Z powrotem w Azji!

 

imagePo kilkumiesięcznej przerwie jestem znowu w Stambule. I chociaż – pielęgnując stereotypy o Polakach – narzekałam czasami na Stambuł, po bardzo szybkiej aklimatyzacji na prawdę odetchnęłam. Może dlatego, że
ominęła mnie stambulska zima, lub dlatego, że poprzednie miesiące w większości spędziłam w pięknym i ‚kulturalnym’ – ale jednak ‚zimnym’ – Londynie. W Stambule poczułam się najzwyczajniej w świecie swojsko, i zdałam sobie sprawę, że przecież na tę ‚swojskość’ pracowałam przez kilka ostatnich lat, pokonując jedną po drugiej bariery wynikające z różnic językowych, kulturowych, i z innych standardów codziennego życia. Co ciężko przychodzi, być może bardziej się ceni: indywidualny, zakorzeniony w matczynym mleku miękki masochizm. Albo, po prostu, to miasto da się lubić;)

Przez większość czasu mieszkam w akademiku. Namiętnie piszę doktorat, a prawie wyludniony o tej porze roku żeński akademik zapewnia mi to, czego najbardziej w tej chwili potrzebuję – bibliotekę i spokój. Ten ostatni jest jedynie czasami przerywany w dość zabawny sposób: zdarza się, że wieczorną lub nocną ciszę przerwie dźwięk akademikowego telefonu. Podnoszę słuchawkę: halo? halo. kto tam? ja. a do kogo dzwonisz? do ciebie. Innym razem z kolei: halo? cześć, czy możesz mi powiedzieć, jaka jest pogoda? bo podobno padało, i nie wiem, czy już przestało. Moje okno nie wychodzi na zewnątrz. To studenci z męskiego akademika, którzy dzwonią do losowo wybranych pokoi, z nudów, lub w nadziei na nową znajomość. Całkiem zabawne, o ile nie zdarza się w środku nocy, i o ile nie powtarza się co pięć minut.

Godziny oderwania się od pisania pracy spędzam głównie na eksplorowaniu najbliższej okolicy. Jak każda inna część tego miasta, ta również jest pełna kontrastów. W porównaniu z najbliższą okolicą, kampus jest jak inny, nowoczesny świat, gdzie studenci i studentki przechadzają się w szortach, a życie codzienne nie opiera się na domowych obowiązkach. Zaraz za bramą uczelni, tam gdzie w piątki usadawia się malutki bazar, sąsiadują ze sobą nowoczesne apartamenty ‚Merkury’ i ‚Venus’, których schody pokrywa czerwony dywan, oraz prawdziwe ‚gecekondu‚(postawione w nocy): niechlujne kamienice o dziwacznej budowie, przed którymi suszy sie owcza wełna, a z balkonów zwiesza się pranie. Wielu sprzedawców i klienteli bazaru to migranci ze wschodniej Turcji; nie rozumiem większości ich rozmów, które rozbrzmiewają w niezrozumiałych dla mnie dialektach lub językach.image

image

Po drugiej stronie dużej, ruchliwej ulicy, z której wjeżdża się na uczelnię, jedna obok drugiej biegną w dół wąskie uliczki, którymi schodzi się po pobliskiej dzielnicy Kayisdagi, typowej miejskiej wsi. Na sznurkach rozwieszonych na lub pomiędzy balkonami i oknami suszy się pranie. Kobiety w chustkach na głowie i w szarawarach zamiatają ulicę, myją okna, plotkują przed domami. Na ulicach bawią się dzieci, grając w piłkę i tocząc wojny bronią z kawałków styropianu. Na głównej ulicy kilka sklepów z tanim-wszystkim: drobne sprzęty, naczynia, kosmetyki, zabawki, ubrania, wieszaki. Obok tanie supermarkety z niewielkim – jak dla mnie – wyborem produktów, ale za to z niskimi cenami: ryż, olej, cukier, fasola, soczwica, podstawowy nabiał, słodycze. Do akademikowego pokoju kupiłam elektryczną cezve – rondelek, w którym zaparzam sobie kawę po turecku, łamiąc tym samym zasady regulaminu, wg. którego nie wolno w pokojach mieć żadnych sprzętów poza komputerem i zamontowaną na stałe w łazience suszarką. Brak kuchni to jeden z niewielu minusów mojego akademika. ‚Życie studentów jest takie trudne i ciężkie’, skomentowała sympatyczna, starsza pani, od której kupowałam wieszaki do imageakademikowej szafy. Çok zor.

