o Kirathane”

Reklamy

Egzaminy wstępne na uczelnie wyższe – ÖSYM

  To nie prima-aprilisowy żart. Akurat 1 kwietnia wznaczono na pierwszą część egzaminu wtępnego na uczelnie wyższe w Turcji. Dzisiejsza częśc to test, po 40 pytań z różnych bloków tematycznych: język Turecki, nauki społeczne, biologia, matematyka. W samym Stambule do egzaminu podchodziło ponad 2 miliony osób, a do miejsc gdzie odbywały się egzaminy pielgrzymowało co najmniej drugie tyle. Miałam okazję dziś obserwować wyprawy całych rodzin, które towarzyszyły „dzieciom” w wieku od „zaraz po liceum” wzwyż. Rekordzista, jak podała wieczorem telewizja, miał ponad 60 lat.

Z powodu egzaminów przez kilka godzin rano i wczesnym popołudniem miasto, i tak zwykle zakorkowane, dostało paraliżu wielu części olbrzymiego organizmu. Jadąc na jedną z uczelni – miejsc egzaminacyjnych – podróżowałam najpierw dwiema taksówkami, żeby w końcu złapać metrobus tam, gdzie już zatrzymywał się by przyjąć pasażerów. Kilka stacji od Avcilar do Sefakoy w ogóle nie funkcjonowało jako przystanki – kolejne autobusy przejeżdżały obok wypchane ludźmi po szyby. Czytaj dalej „Egzaminy wstępne na uczelnie wyższe – ÖSYM”

Yeterlik sınav – egzamin kończący na etno

Przedwczoraj otrzymałam oficjalny list z uczelni potwierdzający, że oto zdałam Yeterlik sınav, czyli egzamin uwieńczający teoretyczną część studiów doktoranckich. Refleks mają nie lepszy ode mnie – egzamin zdawałam pod koniec stycznia:) Ale w Turcji czas funkcjonuje trochę inaczej niż w tzw. „Europie”.

Yeterlik sınav trwał 3 dni:
Pierwsza część to test składający się ze 100 pytań jednokrotnego wyboru, a,b,c,d. Test podzielony był na bloki tematyczne związane z poszczególnymi przedmiotami wykładanymi na wydziale. I tu zaskoczenie – bardzo dużo pytań dotyczyło tzw. przedmiotów fakultatywnych, do wyboru. Trochę to mnie zaskoczyło, bo nie spodziewałam się np. pytań z genetyki, ale cóż – wiedza doktorantki powinna wykraczać poza wąskie ramy teorii i metodologii. Nie oczekiwałam także pytań dotyczących np. konkretnych publikacji Tureckich antropologów, o których nawet nie wspominano na zajęciach z przedmiotów obligatoryjnych. Ok, zdajemy egzamin w Turcji, więc „cośtam” powinno się wiedzieć, ale na pewno było by prościej, gdyby wymagania były jasno określone przed egzaminem – np. poprzez opublikowanie listy wymaganych lektur, szczególnie z zajęć fakultatywnych. Tymczasem na stronie uczelni można przeczytać krótkie opisy poszczególnych zajęć, jednak nigdzie nie ma syllabusów – to wiedza tajemna, strzeżona przez wykładowców;) Jako jedną z porad na pytanie „jak pzygotować się do egzaminu?” usłyszałam: popatrz sobie w necie na programy zajęć na najlepszych uczelniach, np. amerykańskich, i sobie zobacz czego wymagają. Całe szczęście, na sporo pytań w teście można było odpowiedzieć „na inteligencję”. Niektóre odpowiedzi, nawet na bardzo specyficzne pytania, można było wykluczyć – zawierały w sobie błąd logiczny lub skrywały fałszywe przesłanki antropologiczne.  Nie mam pojęcia, na ile pytań odpowiedziałm poprawnie; podobno test nie był najważniejszy, jeżeli pozostałe części egzaminu „poszły dobrze”. W innym wypadku mógł posłużyć jako dodatkowy argument tłumaczący niezdanie. Czytaj dalej „Yeterlik sınav – egzamin kończący na etno”

