O co chodzi z nową konstytucją? Referendum 16 kwietnia

hayirliGorącym tematem w Turcji jest zbliżające się referendum, w którym obywatele zdecydują o (nie)zmianie przyszłej konstytucji, a co za tym idzie, o kształcie rządu i kompetencjach prezydenta. Jakie zmiany do konstytucji chce wprowadzić prezydent, i jakie byłyby ewentualne konsekwencje tych zmian? Kto jest na tak (Tr: „evet”) a kto na nie („Hayir”), i jaki jest obecnie układ sił? Na te pytania postaram się odpowiedzieć w niniejszym tekście.

Propozycje zmian 

Proponowana zmiana konstytucji odnosi się do 18 artykułów, z których najważniejszy dotyczy propozycji zniesienia funkcji Premiera i Rady Ministrów, oraz oddania decyzji administracyjnych i ustawodawczych prezydentowi.  Innymi słowy, była by to zmiana systemu parlamentarnego na autorytarny system prezydentalny, w którym prezydent miałby praktycznie nieograniczoną sprawczość Czytaj dalej „O co chodzi z nową konstytucją? Referendum 16 kwietnia”

Wybory w Turcji – czas zagłosować!

Przed 12:00 rano skrzynki z głosami oddanymi w moim mikro-okręgu były już prawie pełne. Podobno to wybory o nietypowo wysokiej frekwencji. Podobno wiele osób głosuje w wyborach lokalnych po raz pierwszy, chociaż już dawno ukończyli wymagane 18 lat. Podobno wyniki zostaną ogłoszone przed północą.

Tych, który zagłosowali, nie wyróżnia już dziś naznaczony atramentem palec. Dzisiejszych głosujących przed oddaniem podwójnego głosu powstrzymać ma złożenie podpisu przy swoim imieniu, nazwisku i adresie. Ogromne księgi zbierają obywateli Turcji według miejsca zameldowania, a w odnalezieniu siebie wśród tysiąca innych pomagają numery referencyjne, które można sprawdzić przez internet (Proszę sobie wyobrazić, że przeciętna dzielnica Stambułu liczy tyle, co połowa Warszawy).

W wyborach lokalnych głosuje się na muhtarów, czyli zarządców wsi lub najbliższej okolicy – mahalle (fioletowa koperta), burmistrzów (niebieska koperta) oraz partie polityczne dla poszczególnych prowincji (pomarańczowa koperta). Głos oddaje się poprzez przystawienie stempelka z napisem „EVET” (tak) przy wybranym nazwisku lub partii politycznej.

źródło: internet

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Chociaż przeciętny cudzoziemiec wyróżni dwie, trzy tureckie partie, a zwykły mieszkaniec Turcji potrafi wymienić maksimum dziesięć, na karteczkach do głosowania jest aż 26 różnych ugrupowań politycznych. Próg wyborczy do parlamentu wynosi 10% i jest najwyższym progiem wyborczym wśród europejskich krajów; dla porównania, w Polsce to 5%.

 

Przedwyborczy Karnawał

ile partii znajduje sie na zalaczonym obrazku?Do wyborów lokalnych w Turcji pozostało zaledwie 8 dni. Zgodnie z prawem, cisza przedwyborcza powinna rozpocząć się pojutrze, tydzień przed wyborami. Póki co, polityczny karnawał trwa.

Ulice Stambułu obwieszone są plakatami, flagami, wsążkami, kolorowymi fladrami z wizerunkami i symbolami konkurujących ze sobą partii politycznych. Plaga ulotek lokalnych kandydatów opanowała już całe miasto: rozsiadły się za wycieraczkami samochodów, przycupnęły na klatkach schodowych, za drzwiami, za witrynami sklepów, panoszą się wśród przechodniów fruwając i pełzając po ulicach i chodnikach. Wszędzie krążą wyborcze samochody i autobusy: te największe, pomalowane w odpowiednie wzory i kolory, jeżdżą głównymi ulicami miasta, rozsiewając partyjne piosenki. Te mniejsze, ale za to wyposażone w donośne głośniki busiki i auta, uparcie krążą wszystkimi możliwymi, nawet najwęższymi uliczkami, uparcie zagłuszając monotnny zgiełk miasta.