 

Kilkadziesiąt minut wyprawy na południowy zachód, i już jestem na wybrzeżu, w Caddebostan, lub nawet dalej w samym sercu Kadikoy. Podczas ostatniej wieczornej wycieczki przełamałam swoje uprzedzenia do Bagdat Caddesi – już nie pamiętam dokładnie, skąd się wzięły, ale wiązały się w jakiś sposób z odpowiedzią na pytanie-powiedzenie: gdzie w Stambule mogą się zderzyć dwa Ferrari? Rzecz jasna, na Bagdat Caddesi. Przez różne zasłyszane zdania o tym, że to taka ‚posh-ulica’, po której zepsuta turecka młodzież rozbija się ultradrogimi samochodami rodziców, wydawało mi się, że nie mam czego szukać w tej okolicy. Jak w przypadku większości stereotypów i miejskich legend, powyższa również okazała się mocno przesadzona. Faktycznie, Ulica Bagdadzka jest jedną z bardziej nowoczesnych ulic w Stambule, jednak jej słynne zepsucie nie ma nic wspólnego z wyobrażeniami o zderzających się ferrari. Wieczorami, skrawki zieleni wzdłuż brzegu morza zamieniają się w nadwiślański brzeg: dziesiątki młodzieży na kocach, ktoś gra na gitarze, ktoś inny przyjechał na rowerze, kilka osób gra w piłkę. Jest alkohol, ale kulturalnie, bez pijaństwa. Uliczki pełne kawiarni, restauracji i pubów, wypełnione ludźmi w różnym wieku, różnych profesji. W wielu okolicznych kawiarniach wydzielone są przestrzenie dla studentów: przy stolikach siedzą ludzie i ich laptopy, książki, notatki. Bardziej niż krótka sukienka, przchodniów zaszokowałaby burqa. Na ławkach, w kawiarniach, na trawnikach, ludzie czytują książki, a widok człowieka z książką nie jest zaskakującym wyjątkiem, tak jak w mniej ‚nowoczesnych’ częściach Stambułu (o ile lekturą nie jest gazeta lub Koran).

Z dnia na dzień robi sie coraz goręcej. Zaopatrzyłam się już w krem z filtrem 45, i w cienką bluzę z długim rękawem. O ile lubię ciepło, dotyk tutejszego słońca na skórze czasami mnie parzy. Wieczory są nadal dosyć chłodne, i zdarza się, że amplituda temparatur w ciągu doby osiąga dziesięć stopni, a ludzie rozmawiają o zmianach klimatyczych i komentuja ‚dziwną pogodę’.

Bez względu na przynależność mieszkańców, wszystkie ulice w mieście upstrzone są przedwyborczymi hasłami. Tony kolorowych tkanin z logotypami partii politycznych. Tysiące metrów papieru zużytego na bilbordy, plakaty i ulotki. Samochody i autobusy z wizerunkami najpopularniejszych polityków skutecznie przedzierają się przez miejski gwar. Za moim oknem słyszę jedynie ćwierkanie ptaków, szczekanie psów i rozmowy studentek lub sprzątaczek. Przez większość ostatnich dni skutecznie izoluję się w akademikowym pokoju. Czasami odkrywam Stambuł na nowo, kiedy jadę w nieznane dotąd miejsce, lub kiedy zamieniam się w przewodnika podróżnych, którzy każdemu miejscu nadają nowy, indywidualny koloryt i dźwięk.
image

Stypendia w Turcji: nowości i terminy aplikacji w TÜBİTAK

tubitak_50_nci_yil_logoTÜBITAK-BİDEB, który z okazji pięćdziesięciolecia działania ma nowe logo, i którego mam przyjemność być stypendystką, jeszcze przez kilka dni przyjmuje aplikacje o stypendium na studia na poziomie MA i PhD w Turcji w ramach programu 2215. Drugie rozdanie wczesną jesienią, warto więc już zacząć kompletować niezbędne dokumenty;) Poza programem 2215, TÜBITAK wspomaga również prowadzenie badań w Turcji, finansuje studia na poziomie BA, oraz wspiera studentów z krajów słabo rozwiniętych. Więcej informacji o programach poniżej:

2215 Stypendium na studia w Turcji na poziomie doktoranckim i magisterskimWedług nowych zasad programu, poza comiesięczną wypłatą stypendyści otrzymują dofinansowanie czesnego oraz ubezpieczenie zdrowotne. Więcej o tym programie pisałam w marcu ubiegłego roku. Przypomnę tylko, że aby ubiegać się o stypendium trzeba mieć nie więcej niż 30 lat na poziomie MA i 35 lat na poziomie doktoranckim.

Terminy składania wniosków to 13.01-28.02 2014 oraz 4.08 – 12.09.2014. Na rezultaty czeka się około trzech miesięcy.

2216Stypendium badawcze dla doktorantów i post-doktorantów na prowadzenie badań w Turcji.

