Tureckie przedszkole dla klasy średniej+

prace plastycznePrzez sześć miesięcy pracowałam jako nauczycielka angielskiego w prywatnym przedszkolu w pobliżu jednej z tutejszych uczelni. Znad biurka przenosiłam się na kilka godzin dziennie do świata 2,5-3,5 letnich dzieci, których uwaga utrzymuje się nie dłużej niż 10-15 minut i których energia wydaje się być niemalże nieskończona. Zakres moich obowiązków obejmuje wycieranie nosów i ocieranie łez, rozwiązywanie konfliktów, karmienie, zmianę pieluch, zawiązywanie butów, oraz naukę angielskiego w trzech różnych grupach wiekowych: 2-2,5, 3+, 3,5-4.

Program

Pierwsze pół godziny każdego ranka to przygotowania materiałów do zajęć – wycinanek, zadań specjalnych, kolorowanek, itp. – oraz przyjmowanie dzieci do szkoły: zmiana butów, odwieszanie kurtek, przenoszenie plecaków do sal zajęciowych. Następne pół godziny to mycie rąk i śniadanie, po którym mam zajęcia z ‚Pszczółkami’ (w wieku 3+), ‚Motylkami’ (2-2,5) i ‚Słonikami’ (3,5-4), z przerwą na obiad pomiędzy zajęciami. Moje zajęcia składają się z różnorodnych aktywności takich jak piosenki, gry i zadania. Jednak większość nauki ma się odbywać w sposób imitujący naturalne środowisko –  mam mówić po angielsku, dzięki czemu dzieci mają możliwość nauki języka w sposób zbliżony do naturalnej nauki komunikacji. Czytaj dalej „Tureckie przedszkole dla klasy średniej+”

Yobaz

Dewotce służebnica w czymsiś przewiniła
Właśnie natenczas, kiedy pacierze kończyła.
Obróciwszy się przeto z gniewem do dziewczyny,
Mówiąc właśnie te słowa: „… i odpuść nam winy,
Jako my odpuszczamy” – biła bez litości.
Uchowaj, Panie Boże, takiej pobożności.

                                               Ignacy Krasicki, “Dewotka”

Dewocja to według słownika Kopalińskiego przesadna pobożność, religijność na pokaz. Dewot często wzywa imię boga i tłumaczy za jego pomocą różnorakie zjawiska: jak Bóg da, bo Bóg tak chciał, z Bogiem, dla Boga, od Jezuzska, z Najświętszą Panienką. Inaczej pobożniś i świętoszek, manifestując i deklarując przywiązanie do zasad wiary, niekoniecznie ich przestrzega. Choć słownik podaje dwie formy rodzajowe: dewot lub dewotka, w Polsce dewocja wyobrażana jest najczęściej pod postacią starszej kobiety, której podstawowe atrybuty to mocherowy berecik, święte obrazki, i czasem różaniec. Czyżby przywoływanie świętych było niemęskie, a w dodatku niemiejskie, bo kojarzone z zacofaniem i zabobonami, kwestionującymi postęp i logiczną nowoczesność?

Jednak co dla jednych jest domowym pupilem, dla innych będzie kotletem, parafrazując Renato Rosaldo. Choć słownikowy Turecki odpowiednik dewoty to yobaz, tłumacząc yobazlik jako dewocję przekłamiemy znaczenie tego słowa i z dużym prawdopodobieństwem błędnie zrozumiemy praktyki codzienne tubylców. Czytaj dalej „Yobaz”

Ekmek parası (pieniądze na chleb)

„Zapytano mnie, dlaczego przyjechałam do Stambułu, odpowiedziałam, że…” zanim dokończyłam, mój rozmówca wtrącił: „trzeba było powiedzieć, że przyjechałaś za chlebem” (dosłownie: po pieniądze na chleb ekmek parası için). Poczułam się dziwnie, bo nie przyjechałam do Turcji dlatego, że nie miałam czego jeść w domu; przeciwnie, miałam całkiem dobrze płatną i nienajgorszą pracę. Faktycznie, mając stypendium w Turcji może łatwiej studiować niż w Polsce (choć przy porównaniu z UK lub US Turcja wypadła by blado), ale nie dostałam stypendium za ładne oczy,  tylko pracę okupioną zmaganiami z tutejszą biuokracją… mniejsza z tym. Jakkolwiek by nie było, poczułam nieadekwatność ekmek parasi i dziwny niepokój związany z tym, co to stwierdzenie oznacza. Ekmek parası, podróż za chlebem, kojarzy mi się z takimi czasami i sytuacjami, kiedy rzeczywiście brakuje podstawowych środków do życia i kiedy chleb – symboliczna podstawa pokarmu– staje się dobrem najbardziej pożądanym na świecie, a faktyczny post o chlebie i wodzie wymarzoną i wyczekiwaną ucztą.