Jak zrobić coś dobrego: kısır

  Kısır towarzyszy kobiecym spotkaniom wraz z herbatą. Podobno niektóre kobiety organizują np. kısırowe piątki lub soboty i spotykają się w stałym gronie pogadać i zjeść kısır. Polubiłam kısır od pierwszego kęsa: to banalnie prosta w przyrządzeniu witaminowa bomba:) Poniżej dzielę się przepisem z podpowidziami alternatywy dla Polski. Że aparatu nie mam, a zdjęcia telefonem wyszły marne, polecam wygooglowane obrazki dla kısır.

Składniki na średniej wielkości miskę kısır: Czytaj dalej „Jak zrobić coś dobrego: kısır”

Wesele

Jakiś czas temu byłam na weselu. W Stambule żenił się kolega z okolicy, o czym dowiedziałam się wracając do domu ze sklepu. Wspomniany kolega spotkany przypadkiem podszedł do nas i zwerbalizował zaproszenie na wesele – za trzy tygodnie, w sobotę, tu i tu. Chociaż widziałam go wcześniej może raz czy dwa, i nigdy z narzeczoną, ucieszyło mnie to zaproszenie – dawno nie byłam na weselu, a w Turcji nigdy. Zastanawiałam się, jak bardzo miejska impreza weselna w Turcji będzie różna od wiejskich obchodów zaślubin wśród Turków w Macedonii. Burçin raczej nie podzielał mojego entuzjazmu, bo, jak twierdził, tutejsze wesela są nudne. Jednak wypadało pójść, bo choć kolega nie jest bliskim przyjacielem, rodziny od lat znają się „z podwórka”. Zaproszeni byli też nasi najbliźsi sąsiedzi – to oni z resztą przekazali nam oficjalne papierowe zaproszenia w dniu wesela. Nie wiem, czy nie przywiązuje się tu aż takiej wagi do osobistego wręczania zaproszeń, czy to w tym konkretnym przypadku po prostu tak wyszło. Czytaj dalej „Wesele”

Bazary

   Nie zamierzam pisać o znanych jako turystyczne atrakcje Grand Bazar czy Spice Market. Może kiedyś się o to pokuszę, choć dokumentacji w Internecie na temat obu jest na prawdę sporo. Dużo ciekawsze dla mnie i rzadziej opisywane są regularne „zwykłe” bazary, na których przeciętni śmiertelnicy robią codzienne zakupy. W mojej okolicy w różne dni tygodnia pojawia się kilka bazarów. Najbliżej mnie jest Bazar Wtorkowy, który w każdy wtorek przemienia kilka zwyczajnych uliczek w ruchliwe kolorowe przestrzenie bazarowe. Bazar rozstawia się rano. Na metalowych palach rozpinane są płachty, przywiązywane sznurkami i linkami do czego-popadnie: słupów, pudeł, budynków. Pojawiają się drewniane skrzynie i blaty, a na nich dosłownie wszystko: warzywa, owoce, bakalie, przyprawy, ubrania, narzędzia, dywaniki, firanki, środki czystości, tapety, wiadra, szklanki, kubki, kwiatki… słowem:  spożywczo-ogrodnicze, tekstylne AGD, w dodatku przenośne. Czytaj dalej „Bazary”

Włosy

Jakiś czas temu byłam u fryzjera – nic nadzwyczajnego w strzyżeniu. Lecz siedząc na fotelu byłam świadkiem transformacji: do salonu przyszła dziewczyna o cienkich włosach sięgających połowy szyi, a gdy wychodziłam do domu, z tyłu głowy miała już płaszcz loków zakrywających plecy, który pasmo po paśmie rozrastał się ku czubkowi głowy.Na moją prośbę fryzjer pokazał mi tajny mechanizm: niewielkie koraliki przyczepiane są do pasma naturalnych włosów wraz z dołączonym pasmem obcych włosów dobranych pod kolor. Od tamtej pory często przyglądam się dziewczynom w tłumie. Oświecenie doznane w salonie fryzjerskim pozwala mi dostrzegać to co ukryte było wcześniej dla wzroku: drobne koraliki z tyłu głowy, zwykle towrzyszące charakterystycznej fryzurze, w której to długie i gęste włosy z tyłu kontrastują z „podciętymi” krótszymi z przodu. Doczepione włosy nie są aż tak niecodziennym zjawiskiem jak mi się wydawało. Poza koralikami i fryzurą zdradzają je wystawy samych salonów – praktycznie w każdym istnieje w ofercie magiczne „przedłużanie”, a salonów nawet w mojej skromnej najbliższej okolicy spokojnie naliczę kilkanaście.