Najciekawszymi punktami do obserwacji są lokanle placyki, ronda, skwerki, skrzyżowania i skupiska handlowe, popularne i najchętniej uczęszczane minicenrta okolicy. Tam trwa w najlepsze prawdziwa kakofonia dźwięku i obrazu.

Przy pobliskim skwerku w tepeustu, na przestrzeni kilkudziesięciu metrów ulokowały się wszystkie największe partie polityczne. Przechodząc wzdłuż cienkiego pasma zieleni, zanurzamy się w różnokolorowych tunelach: niebiesko-pomarańczowym AKP, czerwono białych CHP, MHP i Saadet (upstrzonymi kolejno: sześcioma białymi strzałkami, trzema księżycami, i pięciogwiazdkowym kreskentem), żółto-zielonym BDP, biało-niebieskim BSP. Po przeciwnych stronach ulicy stoją dwa samochody, z których rozbrzmiewają piosenki konkurentów: Muharrem Yiiildiiiiz (MHP) i Sarı saçlı mavi gözlüüü (CHP), do których co kilka minut z różnym natężeniam dołącza krążący wehikuł AKP (Receep Tayyyippp …). Chociaż żadna z kompozycji nie powala poezją ani melodią, po kilku dniach ustawicznego narażenia na ekspozycję, wszystkie komórki i zmysły znają poszczególne piosenki i rozponają zbliżające się pojazdy.

20140317_145133W całej okolicy otwarto biura wyborcze. W odległości do trzech minut lekkim marszem od miejsca, gdzie mieszkam, zlokalizowałam trzy. Co jakiś czas odbywają się uliczne karawany: uczestnicy niektórych skandują imię kandydata i partii powiewając flagami; inni pląsają przy dźwiękach wynajętych specjalnie na tę okazję muzyków. Członkowie partii wędrują od drzwi do drzwi, spacerują po bazarach, odwiedzają szkoły i sklepy, rozdając ulotki, nagabując, czasem przekupując do oddania głosu dla swojej partii. Ponieważ upolitycznione i stronnicze media przyznają czas na antenie bogatym lub wybranym, lokalne, sąssiedzkie sieci kontaktów i poparcia mają najwększe znaczenie, szczególnie dla mniejszych ugrupowań politycznych. Jedynie największych graczey stać na przedwyborcze pielgrzymki i organizowanie w wybranych dzielnicach i miastach wieców, na których rozdaje się gadżety, poczęstunki, upominki.

Zasięg i szał politycznych imprez zależy od środków, jakimi dysponują poszczególne partie. Zgodnie z prawem tureckim, główny dochód partii pochodzi z budżetu państwa; przyznawany jest partiom, których minimalne poparcie w wyborach wynosi 3%. Partie polityczne mogą także prowadzić działaność oraz otrzymywac dotacje na realizowanie celów statutowych.  Marketingowe szaleństwo trwa, a cała Turcja czeka, wstrzymując oddech, kiedy wreszcie się skończy.

Poniżej kilka zdęć:

P1300678

             P1300718 P1300709P1300722 P1300713 P1300715P1300686  P1300695 P1300684

P1300690P1300723P1300673P1300729

Twitter-Mwitter

Media społecznościowe to coś więcej niż platforma komunikacji. To narzędzia służące wymianie myśli i opinii; to możliwość rozmowy z rodziną i przyjaciółmi; to dostęp do wielobarwnej wiedzy i źróeł z całego świata. Blokowanie dostępu do korzystania z, np. twiettera, to o wiele więcej niż ograniczanie dostępu do internetu; to cenzura wypowiedzi i ograniczanie wolności słowa. To zamykanie uszu i ust, podejmowanie za innych decyzji o wyborze tego, co czytamy, w jaki sposób i z kim sie komunikujemy; próba ubezwłasnowolnienia dorosłych, świadomych ludzi.

Wczoraj w nocy, po przemówieniu premiera Turcji, w którym zapowiedział walkę i „wyrwanie z korzeniami” Twittera-Mwittera*, strona twitter.com została zablokowana przez rząd. Tym, którzy teraz pomyślą, że przecież czasem twitter nie działa, wyjaśniam, że przy próbie wejścia na stronę pojawiał się komunikat o zablokowaniu dostępu (pisałam o tym przy innej okazji). Rano, po około 12 godzinach, dostęp do strony został odblokowany, między innymi dzięki poparciu prezydenta, który – również na twitterze – wyraził dezaprobatę dla zablokowania dostępu.