Nie lubię tego stwierdzenia. Nie dlatego, że mówi o biedzie i głodzie, ale dlatego, że często pojawia się w sytuacjach sygnalizując nie faktyczny niedostatek, ale stan umysłu, w którym człowiek koncentruje się i zadowala się zaspokajaniem minimum: Czytaj dalej „Ekmek parası (pieniądze na chleb)”

Çay: herbata po turecku

czajKilkanaście łyżeczek uderza rytmicznie o ścianki małych tulipanowych szklanek a do gwaru miasta dołącza na chwilę dźwięk, przy którym w ciemnej mocnej herbacie rozpuszcza się cukier. Jesteśmy w Turcji:) Çay (czyt: czaj), czyli po turecku herbatę, pije się tutaj wszędzie i zawsze; w restauracjach, kawiarniach, na ulicach, na bazarze, w urzędach, nawet w czterdziestostopniowym upale. Turystów na początku dziwi, że çay w wielu miejscach (na bazarach, w restauracjach) serwowany jest za darmo. Jest dobrem oczywistym, wyznacznikiem gościnności, i bardzo szybko rozkochuje w sobie nie tylko aromatem i smakiem, ale formą podania: malutkie szklaneczki z nieodłącznym spodeczkiem, cukier w kostkach, kawałeczki cytryny, i drobne łyżeczki powodujące ten nieznośny na początku dźwięk bezstresowego mieszania herbaty.

„Wy w tej Europie to się chyba nawet oddychać boicie” – powiedział kiedyś pół żartem pół serio mój znajomy kiedy stwierdziłam, że w Polsce takie głośne mieszanie herbaty jest ogólnie uznawane za zachowanie niekulturalne. Çay ma swoje prawa, w tym prawo do głosu;) – usłyszałam.

Çay uprawia się w Turcji na żyznych ziemiach wybrzeża Morza Czarnego, Czytaj dalej „Çay: herbata po turecku”

Znaczenie i płeć tureckich imion i nazwisk

sun and moonDla przeciętnej Polki lub Polaka perspektywa napisania odpowiedzi na e-maila otrzymanego od kogoś z Turcji to prawdziwe wyzwanie: napisać „Droga Pani” czy „Drogi Panie”? Słowem: jakiej płci jest korespondent/ka, i jakiego użyć rodzaju? Dla osób przyzwyczajonych do komfortu rodzajowych końcówek imiona tureckie, poza pewnymi wyjątkami typu dość powszechnie znany Ahmet lub Fatma, stanowią zagadkę nie do rozszyfrowania. Sevcan (czyt: Sevdżan) i Serkan brzmią dla polskich uszu jak dwaj bracia, ale Sevdżan jest Turczynką. Z kolei w parze Ece (czyt: Edże) i Efe, to Efe jest chłopcem.

Choć Turcja jest krajem zamieszkanym w przeważającej większości przez muzułmanów, imiona tureckie różnią się od „typowo muzułmańskich”, wywodzących się z języka arabskiego i z Koranu lub innych ksiąg testamentu. Już za czasów sułtanów wprowadzano imiona znaczeniowe, pochodzące nie tylko z arabskiego ale też z perskiego lub osmańskiego. Przykładem niech będzie córka Sulejmana Wielkiego, Mihrimah (Mehr-î-Mâh), której imię oznacza „słońce i księżyc”. Czytaj dalej „Znaczenie i płeć tureckich imion i nazwisk”

Paskalija, chleb wielkanocny

paskalija  Rzadko jem pieczywo, a jeśli już to razowe i idealnie na zakwasie, jednak kilka dni temu ni stąd ni zowąd zamarzyła mi się odmiana. W piekarni w okolicy zobaczyłam chałkę. Jedyna różnica pomiędzy tutejszą a polską chałką to brak kruszonki zastąpionej płatkami migdałów. Zapytałam sprzedawcę o cenę i o nazwę i usłyszałam: 3 liry, Paskalija.
Paskalija, czyli inaczej prawosławna Wielkanoc.
Paskalija Ekmegi o inaczej chlebek wielkanocny. Przepis i nazwa na wielkanocną chałkę zakorzenił się w Stambule prawdopodobnie dzięki migrantom z Bułgarii, którzy od lat 50tych dwudziestego wieku całymi rodzinami opuszczali nieprzyjazną Turkom Bułgarię by zamieszkać na terenie Turcji. Pomimo, że większość z nich to „Turcy” i muzułmanie, pokolenia współmieszkania z prawosławnymi Bułgarami zaowocowało wymieszaniem się zwyczajów i kultur. A może część z nich to Pomacy, Bułgarscy konwertyci na Islam, wielokronie opisywani jako grupa o synkretycznych praktykach. Czytaj dalej „Paskalija, chleb wielkanocny”