O stypendium mogą ubiegać się osoby, które: 1 – Nie mają obywatelstwa tureckiego;  2 – Posiadają zaproszenie z uczelni w Turcji; 3 – Znają język, w którym będą prowadzić badania

Poza tym, post-doktoranci nie powinni mieć więcej niż 35 lat, i w przypadku osób, które ukończyły wcześniej doktorat w Turcji, mieć średnią minimum 3.50/4.00. Doktoranci muszą być zarejestrowani na  zagranicznej uczelni (nie w Turcji).

O stypendium można ubiegać się dwa razy w roku: na przełomie marca i kwietnia (17.03 – 21.04. 2014) i jesienią (22.09-31.10.2014). Dokumenty niezbędne do aplikacji znajdują się na stronie programu. Znajdziecie tam również szczegółowy opis programu, wysokość stypendium i zasady ewaluacji.

2205Stypendium na studia w Turcji na poziomie licencjackim; Zeszłoroczna nowość, w ramach której przyznano kilkanaście stypendiów, nie ma na razie odsłony na rok 2014.

2235 – kolejna świeżynka ubiegłego roku – Stypendia dla studektów z krajów słabo rozwiniętych (Least Developed Countries, wg listy UN) na poziomie magisterskim i doktoranckim. Poza pochodzeniem z jednego z wymienionych krajów, kryteria zbliżone są do programu 2215.

   
   

Stypendia w Turcji – Türkiye For Education

burslariProgram stypendialny „Stypendia w Turcji” jest już dostępny w nowej odsłonie, która pozwala ubiegać się o stypendia na poziomach: licencjackim, magisterskim, doktoranckim oraz stypendia finansujące naukę Tureckiego.

Spośród kilkunastu programów stypendialnych kilka dostępnych jest także dla obywateli Polski. Aby sprawdzić, o jakie stypendium możesz się ubiegać, skorzystaj z wyszukiwarki,

a żeby dowiedzieć się, jak aplikować, ściągnij poradnik po angielsku

A aplikować warto, bo jako stypenysta/tka otrzymasz: Czytaj dalej „Stypendia w Turcji – Türkiye For Education”

Stypendia w Turcji – TÜBİTAK

tubitak-logoJak to zrobić, żeby studiować w Turcji nie płacąc, a nawet dostawać całkiem niezłe „kieszonkowe”? Jedną ze ścieżek wiodących do bezpłatnej edukacji w Turcji jest stypendium TÜBİTAK-BİDEB, czyli Tureckiego Centrum Naukowo Badawczego. Obecnie dostępne są trzy rodzaje stypendiów w ramach dwóch programów stypendialnych:

I. Program 2215 – Absolwencki Program Stypendialny dla Studentów Zagranicznych – finansuje studia na poziomie magisterskim i doktoranckim. Czytaj dalej „Stypendia w Turcji – TÜBİTAK”

o (nie)komunikacji z kobietami

Nie wiem, czy to specyfika mojej uczelni, „kultury”, czy może moja własna – fakt, że co kolwiek nie zaproponuję w temacie moich badań, przeważenie słyszę: ah cudownie, wspaniale! Czasami czuję się niezręcznie, bo dzieje się tak w momentach, kiedy potrzebowałabym konstruktywnej krytyki, uwag i podpowiedzi. Tymczasem większość spotkań w sprawie moich badań czy też planu studiów zaczyna się i kończy komplementowaniem.

Było i jest mi nadal niełatwo zrozumieć kody komunikacyjne właściwe relacji student-kadra na mojej uczelni. Bardzo często spotkania – nawet przypadkowe, gdzieś na ścieżce pomiędzy budynkami – wyglądają jak przywitania na imieninach: buzi-buzi w policzek, „oh, jak bardzo się za panią stęskniłam!” i szereg komplementów na temat: brwi, torebki, butów, włosów. Bo na wydziale antropologii większość kadry to kobiety, a studentki liczebnie przeważają studentów. Chyba więc moje zakłopotanie dotyczy relacji pomiędzy kobietami w ogóle, bo wykracza też poza ramy uczelni. Oczywiście są wyjątki, ale… Czytaj dalej „o (nie)komunikacji z kobietami”

Egzaminy wstępne na uczelnie wyższe – ÖSYM

  To nie prima-aprilisowy żart. Akurat 1 kwietnia wznaczono na pierwszą część egzaminu wtępnego na uczelnie wyższe w Turcji. Dzisiejsza częśc to test, po 40 pytań z różnych bloków tematycznych: język Turecki, nauki społeczne, biologia, matematyka. W samym Stambule do egzaminu podchodziło ponad 2 miliony osób, a do miejsc gdzie odbywały się egzaminy pielgrzymowało co najmniej drugie tyle. Miałam okazję dziś obserwować wyprawy całych rodzin, które towarzyszyły „dzieciom” w wieku od „zaraz po liceum” wzwyż. Rekordzista, jak podała wieczorem telewizja, miał ponad 60 lat.