Podczas tych 12 godzin wśród opozycji rozpętała się burza. Wiele osób spodziewa się dzisiaj/przygotowuje się do protestów antyrządowych. Na portalach społecznościowych pojawił się dziś apel o powstrzymanie się od protestów do czasu wyborów, które są już tuż-tuż, 30 marca. Według autora/ów apelu, czasowe zablokowanie twittera to celowa prowokacja rządu. W jedym z niedawno wygłoszonych przemówień premier wyraził gotowość do wprowadzenia stanu wyątkowego, jeśli protesty uliczne ponownie wybuchną w Turcji.

Niecałe dwa tygodnie temu ulice wielu miast przez dwa dni z rzędu były przestrzenią wyrażania sprzeciwu wobez rządu i interwencji policji. 11 Marca w szpitalu w Stambule zmarł 14 letni chłopiec, który został postrzelony przez policję kapsułą gazu pieprzowego podczas protestów latem ubiegłego roku. Według zeznać rodziny chłopiec nie uczestniczył w protestach – wyszedł z domu kupić chleb. Premier Turcji nie złożył rodzinie kondolencji sugerując, że młody Berkin Elvan należał do „grupy terrorystycznej”, której celem jest zburzenie spokoju w Turcji i działanie „przeciwko narodowi”. AKP propaguje różne teorie spiskowe o konspiracji przeciwko „tureckiemu narodowi” przez: Serbię, Zachód, ruch Fetullaha Gulena.

Wbrew temu, co chciałby widzieć premier, „turecki naród” nie jest jednorodna i jednomyślną masą. Turcja jest kalejdoskopem etnicznym, wyznaniowym, narodowym. Działanie rządu w ostatnich latach to wyraźna próba homogenizacji, której wynik miałby być wypadkową Islamu w wersji sunni i konserwatywnej, patriarchalnej tradycji.

…Nigdy nie uczestniczyłam aktywnie w protestach antyrządowych w Turcji; nie jestem obywatelką tego kraju i uważałam, że moją rolą jest przyglądać się, analizować i opisywać, niekoniecznie wychodzić na ulicę i przyłączać się do tłumu. Tej decyzji zawsze towarzyszyły różne obawy i próba odnalezienia własnego zdania wśród sprzecznych informacji. Od wielu miesięcy przyglądam się obu kanałom informacyjnym – anty- i pro-rządowemu i na obu zauważam manipulację obrazami, symbolami i słowami, których cel jest ten sam: przekonanie i podtrzymanie przekonań innych o swojej prawdzie i o swojej racji. Nieustannie staram się znaleźć drogę środka, rozważyć sens wszystkich sprzecznych stwierdzeń, i… czuję się zmęczona. Nie ogarniam.

Wewnętrzny głos intuicji i rozsądku oraz logika podpowiadają mi nieustannie, że spokój, w jakim mogę żyć na co dzień daleko od centrum miasta, to pozorna, krucha bańka. Myśl, że tak przyjemnie było by wyłączyć wszystkie media, zapomnieć o prasie, przejść się po ulicy, do sklepu, po chleb… , jest oczywistą iluzją. Choć w moim najbliższym otoczeniu nie dzieje się niby na co dzień nic złego, czuję obawę i niepokój. Nie wyobrażam sobie np. mieć tutaj dziecko i posłać je do publicznej szkoły, w której musiało by chodzić na lekcje koraniczne. Męczy mnie to, że noszenie szortów wzbudza wśród większości niepokój moralny. Że w polityce są prawie sami wąsaci mężczyźni. Że osoba, która jest premierem, stawia na równi terrorystów i ateistów, i otwarcie przyznaje, że nie wierzy w równouprawnienie.

Studiuję na prywatnej uczelni, ale jestem stypendystką programu rządowego, który wspiera studia w Turcji, dla Turcji; chociaż nigdy nie cenzurowano mojej pracy i badań, nie czuję się tu swobodnie. Kilka razy dostałam „życzliwą radę” od osób na wyższych stanowiskach, abym „uważnie pisała” i „rozważnie dobierała znajomych”. Wyjechać? … być może, ale myśl sprawia, że czuję się troszeczkę tak, jakbym zdradzała moich przyjaciół i znajomych, którzy urodzili się i muszą zostać w Turcji.