Eksport Sułtana i wewnętrzny ład: o co tyle szumu wokół Muhteşem Yüzyıl

muhtesem_yuzyilOd jakiegoś czasu nie oglądam Muhteşem Yüzyil (Wspaniały Wiek). W pewnym momencie poczułam, że wszystkie powody, dla których wcześniej to robiłam (ciekawość zwykła i antropologiczna, nauka tureckiego, nuda), przestały być wystarczające i że więcej już nie przyjmę. W tak zwanym międzyczacie widziałam jedynie scenę śmierci Ibrahima, i wiem, że w końcu umarł – znajomy zawołał mnie specjalnie po to, żebym zobaczyła (Anna, Pargali oldu!).

Ciekawość antropologiczną mogę zaspokajać bez konieczności śledzenia pałacowych intryg, a warto. Bo serial, choć jest tasiemcem, to nie byle jakim, gdyż opowiada o życiu (prywatnym) Sulejmana Wspaniałego i od początku wzbudza silne i skrajne emocje, zarówno w Turcji, jak i w pozostałych krajach, które jeden po drugim podbija. Czytaj dalej „Eksport Sułtana i wewnętrzny ład: o co tyle szumu wokół Muhteşem Yüzyıl”

Punkt widzenia

Nie, nie będzie to post o dzisiejszym trzęsieniu ziemi w okolicach Canakkale, wystarczy, że dźwięczało na FB. Dziś zamierzam napisać dokładnie o tym, co w tytule, i to w liczbie mnogiej.

wc_bidet; źródło: http://www.planus.biz/prodotti/artic/artic-wc-con-doccia-bidet-integrata.htm Niedawno mój współlokator powrócił ze swojej pierwszej podróży do Europy. Podczas siedmiodniowej wycieczki, na którą wyjechał jako opiekun grupy uczniów z collegu, w którym pracuje, odwiedził Barcelonę, Paryż i Amsterdam. Choć wiedziałam, że większość czasu spędza w hotelach lub samolotach (faktycznie „oblatywali” kolejne miasta), z niecierpliwością czekałam na jego pierwsze wrażenia po powrocie.

Anna, dlaczego w Europie macie takie dziwne kible?” – usłyszałam jako pierwsze pytanie, które padło zaraz po kilkuminutowym streszczeniu „gdzie byłem”.

„Jak to?” – pytam, czując co się święci.

Nooo, w pięciogwiazdkowych hotelach jest sedes, a zaraz obok niego taki drugi, niski ni to sedes ni to zlew z kranikami (oczywiście ma na myśli bidet). Hahaha. A w trzygwiazdkowym hotelu to w ogóle jest tylko jeden sedes

„Tak….”

„... i nie ma kranika„.

„No, …., nie ma.” – odpowiadam, przeczuwając następny komentarz. Czytaj dalej „Punkt widzenia”

Choinko, zielona, pachnąca jak las: skąd przystrajanie drzewek w Stambule?

W Stambule wiele rzeczy dzieje się inaczej.

Na przykład choinki: plastikowe drzewka ze światełkami można bez problemu kupić w większości marketów meblowo-budowlanych (ikea, bauhaus, koctas itp.), w supermarketach a nawet na bazarze. Już w kilku domach znajomych widziałam przystrojone drzewka, a uroczysta kolacja, której uczestnicy i uczestniczki zakładają na głowy mikołajowe czapeczki miała miejsce nawet na moim wydziale.

Mikołaje są: stoją przed sklepami, spacerują i robią „HoHoHo”.

Są nawet prezenty – kolorowe paczuszki z kokardkami, które znajduje się pod drzewkiem (jeśli takowe jest).

Przypominam, że to Turcja, która przecież tak wielu osobom kojarzy się z wielbłądami i Arabami.

Mieszkając w Stambule mam w zasięgu ręki większość rozpoznawalnych jako świąteczne elementów. Jednak obrazek jaki wynika z tej układanki Czytaj dalej „Choinko, zielona, pachnąca jak las: skąd przystrajanie drzewek w Stambule?”