Tureckie przedszkole dla klasy średniej+

prace plastycznePrzez sześć miesięcy pracowałam jako nauczycielka angielskiego w prywatnym przedszkolu w pobliżu jednej z tutejszych uczelni. Znad biurka przenosiłam się na kilka godzin dziennie do świata 2,5-3,5 letnich dzieci, których uwaga utrzymuje się nie dłużej niż 10-15 minut i których energia wydaje się być niemalże nieskończona. Zakres moich obowiązków obejmuje wycieranie nosów i ocieranie łez, rozwiązywanie konfliktów, karmienie, zmianę pieluch, zawiązywanie butów, oraz naukę angielskiego w trzech różnych grupach wiekowych: 2-2,5, 3+, 3,5-4.

Program

Pierwsze pół godziny każdego ranka to przygotowania materiałów do zajęć – wycinanek, zadań specjalnych, kolorowanek, itp. – oraz przyjmowanie dzieci do szkoły: zmiana butów, odwieszanie kurtek, przenoszenie plecaków do sal zajęciowych. Następne pół godziny to mycie rąk i śniadanie, po którym mam zajęcia z ‚Pszczółkami’ (w wieku 3+), ‚Motylkami’ (2-2,5) i ‚Słonikami’ (3,5-4), z przerwą na obiad pomiędzy zajęciami. Moje zajęcia składają się z różnorodnych aktywności takich jak piosenki, gry i zadania. Jednak większość nauki ma się odbywać w sposób imitujący naturalne środowisko –  mam mówić po angielsku, dzięki czemu dzieci mają możliwość nauki języka w sposób zbliżony do naturalnej nauki komunikacji.

We wszystkich zajęciach asystują tureckie wychowawczynie, które odpowiedzialne za naukę matematyki, alfabetu i wdrażanie programu edukacyjnego opartego na programie amerykańskim. Dodatkowo, przez cztery dni w tygodniu do przedszkola przychodzą nauczyciele/ki:  baletu, gimnastyki, sztuk plastycznych oraz muzyki. Raz w miesiącu jedziemy z dziećmi do lokalnego teatru, a raz lub dwa razy w miesięcu do szkoły przjeżdżają aktorzy z przedstawieniem: pantomimą, kukiełkami, baletem.

Dyscyplina

Dzięki pracy w przedszkolu mam mozliwość obserwowania mechanizmów przekazywania różnorodnych treści, które potem w dorosłym życiu przenoszą się często do podświadomości jako część oczywistej prawdy o świecie. Normy społeczne, kontrolowanie potrzeb cielesnych i naukwa wyrażania – lub tłumienia – emocji.

Największym marzeniem dzieci, szczególnie tych trochę starszych 3-4 latków których rozpiera energia, jest wyjście do przedszkolnego „ogródka”. Ogródek to niewielki plac zabaw z plastikowymi samochodami, materacami, huśtawką i kolorowym torem przeszkód. Wypuszczone do ogródka dzieci najczęściej, zanim zaczną się bawić, biegają szaleńczo przez kilka minut: rozpiera je energia życia i chęć biegania.

Ponieważ ogródek to obiekt pragnień, mały raj, niektóre nauczycielki stosują go w iście katechetycznych celach: „Jedz! jak nie zjesz do końca, nie pójdziesz do ogródka!”; „Co to za bieganie w klasie! Za karę nie będzie ogródka!” lub: „Jak będziecie grzeczni, pójdziecie do ogródka”. Chociaż wyjście na kilka/naście minut do ogórdka to obowiązkowy punkt w programie przedszkola, zdarza się, że bardzo „niegrzeczne” zachowanie karane jest zakazem uczestniczenia w zabawie: dziecko siedzi wtedy na ławce i ma za zadanie przemyśleć swoje postępowanie, patrząc na pozostałe bawiące się dzieci. Groźba „nie pójdziesz do ogródka!” wywołuje chwilową rozpacz, szczególnie wśród kilku chłopców, którzy uwielbiają w tym ogródku – jak również w klasie – biegać. Zamiast przemyśleć modyfikację programu tak, by dzieci z nadmiarem energii miały przestrzeń do jej wykorzystania, to własnie te dzieci są najczęściej karane siedzeniem na ławeczce i patrzenim, jak pozostali się bawią.