Nie dramatyzuję, po prostu czuję się przytłoczona faktem, że w miejscu, w którym mieszkam, kwestionuje się coś, co uważam za oczywiste prawo: prawo do wyboru, do wolności myśli i słowa.

*Twitter-Mwitter to sformułowanie, które padło z ust premiera podczas wczorajszego przemówienia krytykującego platformę mini-blogerów. W języku tureckim zastąpienie pierwszej litery rzeczownika przez „m” przedrzeźnia rzeczownik źródłowy.

Folklor znad Wardaru

RumelijkaStambuł, Turcja i Turcy, to także mieszanka Bałkanów i Azji (i jeszcze kilku innych kultur i co najmniej jednego kontynentu). Już kiedyś wspominałam o tym, że dużą część dzisiejszej populacji Turcji stanowią migranci z dawnych terenów Imperium Osmańskiego, min. z Bałkanów, noszących imię Rumelii, Rumelijskiej (lub Tureckiej) Europy.

W sobotę 8 lutego wybrałam się na lokalny bałkański Festiwal Muzyki i Folkloru pod Wardarem („Vardar Üstünde 4.Müzık ve Folklor Festivali”). Festiwal został zorganizowany w hali sportowej w dzielnicy Bayrampasza, do której dojazd, wraz z wędrówką, zajął mi grubo ponad godzinę. Gdy w końcu dotarłam spóźniona idealnie, powitał mnie występ wojska osmańskiego. Groźni, wielcy panowie przy dźwięku bębna krzyczeli o tym, że Allah jest wielki, Mohamed jest prorokiem, a oni synami osmańskiej ziemi. Bałkany, które według słowiańskiej historiografii wyzwoliły się całkiem niedawno spod niewoli tureckiej, niemalże na moich oczach z otwartymi ramionami przyjmowały osmańskich żołnierzy. Na bałkańskiej ziemi osiedlali się Yurucy, a kolejne grupy Słowian przechodziły na Islam i powoli stapiały się ze sobą i z nowo przybyłymi tworząc zalążki późniejszych Rümeli Türkler, Rumelijskich Turków.

Dla etnografki wychowanej w historiografii, gdzie Sobieski był bohaterem, który zatrzymał osmańską nawałnicę, zanurzenie się w przestrzeni celebrującej upadek Bizancjum i islamizację Bałkanów to (kolejna) lekcja pokory i  dystansu do narodowo spisanych historii. Czytaj dalej „Folklor znad Wardaru”

Sztuka (dez)informacji

buzOstatnimi czasy regularnie czytuję tureckie gazety. Po pierwsze, przeglądając codzienną prasę uczę się nowych zwrotów i rozszyfrowuję skomplikowane konstrukcje tureckiej gramatyki. Po drugie, coraz lepiej rozumiem tutejsze poczucie absurdu i humoru i, zamiast się niepotrzebnie denerwować, dystansuję się do świata. Aż dziwne, że wszyscy w tym kraju nie rodzą się z pięknie wyrzeźbioną na brzuchu baklavą, tyle wokół radości. Po trzecie, mogę śledzić miejscowe wydarzenia podąrzając lokalną, krętą i bujną siecią różnorodnych ścieżek narracji. Wszystko jest względne i relatywne, i, jak to sie mówi, z pchły można zrobić wielbląda.

Według ostatniego raportu sporządzonego przez Amerykanów, wolność i prawa obywatelskie w Turcji ocenia się na 3,5 w skali 1-7. Nie, żebym wierzyła we wszystko, co amerykańscy uczeni zważą, zmierzą i opiszą, jak wiadomo, w Stanach wiele rzeczy wartościuje się ropą, a raport „Freedom in the World” pomija odwieczną prawdę, że wolnoć Tomku w swoim domku. Potraktujmy więc raport jako intelektualną łamigłówkę, prasową ciekawostkę, Czytaj dalej „Sztuka (dez)informacji”

O tym, jak zostałam dwulicową Turczynką

Wczoraj wieczorem dostałam takiego oto maila:  Co sądzisz o budowie nowego meczetu w Turcji na miejscu tego, co jest światowym dziedzictwem kulturowym? Dziś jeden z uczniów spytał mnie o budowę meczetu w pobliżu Św. Sofii, co jednak jest ważnym miejscem dla Prawosławia. (…) Nie zrozum mnie źle i odpowiedz, miło mi będzie poznać twoje zdanie.

