Znaczenie i płeć tureckich imion i nazwisk

sun and moonDla przeciętnej Polki lub Polaka perspektywa napisania odpowiedzi na e-maila otrzymanego od kogoś z Turcji to prawdziwe wyzwanie: napisać „Droga Pani” czy „Drogi Panie”? Słowem: jakiej płci jest korespondent/ka, i jakiego użyć rodzaju? Dla osób przyzwyczajonych do komfortu rodzajowych końcówek imiona tureckie, poza pewnymi wyjątkami typu dość powszechnie znany Ahmet lub Fatma, stanowią zagadkę nie do rozszyfrowania. Sevcan (czyt: Sevdżan) i Serkan brzmią dla polskich uszu jak dwaj bracia, ale Sevdżan jest Turczynką. Z kolei w parze Ece (czyt: Edże) i Efe, to Efe jest chłopcem.

Choć Turcja jest krajem zamieszkanym w przeważającej większości przez muzułmanów, imiona tureckie różnią się od „typowo muzułmańskich”, wywodzących się z języka arabskiego i z Koranu lub innych ksiąg testamentu. Już za czasów sułtanów wprowadzano imiona znaczeniowe, pochodzące nie tylko z arabskiego ale też z perskiego lub osmańskiego. Przykładem niech będzie córka Sulejmana Wielkiego, Mihrimah (Mehr-î-Mâh), której imię oznacza „słońce i księżyc”. Czytaj dalej „Znaczenie i płeć tureckich imion i nazwisk”

Reklamy

Paskalija, chleb wielkanocny

paskalija  Rzadko jem pieczywo, a jeśli już to razowe i idealnie na zakwasie, jednak kilka dni temu ni stąd ni zowąd zamarzyła mi się odmiana. W piekarni w okolicy zobaczyłam chałkę. Jedyna różnica pomiędzy tutejszą a polską chałką to brak kruszonki zastąpionej płatkami migdałów. Zapytałam sprzedawcę o cenę i o nazwę i usłyszałam: 3 liry, Paskalija.
Paskalija, czyli inaczej prawosławna Wielkanoc.
Paskalija Ekmegi o inaczej chlebek wielkanocny. Przepis i nazwa na wielkanocną chałkę zakorzenił się w Stambule prawdopodobnie dzięki migrantom z Bułgarii, którzy od lat 50tych dwudziestego wieku całymi rodzinami opuszczali nieprzyjazną Turkom Bułgarię by zamieszkać na terenie Turcji. Pomimo, że większość z nich to „Turcy” i muzułmanie, pokolenia współmieszkania z prawosławnymi Bułgarami zaowocowało wymieszaniem się zwyczajów i kultur. A może część z nich to Pomacy, Bułgarscy konwertyci na Islam, wielokronie opisywani jako grupa o synkretycznych praktykach. Czytaj dalej „Paskalija, chleb wielkanocny”

Diasporyt, minerał sułtanów

SulanitTermin diaspora odnosi się do globalnie rozproszonej grupy. Do więzi łączących jednostki oddalone o tysiące kilometrów. Do specyficznej nostalgii za domem-ojczyzną i endogamicznych praktyk służących ochronie i zachowaniu własnej kultury i tradycji.
Pierścionek z diasporytem to zatem biżuteria idealna dla migrantów i nomadów. Idealny dla mnie. Srebrną obrączkę ozdobioną tym minerałem, inaczej znanym jako zultanit, dostałam dziś rano. Poza znaczeniem i unikatowością urzekła mnie w nim umiejętność gry ze światłem: skrupulatnie oszlifowany minerał zmienia kolor i przyjmuje kolejno barwy od delikatnego fioletu przez krwistą czerwień po żywą jasną zieleń. Jest zaczarowany, i nie może się znudzić. Czytaj dalej „Diasporyt, minerał sułtanów”

Komunikacja w Stambule: niepisy ruchu drogowego

tambuł, kwiecień 2013To nie jest fotomontaż. To się tutaj zdarza, dużo częściej niż „czasami”. Kierowca taksówki chciał pojechać pod prąd, nie udało się i musiał wrócić skąd przyjechał. A że nie miał czasu zawrócić, uruchomił wsteczny. Nikt się nawet nie oburzył, no bo za co: nic się w końcu nie stało, z resztą całkiem płynnie jechał.

To, co zawsze szokuje nowo przybyłych, to ruch drogowy w Stambule, którego naczelnymi zasadami wydają się być telepatia i intuicja. Turyści i przyjezdni nie mogą się nadziwić, jak to się dzieje, że te wszystkie samochody, skutery, minibusy, ciężarówki  i taksówki nie zderzają się co minutę, że kierowcy nie biją się na każdym zakręcie, i że ta cała lawina pojazdów jakoś się w tej przestrzeni mieści.