Niektórym nauczycielkom – na szczęście nie wszystkim – wydaje się, że żeby zaspokoić wymagania rodziców, muszą solidnie nakarmić dzieci. Ilość zjedzonych posiłków wpisuje się codziennie w specjalne zeszyty przedszkolne, dzięki którym rodzice mogą monitorować jedzenie, wypróżnianie, oraz program edukacyjny. Ponieważ to bogate, prywatne przedszkole, je się „na bogato”, a więc przeważnie z mięsem. Według lokalnych standardów odżywiania to właśnie czerwone mięso, oraz mąka, sa podstawowymi produktami w diecie człowieka. Czasami obiady są całkiem znośne – bulgur lub ryż, zupa warzywna, surówka, soczewica, jogurt – innym razem średnio zjadliwe: pieczony lub gotowany  makaron lub ryż są podstawą posiłku, do tego np. kapusta lub kalafior rozgotowany z mięsem, ogórki konserwowe, czasami surówka, jogurt. Na dodatek zawsze chleb.

Śniadania są minimalistyczną wersją „tureckich” śniadań: maluchy dostają czarne oliwki, ser typu feta, gotowane na twardo lub smażone jajka. Oswajają się ze słonym i pikantnym, kwaśnym i słodkim, przyswajają smaki, kształty i zapachy które stają się „naturalnie” dobre i „normalne” i staja sięczęścią tradycji. Choć w Turcji je się dużo słodkiego, przeraźliwie słodkiego (!) to miejsce w którym pracowałam jest jednym z wyjątków; desery nasączane syropem z cukru nie są aż tak popularne pośród osób, które dbają o zdrowy ryb życia, mają kosmopolityczne upodobania i bardziej ‚nowoczesne’ poglądy. I które stać na posłanie dziecka do dość ekskluzywnego, prywatnego przedszkola.

Wizerunek

Przedszkole jest prywatne i dosyć drogie (miesięczne czesne wynosi 1700 lir, co przekracza minimalne wnagrodzenie w Turcji) dlatego zarząd przywiązuje dużą wagę do wizerunku: ważne jest to, jak przedszkole zaprezentuje się odwiedzającym rodzicom, oraz w internecie. Co dwa miesiące dla każdej z grup wydawana jest internetowa gazetka, dostępna jedynie dla zalogowanych rodziców, w której kolorowe fotografie pokazują szczęśliwe dzieci zajęte różnorakimi czynnościami. Cała stona poświęcona jest warsztatom angielskiego, i jednym z moich obowiązków było pisanie krótkich sprawozdań z aktywności w przedszkolu.

Efektem ubocznym nadmiernej koncentracji na wizerunku jest to, że wiele aktywności z dziećmi robionych jest pobieżnie, pośpiesznie, ale z dbałością o odpowiedni wygląd i reprezentacyjną liczbę fotografii. Program, według którego mają pracować wychowawczynie grup, jest bardzo bogaty i wymaga od nich przygotowywania w każdym tygodniu innych dekoracji klasy, wycinanek, szablonów, papierowych czapek i strojów dla dzieci, i różnych zadań rękodzielniczych. Wszystko musi być dokumentowane licznymi fotografiami, które potem posłużą do gazetki lub zostaną przesłane rodzicom. Regularnie wyręczałam nauczycielki w rysowaniu i wycinaniu nowych dekoracji, ubolewając za każdym razem nad tym, że za po kilku dniach zostaną bezlitośnie wyrzucone do kosza.

W lutym jedym z tematów w przedszkolu był recykling: dzieci obejrzały krótką wideo prezentację o przedmiotach wykonanych z butelek i kartonów i, podczas specjalnie zorganizowanych „warsztatów”, wykonały wraz z rodzicami zabawki z przyniesionych z domów pudełek, butelek, kartoników, pojemników. Wszystkie zabawki stały przez tydzień na wystawie w przebieralni, po czym zniknęły tam, gdzie wszystkie inne pieczołowicie wykonane dekoracje z przedszkola. Najwięcej dekorowania dzieje się przy specjalnych okazjach, takich jak święta państwowe lub imprezy związane z zakończeniem roku szkolnego lub kalendarzowego. Przygotowanie sali do występów noworocznych, które trwały po pół godziny dla każdej klasy, zajęły nauczycielkom trzy długie wieczory i zaowocowały wyrzuceniem kilkunastu worków papieru i styropianu.