źródło: HurrietdailynewsMój znajomy, autor powyższego pytania, jest historykiem i pracuje w szkole podstawowej w Republice Macedonii. Jest „nacjonalistą” (mam tu na myśli ideologię narodowościową, a nie huligaństwo;)): wierzy, że Macedończycy pochodzą od Aleksandra Wielkiego, a o imperium Osmańskim mówi w kontekście niewoli tureckiej i ograbienia Prawosławia. Kilkakrotnie dochodziło między nami do ostrej wymiany zdań, kiedy na przykład upierał się, że mieszkam w Konstantynopolu i mówiąc Stambuł popełniam niemal świętokradztwo. Pomimo świadomości jego poglądów i ukrytego niebezpieczeństwa („nie zrozum mnie źle”) wyszłam z założenia, że zadaje pytanie jako historyk. Odpowiedziałam następująco: Czytaj dalej „O tym, jak zostałam dwulicową Turczynką”

Trzeci most nad Bosforem

Trwa budowa trzeciego mostu nad Bosforem. Ma być to most Największy i Najdłuższy: ma mieć prawie 1,5 km długości i ma się znaleźć w pierwszej dziesiątce najdłuższych mostów świata. Tym samym Turcja, choć przecież nadal nie jest w EU, zabłyśnie w ogólnoświatowych rankingach Wielkości.

Kto oglądał polecany tu przeze mnie film Ekumenopolis wie, że budowie trzeciego mostu sprzeciwia się wielu architektów i ekologów. Nie dlatego, że nie lubią mostów i lubują się w wiecznych stambulskich korkach, ale dlatego, że nowy most wcale nie rozwiąże problemów komunikacyjnych Stambułu. Budowę mostu zaplanowano w północnej części cieśniny Bosfor. Ma spinać przestrzenie, które do tej pory były lasem. W praktyce, budowa mostu oznacza więc rozbudowę miasta na północ od starego Konstantynopola: wycinkę lasów, budowę dróg – min. 260-cio kilometrowej Północnej Autostrady Marmara –  i powstanie nowych dzielnic i domów, a także lotniska. Czytaj dalej „Trzeci most nad Bosforem”

Kobieta, mężczyzna i szatan

Jest takie powiedzenie, że jeśli niespokrewnieni ze sobą mężczyzna i kobieta zostaną ze sobą sam-na-sam(a), na pewno towarzyszyć im będzie szatan. Mające źródło w Koranie powiedzenie słyszałam wiele razy podczas badań w muzułmańskich wsiach, a rozmówcy święcie wierzyli w jego prawdziwość. Rzeczywiście, w miejscach, gdzie kobiety i mężczyźni izolowani są od siebie nawzajem od najmłodszych lat i przekonywani o wzajemnej seksualności, nieoczekiwane spotkanie dwojga młodych ludzi może zakończyć się w niekoniecznie planowany sposób. Wiadomo, człowiek oprócz rozumu i tzw. „uczuć wyższych” dysponuje całym wachlarzem instynktów, takich jak głód, pragnienie, czy też popęd seksualny. O ile jednak panuje przekonanie, że z pierwszymi dwoma można skutecznie wygrać – może nie na co dzień, ale chociaż w czasie Ramadanu, gdy od świtu do zmierzchu wiele osób przestrzega postu pomimo, że wokół inni jedzą, o seksualności myśli się jak o czymś potężnym, wrogim, i z założenia silniejszym. Jedynym skutecznym sposobem walki  jest zatem separacja. Nie edukacja, nie wychowanie, nie kształtowanie wewnętrznej moralności i odpowiedzialności, ale zakazy i wprowadzania konserwatywnych norm.

Niedawno premier Turcji wygłosił w przemówieniu dezaprobatę wobec faktu, że studenci i studentki mieszkają razem w wynajmowanych mieszkaniach. Takie pomieszkiwanie dziewcząt i chłopców jest sprzeczne z konserwatywnym, demokratycznym charakterem narodu tureckiego. Czytaj dalej „Kobieta, mężczyzna i szatan”