Yeterlik sınav – egzamin kończący na etno

Przedwczoraj otrzymałam oficjalny list z uczelni potwierdzający, że oto zdałam Yeterlik sınav, czyli egzamin uwieńczający teoretyczną część studiów doktoranckich. Refleks mają nie lepszy ode mnie – egzamin zdawałam pod koniec stycznia:) Ale w Turcji czas funkcjonuje trochę inaczej niż w tzw. „Europie”.

Yeterlik sınav trwał 3 dni:
Pierwsza część to test składający się ze 100 pytań jednokrotnego wyboru, a,b,c,d. Test podzielony był na bloki tematyczne związane z poszczególnymi przedmiotami wykładanymi na wydziale. I tu zaskoczenie – bardzo dużo pytań dotyczyło tzw. przedmiotów fakultatywnych, do wyboru. Trochę to mnie zaskoczyło, bo nie spodziewałam się np. pytań z genetyki, ale cóż – wiedza doktorantki powinna wykraczać poza wąskie ramy teorii i metodologii. Nie oczekiwałam także pytań dotyczących np. konkretnych publikacji Tureckich antropologów, o których nawet nie wspominano na zajęciach z przedmiotów obligatoryjnych. Ok, zdajemy egzamin w Turcji, więc „cośtam” powinno się wiedzieć, ale na pewno było by prościej, gdyby wymagania były jasno określone przed egzaminem – np. poprzez opublikowanie listy wymaganych lektur, szczególnie z zajęć fakultatywnych. Tymczasem na stronie uczelni można przeczytać krótkie opisy poszczególnych zajęć, jednak nigdzie nie ma syllabusów – to wiedza tajemna, strzeżona przez wykładowców;) Jako jedną z porad na pytanie „jak pzygotować się do egzaminu?” usłyszałam: popatrz sobie w necie na programy zajęć na najlepszych uczelniach, np. amerykańskich, i sobie zobacz czego wymagają. Całe szczęście, na sporo pytań w teście można było odpowiedzieć „na inteligencję”. Niektóre odpowiedzi, nawet na bardzo specyficzne pytania, można było wykluczyć – zawierały w sobie błąd logiczny lub skrywały fałszywe przesłanki antropologiczne.  Nie mam pojęcia, na ile pytań odpowiedziałm poprawnie; podobno test nie był najważniejszy, jeżeli pozostałe części egzaminu „poszły dobrze”. W innym wypadku mógł posłużyć jako dodatkowy argument tłumaczący niezdanie. Czytaj dalej „Yeterlik sınav – egzamin kończący na etno”

Reklamy

Jak zrobić coś dobrego: kısır

  Kısır towarzyszy kobiecym spotkaniom wraz z herbatą. Podobno niektóre kobiety organizują np. kısırowe piątki lub soboty i spotykają się w stałym gronie pogadać i zjeść kısır. Polubiłam kısır od pierwszego kęsa: to banalnie prosta w przyrządzeniu witaminowa bomba:) Poniżej dzielę się przepisem z podpowidziami alternatywy dla Polski. Że aparatu nie mam, a zdjęcia telefonem wyszły marne, polecam wygooglowane obrazki dla kısır.

Składniki na średniej wielkości miskę kısır: Czytaj dalej „Jak zrobić coś dobrego: kısır”

Wesele

Jakiś czas temu byłam na weselu. W Stambule żenił się kolega z okolicy, o czym dowiedziałam się wracając do domu ze sklepu. Wspomniany kolega spotkany przypadkiem podszedł do nas i zwerbalizował zaproszenie na wesele – za trzy tygodnie, w sobotę, tu i tu. Chociaż widziałam go wcześniej może raz czy dwa, i nigdy z narzeczoną, ucieszyło mnie to zaproszenie – dawno nie byłam na weselu, a w Turcji nigdy. Zastanawiałam się, jak bardzo miejska impreza weselna w Turcji będzie różna od wiejskich obchodów zaślubin wśród Turków w Macedonii. Burçin raczej nie podzielał mojego entuzjazmu, bo, jak twierdził, tutejsze wesela są nudne. Jednak wypadało pójść, bo choć kolega nie jest bliskim przyjacielem, rodziny od lat znają się „z podwórka”. Zaproszeni byli też nasi najbliźsi sąsiedzi – to oni z resztą przekazali nam oficjalne papierowe zaproszenia w dniu wesela. Nie wiem, czy nie przywiązuje się tu aż takiej wagi do osobistego wręczania zaproszeń, czy to w tym konkretnym przypadku po prostu tak wyszło. Czytaj dalej „Wesele”