Z powodu egzaminów przez kilka godzin rano i wczesnym popołudniem miasto, i tak zwykle zakorkowane, dostało paraliżu wielu części olbrzymiego organizmu. Jadąc na jedną z uczelni – miejsc egzaminacyjnych – podróżowałam najpierw dwiema taksówkami, żeby w końcu złapać metrobus tam, gdzie już zatrzymywał się by przyjąć pasażerów. Kilka stacji od Avcilar do Sefakoy w ogóle nie funkcjonowało jako przystanki – kolejne autobusy przejeżdżały obok wypchane ludźmi po szyby. Czytaj dalej „Egzaminy wstępne na uczelnie wyższe – ÖSYM”

Yeterlik sınav – egzamin kończący na etno

Przedwczoraj otrzymałam oficjalny list z uczelni potwierdzający, że oto zdałam Yeterlik sınav, czyli egzamin uwieńczający teoretyczną część studiów doktoranckich. Refleks mają nie lepszy ode mnie – egzamin zdawałam pod koniec stycznia:) Ale w Turcji czas funkcjonuje trochę inaczej niż w tzw. „Europie”.

Yeterlik sınav trwał 3 dni:
Pierwsza część to test składający się ze 100 pytań jednokrotnego wyboru, a,b,c,d. Test podzielony był na bloki tematyczne związane z poszczególnymi przedmiotami wykładanymi na wydziale. I tu zaskoczenie – bardzo dużo pytań dotyczyło tzw. przedmiotów fakultatywnych, do wyboru. Trochę to mnie zaskoczyło, bo nie spodziewałam się np. pytań z genetyki, ale cóż – wiedza doktorantki powinna wykraczać poza wąskie ramy teorii i metodologii. Nie oczekiwałam także pytań dotyczących np. konkretnych publikacji Tureckich antropologów, o których nawet nie wspominano na zajęciach z przedmiotów obligatoryjnych. Ok, zdajemy egzamin w Turcji, więc „cośtam” powinno się wiedzieć, ale na pewno było by prościej, gdyby wymagania były jasno określone przed egzaminem – np. poprzez opublikowanie listy wymaganych lektur, szczególnie z zajęć fakultatywnych. Tymczasem na stronie uczelni można przeczytać krótkie opisy poszczególnych zajęć, jednak nigdzie nie ma syllabusów – to wiedza tajemna, strzeżona przez wykładowców;) Jako jedną z porad na pytanie „jak pzygotować się do egzaminu?” usłyszałam: popatrz sobie w necie na programy zajęć na najlepszych uczelniach, np. amerykańskich, i sobie zobacz czego wymagają. Całe szczęście, na sporo pytań w teście można było odpowiedzieć „na inteligencję”. Niektóre odpowiedzi, nawet na bardzo specyficzne pytania, można było wykluczyć – zawierały w sobie błąd logiczny lub skrywały fałszywe przesłanki antropologiczne.  Nie mam pojęcia, na ile pytań odpowiedziałm poprawnie; podobno test nie był najważniejszy, jeżeli pozostałe części egzaminu „poszły dobrze”. W innym wypadku mógł posłużyć jako dodatkowy argument tłumaczący niezdanie. Czytaj dalej „Yeterlik sınav – egzamin kończący na etno”

Studiowanie po Turecku

Niedługo minie drugi semestr moich studiów doktoranckich na wydziale antropologii (a właściwie w instutycie) na Yeditepe Universitesi w Stambule. Pokuszę się o małą rekapitulację wydarzeń i opowiem  mojego studiowania, w której znajdziesz wiele antropologicznych smaczków;)

Yeditepe University to prywatna uczelnia, jedyna w Stambule oferująca PhD program antropologii, kiedy więc zdecydowałam się na Stambuł, wybór uczelni był raczej nieskomplikowany;)Jednak zanim to odkryłam, wysyłałam maile do wszystkich możliwych wydziałów antro w Stambule, pytając o możliwości studiowania i przedstawiając siebie i mój temat. Bardzo szybko otrzymałam odpowiedź od szefa instytutu antro na Yeditepe, z zaproszeniem na spotkanie. W lipcu pojechałam na kilka dni do Turcji i odwiedziłam uczelnię, gdzie nie dowiedziałam się w zasadzie nieczo poza terminem egzamiów wstępnych, które były we wrześniu.

Mój podstawowy błąd strategiczy od początku polegał na myśleniu „po polsku”. Moje wyobrażenie o studiach doktoranckich było takie: powinnam mięc sprecyzowany pomysł badawczy i plan, jakieś publikacje czy konferencje, powinnam być przygotowana do prowadzenia zajęć, i na prawdę dobrze wiedzieć co to antropologia.

Czytaj dalej „Studiowanie po Turecku”