Często widuję kobiety o wyszczotkowancyh, ufryzowanych, dopracowanych włosach. Miałam raz okazję przyglądać się dwóm znajomym, które szykowały się na imprezę. Obie miały długie, ładne i proste włosy, lecz nie wystarczyło ich rozpuścić lub po prostu związać. Przed wyazdem do klubu włosy obu zostały poddane zabiegom trwającym prawie półtorej godziny. Podczas gdy jedna lokowała włosy lokówką, druga prostowała (proste) włosy prostownicą. Nie powiem, nabrały dzięki temu objętości i blasku, ale… poczułam się dziwnie, bo sama się tak nigdy nie picuję, a na imprezę przecież idzie się potańczyć, pobyć ze znajomymi, a nie pokazać czy zaprezentować – tak mnie się przynajmniej wydawało. Poczułam się przez chwilę jak brzydkie kaczątko, i ciekawa jestem, co o mnie mogły wtedy myśleć owe dzewczyny, bo mnie samej wszystko zabrało niecałe 15 minut. Efekt był taki, że obie wracały do domu boso (no coś ty, te szpilki to są mega wygodne). Czytaj dalej „Włosy”

Różowe Metobusy

Jakiś miesiąc temu jedna z partii politycznych zwana skądindad Partią Szczęścia (Saadet Partisi) wpadła na genialny pomysł wprowadzenia w Stambule nowych, specjalnych, różowych metrobusów. Wyjątkowych nie tylko barwą ale też przeznaczeniem: metrobusy tylko dla kobiet. Tłumaczą to w ten sposób: w zwykłych metrobusach kobieta w ciąży czasem musi stać; w tłoku i ścisku zdażają się niemoralne sytuacje uwłaczające godności kobiet. Po co wprowadzać kampanie społeczne, po co edukować mężczyzn i kobiety? Lepiej wprowadzić oddzielny metrobus. Wtedy od razu będzie jasne, które to są te porządne, a które same się proszą o macanie w tłoku. Bo jak nie wsiadła do różowego busa, to tutaj czego szuka? Intencje ludzie bywają nieodgadnione – a tu proszę, od razu wszystko jasne. A jak chcą sobie nadal „molestować” w normalnych metrobusach, to nas (rządzących) już nie obchodzi, bo przecież zrobiliśmy bezpieczne różowe.

Tureckie TV

Turecka telewizja idealnie wpisuje się w zadania wynikające z konstytucji: oto Turcja jest krajem nacji Tureckiej: mieszkają w niej Turcy posługujący oczywistym językiem Tureckim. I tak oto w telewizji tureckiej większość filmów zagraniczych skutecznie uniemożliwia chociaż podłapanie obcojęzycznych zwrotów. Tu nawet Robert De Niro płynnie śmiga po Turecku po niewielkiej mutacji głosu. O napisach lub tłumaczeniu symultanicznym – zapomnij. Pojawiają się, chociaż rzadko, w zagranicznych serialach na niektóych programach. Nie twierdzę, że polska wersja filmów w której taksamobrzmiący od filmu do filmu głos czytający po polsku nawet ahy i ohy jest rzwiązaniem lepszym czy idealnym – ale mimo wszystko wszechobecne dubbingi działają mi na nerwy. Także dlatego, że najczęściej są po prostu  kiepskie, nawet z najlepszego filmu robiąc brzmienie tureckiej telenoweli.

Czytaj dalej „Tureckie TV”