Bazary

   Nie zamierzam pisać o znanych jako turystyczne atrakcje Grand Bazar czy Spice Market. Może kiedyś się o to pokuszę, choć dokumentacji w Internecie na temat obu jest na prawdę sporo. Dużo ciekawsze dla mnie i rzadziej opisywane są regularne „zwykłe” bazary, na których przeciętni śmiertelnicy robią codzienne zakupy. W mojej okolicy w różne dni tygodnia pojawia się kilka bazarów. Najbliżej mnie jest Bazar Wtorkowy, który w każdy wtorek przemienia kilka zwyczajnych uliczek w ruchliwe kolorowe przestrzenie bazarowe. Bazar rozstawia się rano. Na metalowych palach rozpinane są płachty, przywiązywane sznurkami i linkami do czego-popadnie: słupów, pudeł, budynków. Pojawiają się drewniane skrzynie i blaty, a na nich dosłownie wszystko: warzywa, owoce, bakalie, przyprawy, ubrania, narzędzia, dywaniki, firanki, środki czystości, tapety, wiadra, szklanki, kubki, kwiatki… słowem:  spożywczo-ogrodnicze, tekstylne AGD, w dodatku przenośne. Czytaj dalej „Bazary”

Włosy

Jakiś czas temu byłam u fryzjera – nic nadzwyczajnego w strzyżeniu. Lecz siedząc na fotelu byłam świadkiem transformacji: do salonu przyszła dziewczyna o cienkich włosach sięgających połowy szyi, a gdy wychodziłam do domu, z tyłu głowy miała już płaszcz loków zakrywających plecy, który pasmo po paśmie rozrastał się ku czubkowi głowy.Na moją prośbę fryzjer pokazał mi tajny mechanizm: niewielkie koraliki przyczepiane są do pasma naturalnych włosów wraz z dołączonym pasmem obcych włosów dobranych pod kolor. Od tamtej pory często przyglądam się dziewczynom w tłumie. Oświecenie doznane w salonie fryzjerskim pozwala mi dostrzegać to co ukryte było wcześniej dla wzroku: drobne koraliki z tyłu głowy, zwykle towrzyszące charakterystycznej fryzurze, w której to długie i gęste włosy z tyłu kontrastują z „podciętymi” krótszymi z przodu. Doczepione włosy nie są aż tak niecodziennym zjawiskiem jak mi się wydawało. Poza koralikami i fryzurą zdradzają je wystawy samych salonów – praktycznie w każdym istnieje w ofercie magiczne „przedłużanie”, a salonów nawet w mojej skromnej najbliższej okolicy spokojnie naliczę kilkanaście.

Często widuję kobiety o wyszczotkowancyh, ufryzowanych, dopracowanych włosach. Miałam raz okazję przyglądać się dwóm znajomym, które szykowały się na imprezę. Obie miały długie, ładne i proste włosy, lecz nie wystarczyło ich rozpuścić lub po prostu związać. Przed wyazdem do klubu włosy obu zostały poddane zabiegom trwającym prawie półtorej godziny. Podczas gdy jedna lokowała włosy lokówką, druga prostowała (proste) włosy prostownicą. Nie powiem, nabrały dzięki temu objętości i blasku, ale… poczułam się dziwnie, bo sama się tak nigdy nie picuję, a na imprezę przecież idzie się potańczyć, pobyć ze znajomymi, a nie pokazać czy zaprezentować – tak mnie się przynajmniej wydawało. Poczułam się przez chwilę jak brzydkie kaczątko, i ciekawa jestem, co o mnie mogły wtedy myśleć owe dzewczyny, bo mnie samej wszystko zabrało niecałe 15 minut. Efekt był taki, że obie wracały do domu boso (no coś ty, te szpilki to są mega wygodne). Czytaj dalej „Włosy”

Różowe Metobusy

Jakiś miesiąc temu jedna z partii politycznych zwana skądindad Partią Szczęścia (Saadet Partisi) wpadła na genialny pomysł wprowadzenia w Stambule nowych, specjalnych, różowych metrobusów. Wyjątkowych nie tylko barwą ale też przeznaczeniem: metrobusy tylko dla kobiet. Tłumaczą to w ten sposób: w zwykłych metrobusach kobieta w ciąży czasem musi stać; w tłoku i ścisku zdażają się niemoralne sytuacje uwłaczające godności kobiet. Po co wprowadzać kampanie społeczne, po co edukować mężczyzn i kobiety? Lepiej wprowadzić oddzielny metrobus. Wtedy od razu będzie jasne, które to są te porządne, a które same się proszą o macanie w tłoku. Bo jak nie wsiadła do różowego busa, to tutaj czego szuka? Intencje ludzie bywają nieodgadnione – a tu proszę, od razu wszystko jasne. A jak chcą sobie nadal „molestować” w normalnych metrobusach, to nas (rządzących) już nie obchodzi, bo przecież zrobiliśmy bezpieczne różowe.