To istna kraina cudów: z dwóch pasów często robią się trzy, kierunek jazdy można wybrać dowolnie, udaje się przejechać przez szczelinę pomiędzy zaparkowanymi wszędzie: na ulicach i chodnikach samochodami. Nietutejsi nijak nie mogą pojąć, jak to się dzieje, że działa, gdyż dopiero po długich tygodniach obserwacji i rozszyfrowywania gestów i znaków można zrozumieć prawdziwe zasady ruchu drogowego, nienapisane prawa, nie-pisy. Czytaj dalej „Komunikacja w Stambule: niepisy ruchu drogowego”

Zioła, olejki, naturalne kosmetyki i wybrane produkty tureckich firm

rumianekTo, co od początku polubiłam w Turcji to liczne sklepy zielarsko-kosmetyczne.  Pierwsza moja wizyta w jednym z takich sklepów przebiegła w niezrozumiałym zachwycie: choć pociągały mnie flakoniki, pudełeczka, suszone zioła, przyprawy, nasionka, ziarenka i inne specyfiki, miałam poważne trudności z rozpoznaniem sporej części z nich i z odróżnieniem produktów rzeczywiście wartościowych od „naturalnego” szalbierstwa. Choć po dwóch latach pobytu w Stambule z pewnością nie zostałam jeszcze ekspertką od tureckiej medycyny naturalnej, poruszam się już w nich całkiem sprawnie, a przynajmniej tak mi się wydaje, gdyż zazwyczaj potrafię znaleźć to, czego potrzebuję.

Najbardziej chyba cieszą mnie suszone zioła: kwiat lipy, rumianek, a nawet przeróżne mieszanki ziołowe z przeznaczeniem „na grypę” lub „na bezsenność” to coś, czego zbiór i suszenie zazwyczaj mi nie wychodzi, a czego nie lubię kupować w formie ekspresowych herbatek w sztucznych torebeczkach. Świeże zioła, choć wymagają minimalnie więcej zabiegów niż torebkowe herbatki (trzeba je np.przecedzić) mają nieporównywalny smak i zapach. Szczerze polecam tutejszą mieszankę na przeziębienie, na którą składają się najczęściej: kwiat lipy, suszony imbir, laski cynamonu, i czasem owoc dzikiej róży. Czasami dodaję do tego kilka goździków, a po zaparzeniu trochę soku z cytryny.

Moim osobistym odkryciem w Turcji były wszelkiego rodzaju olejki. Czytaj dalej „Zioła, olejki, naturalne kosmetyki i wybrane produkty tureckich firm”

Punkt widzenia

Nie, nie będzie to post o dzisiejszym trzęsieniu ziemi w okolicach Canakkale, wystarczy, że dźwięczało na FB. Dziś zamierzam napisać dokładnie o tym, co w tytule, i to w liczbie mnogiej.

wc_bidet; źródło: http://www.planus.biz/prodotti/artic/artic-wc-con-doccia-bidet-integrata.htm Niedawno mój współlokator powrócił ze swojej pierwszej podróży do Europy. Podczas siedmiodniowej wycieczki, na którą wyjechał jako opiekun grupy uczniów z collegu, w którym pracuje, odwiedził Barcelonę, Paryż i Amsterdam. Choć wiedziałam, że większość czasu spędza w hotelach lub samolotach (faktycznie „oblatywali” kolejne miasta), z niecierpliwością czekałam na jego pierwsze wrażenia po powrocie.

Anna, dlaczego w Europie macie takie dziwne kible?” – usłyszałam jako pierwsze pytanie, które padło zaraz po kilkuminutowym streszczeniu „gdzie byłem”.

„Jak to?” – pytam, czując co się święci.

Nooo, w pięciogwiazdkowych hotelach jest sedes, a zaraz obok niego taki drugi, niski ni to sedes ni to zlew z kranikami (oczywiście ma na myśli bidet). Hahaha. A w trzygwiazdkowym hotelu to w ogóle jest tylko jeden sedes

„Tak….”

„... i nie ma kranika„.