(Nie)Świadomość Ekologiczna

Pewnego dnia zasugerowałam administracji przedszkola przemyślenie lepszego gospodarowania materiałami i wprowadzenia recyklingu. „W końcu większość rodziców to pracownicy naukowi, a na uczelniach zwraca się uwagę na recykling” – argumetowałam. „Jak rodzice będą mieli sugestie, to niech przyjdą i powiedzą. My mamy swój program” – usłyszałam w odpowiedzi.

Z moich obserwacji wynika, że przedszkole, w którym pracuje 13 osób i do którego uczęszcza około 55 dzieci, produkuje codziennie około 8-10kg odpadów żywnościowych (z czego połowa to pozostałości z posiłków) i około 2-4 kg odpadów mieszanych (papier, szkło, plastik). Nie prowadziłam szczegółowych pomiarów odpadów, dlatego powyższe wartości są jedynie przybliżone.

Przykłady nieekologicznego gospodarowania zasobami w przedszkolu:

  • W klasach są plastikowe jednorazowe kubeczki, w którch dzieci dostają wodę.
  • Po każdym użyciu kubeczki są wyrzucane. W łazienkach używa się papierowych ręczników.
  • Do aktywności zużywa się mnóstwo papieru, i nie ma absolutnie żadnych zaleceń dotyczących oszczędnego użytkowania.
  • Posiłki nakładane są wszystkim dzieciom, nawet tym, o których wiadomo, że nie jedzą konkretnych dań. W efekcie, poza pozostałościami z posiłków wyrzucane jest czyste jedzenie. Nie ma absolutnie żadnego mechanizmu gospodarowania organicznymi odpadami i niezjedzonym jedzeniem.

*Ze względu na ochronę prywatności zdecydowałam się nie publikować fotografii z przedszkola.

Reklamy

Autor: Eyen

Od kilku lat zajmuję się etnologią i antropologia Bałkanów, głównie Macedonii. W ramach laboratorium etnograficznego na warszawskiej etnologii prowadziłam badania terenowe o tematyce genderowej w zachodniej Macedonii. Następnie już w lipcu 2007 pojechałam do Włoch, by choć przez kilka dni poobserwować życie pechalbarów - migrantów z Macedonii. Równolegle, przez prawie dwa lata byłam zaangażowana w badania w ramach grantu MENiSW "Relacje społeczne i etniczne na pograniczu macedońsko-albańskim", pod przewodnictwem Karoliny Bielenin-Lenczowskiej. W lutym 2008 po raz piąty przyjechałam do Macedonii, tym razem na stypendium do Skopje, by przez kilka miesięcy choć trochę poznać "normalne", codzienne życie tego miasta. Prozaiczny brak czajnika elektrycznego, pralki, czy kulturowego nawyku picia herbaty posiadały swoisty urok i prowokowały, by poddawać w wątpliwość znaczenie słowa "powrót". Już w styczniu 2009 po raz kolejny pakowałam się do Skopje, tym razem na dziewięć miesięcy, jako przyszła wolontariuszka programu Młodzież w Działaniu. Pracując dla organizacji Kreaktiv, prowadziłam warsztaty z ekologii i rękodzieła, pracowałam z młodzieżą Romską i realizowałam projekt genderowego treningu w Skopje. W "międzyczasie", odwiedziłam Tiranę, Sarajevo, Sremski Karlovci... by za każdym razem tęsknić za Skopje. Równolegle do antropologii studiowałam także ochronę środowiska w warszawskiej sggw. Po kilku przerwach w studiowaniu, w grudniu 2010 w reszcie obroniłam mgr ze specjalizacji ochrona przyrody. Przez rok pracowałam jako koordynatorka projektu promującego recykling w jednym z dużych ngo-sów w Warszawie, po czym w styczniu 2011 dostałam się na studia doktoranckie w Stambule na uniwersytecie Yeditepe. Moje badania dotyczą współczesnych migracji z Macedonii do Turcji. Równolegle, współpracuję przy projekcie badającym ponadpaństwowe więzi łączące migranów Macedońskich we Włoszech... Od stycznia 2011 mieszkam w Stambule. Studiuję na studiach doktoranckich w instytucie Antropologii na Yeditepe University, prowadząc badania o trans-granicznych więziach pomiędzy Macedonią i Turcją (tak bardzo, bardzo ogólnie mówiąc;)). Od niedawna piszę bloga także o moich doświadczeniach z Turcji. Główny punkt podróży ciągle się przesuwa. Ima vreme.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s