Tureckie TV

Turecka telewizja idealnie wpisuje się w zadania wynikające z konstytucji: oto Turcja jest krajem nacji Tureckiej: mieszkają w niej Turcy posługujący oczywistym językiem Tureckim. I tak oto w telewizji tureckiej większość filmów zagraniczych skutecznie uniemożliwia chociaż podłapanie obcojęzycznych zwrotów. Tu nawet Robert De Niro płynnie śmiga po Turecku po niewielkiej mutacji głosu. O napisach lub tłumaczeniu symultanicznym – zapomnij. Pojawiają się, chociaż rzadko, w zagranicznych serialach na niektóych programach. Nie twierdzę, że polska wersja filmów w której taksamobrzmiący od filmu do filmu głos czytający po polsku nawet ahy i ohy jest rzwiązaniem lepszym czy idealnym – ale mimo wszystko wszechobecne dubbingi działają mi na nerwy. Także dlatego, że najczęściej są po prostu  kiepskie, nawet z najlepszego filmu robiąc brzmienie tureckiej telenoweli.

Czytaj dalej „Tureckie TV”

Wiosna! Sezon rowerowy w Stambule czas zacząć. O podróżach Z rowerem

Piwnica to nie jest dobre miejsce dla roweru (dla kogo jest;)) a stał tam już ponad rok, czekając aż uda mi się wykombinować jak w miarę tanio i sprawnie zabrać go do Turcji. Podczas kilku pobytów w Polsce przymierzałam się do różnych rozwiązań. Nie zdecydowałam się na zabranie go z LOT-em, gdzie koszty przewozu to 50 + 50 = 100 euro. Pytałam także w Airbaltic, gdzie cena jest znośna, ale za to lot z przesiadką i a nie na wszystkich połączeniach zabierają rower. Próbowałam też metodą kombinowaną: niech któś wyśle mi rower do Skopje, stamtąd go odbiorę autokarem. Niestety zawsze okazywało się, że albo czegoś brak (pieniędzy, determinacji, natchnienia), albo coś nie jest możliwe (brak miejsc w autokarze na wybrane daty, brak synchronizacji czaso-przestrzennej). Że jechać na rowerze to jednak trochę za daleko, więc czekał i czekał.

Kiedy kupowałam w styczniu tani lot na trasie Sofia-Warszawa (zapłaciłam jedynie 80 kilka euro), biletu w jedną tylko stronę nie kupiłam jedyie dlatego, że różnica w cenie byłaby niewielka a nie byłam do końca przekonana o możliwości powrotu lądem. Będąc już w W-wie podjęłam rozpoczęte w czerwcu zeszłego roku próby namierzenia tajemnczego autokaru, który kursuje regularnie – acz nieco tajnie;) – na trasie Warszawa-Stambuł. Śledztwo w czerwcu pozwoliło dowiedzieć się, że firma której strona internetowa informuje o autokarze już nie działa, ale dostałam numer komórkowy kierowcy, który podobno jeździ. Zaraz po przyjeździe do Polski zaczęłam znów interesować się tematem. Autokar-widmo, bowiem strony internetowej brak, oficjalnego opublikowanego po polsku rozkładu brak, informacji na dworcu brak, a bilety (o ile nie kupuje się u kierowcy w dwie strony) ne istnieją w ogóle. Czytaj dalej „Wiosna! Sezon rowerowy w Stambule czas zacząć. O podróżach Z rowerem”

Football i gender

Odkąd przyjechałam do Turcji, moje spojrzenie na futbol zmieniło się; może nie drastycznie – ale jednak. Jak to często bywa, spotkanie z „obcym” jest jak lusterko ujawniające nasze własne schematy i stereotypy. W tym wypadku skonfronowałam się z zakorzenionym głęboko wizerunkiem Kibola. Szokiem poznawczym w Turcji było dla mnie na przykład, że mecze ligi krajowej oglądają „normalni”, wykształceni, „kulturalni” ludzie. Całe moje ja nauczone było z kolorowych gazet i tv, że liga krajowa to nie gra, a podwórkowa bijatyka. A ‚fan” to taki co to zdemoluje pół ulicy wraz z przystankiem, pobije i zbluzga wszystkich  wokół. Intelektualista piłki nożnej – no poza zawodami o randze co najmniej kontynentalnej – nie będzie oglądał, a już na pewno nie na stadionie. Zajmie się bieganiem, jogą, może sztukami walki. Poogląda boks (to w Polsce akurat modne).

Wśród moich znajomych w Turcji – wprost przeciwnie. Karate, boks?! To nie sporty, to zajęcie dla lokalnej ganksterki i mafii, dla kolesi z ndmiarem agresji i oczywiście nie dla kobiet, a jeśli to dla takich z poblemem, co to na pewno mają na bakier z własną kobiecością. Piłka nożna natomiast to norma, kibicowanie to niemal jak umiejętność oddychania. Jak masz na imię, skąd jesteś, której drużynie kibicujesz. I codzienny dyskurs – tak jak w Anglii o pogodzie, czy w Polsce o wspomnieniach z imprez – tu o meczach: tych zagranych, obejrzanych, obstawionych, wczoraj, jutro, przed rokiem. Ploteczki i nowinki o piłkarzach, kto gdzie przeszedł i jak zagrał, kto kogo kupił/sprzedał. Punktacje, wyniki, prognozy, komentarze, i to niektórym nigdy się nie nudzi.

Czytaj dalej „Football i gender”