„No, …., nie ma.” – odpowiadam, przeczuwając następny komentarz. Czytaj dalej „Punkt widzenia”

Kysz kysz dżinler, kysz kysz! Dmuchanie złego :)

Kto ma choć podstawowe pojęcie o Islamie na pewno słyszał o Jinnach. Jinny (dżiny) to – obok aniołów i ludzi – trzeci rodzaj istot stworzonych według tajemnego planu stwórcy przybliżonego zwykłym śmiertelnikom min. w Biblii czy w Koranie. Według tego ostatniego, jiinny powstały z ognia i – podobnie jak ludzie – mają różne charaktery i temperamety. Chociaż ich nie widzimy, przechadzają się pośród nas. Poświęcona im jest nawet nawet cała koraniczna sura 72 al-Jinn, w której czytamy między innymi o tym, że Koran został objawiony także jinom. I znów podobnie jak wśród ludzi, część jinnów uwierzyła i „wybrała drogę prostą”, zaś pozostałe zignorowały świętą księgę i „są drewnem dla Gehenny” (72:15). W odróżnieniu od ludzi, jinny, dzięki swojej wyjątkowej materii mogą latać i przemieszczać się dużo bliżej Allaha. Koran ostrzega jednak, żeby nie wierzyć plotkom, które roznoszą wśród ludzi twierdząc, że oto podsłuchały pod samymi wrotami Stwórcy.

Istnieniem jinnów można wytłumaczyć wiele zjawisk niewyjaśnionych: kontakt z „duchami”, przewidywanie przyszłości i jasnowidzenie, poltergeisty, tajemnicze znikanie przedmiotów, inkuby, sukkuby, a nawet złe samopoczucie – to wszystko sprawka jinnów. Czytaj dalej „Kysz kysz dżinler, kysz kysz! Dmuchanie złego :)”

Obcięty płaszcz Mohameda: o kotach

sen  Słyszałam wiele razy w Polsce, że kot wyciąga złą energię. Że koty najczęściej śpią w niekorzystnych energetycznie miejscach w mieszkaniu, na przykład nad „żyłą wodną” i swoją obecnością niwelują negatywne promieniowanie wód gruntowych. Na tej samej zasadzie wykrywają problematyczne miejsca na ciele człowieka, i potrafią „zdjąć ból”, kładąc się i zasypiając przy lub na miejscu, które jest chore lub boli.

Z drugiej strony wiadomo, że kot, szczególnie czarny, jest nosicielem pecha.  Koty chodzą własnymi ścieżkami. Na wiosnę krzyczą i kochają się przeraźliwie głośno = są na usługach czarownic. W przeszłości na polskich wsiach potrafiły przynieść największe nieszczęście: ogień. Zdarzało się , że na lubiącego się wygrzewać przy piecu kota spadła iskra. Przestraszony kot ucieka zawsze w górę, wdrapuje się po belkach pod sam sufit i pod kryty strzechą dach. Diabelskie działanie ma więc szczyptę racjonalizacji. Do tej pory wiele osób w Polsce trzy razy pluje przez lewe ramię, jeśli ich drogę przetnie czarny kot. Koty nigdy nie są obojętne. Albo pisze się o nich książki, wiersze i maluje obrazy, albo dosypuje do karmy trucizny, bo zimą wygrzewają się na maskach samochodów „niszcząc lakier”.

W Stambule rzadko koty uciekają. Większość z nich, gdy zawołasz „psssst pssst”, co po turecku znaczy „kici kici”, podchodzi, mruczy, łasi się. Czytaj dalej „Obcięty płaszcz Mohameda: o kotach”

Zakupy on-line (po linie): szczypta refleksji nad przestrzenią

To widok juz tak dla mnie powszedni, że aż muszę sobie przypomnieć pierwszą nań reakcję by móc świeżej go opisać. Mianowicie, to co nazwałam „zakupami on-line” czyli: zakupy „po linie„:) Chodzi o to, żeby sie nie namęczyć, nie nadwyrężyć, nie nachodzić, a przy okazji podtrzymać kontakty towarzyskie z sąsiadami, dziećmi grającymi w piłkę na ulicy, sklepikarzami i ich rodzinami. Z licznych balkonów i okien w mojej okolicy zwisają bowiem na linkach wiaderka, koszyki i reklamówki, w różnorakich kolorach i kształtach. Dzięki nim, pokonując siłę grawitacji chleb, ser, cebula czy płyn do mycia naczyń trafiają z parteru prosto do rąk kupujących, bez zbędnego wychodzenia poza próg mieszkania.

Często zakupy podaje do koszyka/torebki/wiaderka sam sprzedawca. Większość sklepów to biznes rodzinny i zawsze znajdzie się ktoś, kto akurat może na chwilę wyjść i dostarczyć zakupy prosto do zwisającego na linie koszyka. Na przykład ostatnio spotkałam żonę sklepikarza, która niosła dwie siatki do wiaderka z domu na przeciwko: kupujący złapał grypę. Regularnie obserwuję też sąsiadkę, starszą panią, której sprzedawcy z pobliskich sklepów wkładają do koszyka zrealizowane listy zakupów, któe wciąga na balkon aż na trzecie piętro.

Czytaj dalej „Zakupy on-line (po linie): szczypta refleksji nad przestrzenią”