Jazda Intuicyjna i Człowiekosamochody

tambuł, kwiecień 2013Patrząc – jako pasażerka – na wieczne korki, wzgórza, plątaniny dróg, nieustający zgiełk, trąbienie i ruch samochodów przeplatających się w nieskończonej konkurencji o przestrzeń na drodze, bałam się prowadzić samochód w tym mieście. Nie jestem doświadczonym kierowcą: Prawo jazdy zdałam w Polsce niecałe 3 lata temu i od tamtego czasu jeździłam jedynie okazjonalnie. Moje pierwsze wrażenia z jazdy w Turcji nie należały też do najprzyjemniejszych: zdarzyło mi się utknąć w korku „pod górkę”, i o mały włos nie zderzyć czołowo z kierowcą, który zapomniał zasad pierwszeństwa.

Kiedy jeździ się wewnątrz dzielnic, pierwsze wyzwanie, to brak przestrzeni: wąskie uliczki, wykorzystane zawsze do maksimum przez zaparkowane samochody i pieszych, którzy prawie nigdy nie korzystają z chodnika, ponieważ: A) chodnika nie ma; B) chodnik zajęty jest przez zaparkowane samochody. Kolejne wyzwanie to – oczywiście oprócz wiecznych korków – drogi i wzgórza. Jezdnie są węższe niż Polsce; drogi są dziwnie wyprofilowane (czyt: źle) i poplątane jak pęk nici w kiesszeni; w wielu miejscach brakuje podstawowych oznaczeń. Na początku najbardziej bałam się sytuacji, kiedy stanę w korku pod górkę. Wystarczająco stromą, żeby wejście piechotą przypominało wspinaczkę i odpowiadało pół godzinie spędzonej na siłowni. Stambuł to miasto „siedmiu wzgórz”, jednak liczba 7 jest tu symbolem, i tak na prawdę wszędzie są wzgórza.

Najbardziej bałam się wjechania na trasę szybkiego ruchu, typu wiecznie zatłoczona E5. Kierowcy jeżdżą jak chcą, nikt nie przestrzega zasad pierwszeństwa, nie używa kierunkowskazu, a ulice są jednokierunkowe jedynie w teorii. Wyprzedza się z prawej, a po zgaśnięciu czerwonego światła natychmiast zapala się zielone – praktycznie nigdzie nie działa żółte – i już sekundę po zmianie świateł kierowcy samochodów czekających w drugim rzędzie lub dalej aut, trąbią. W ogóle trąbienie to sposób komunikacji, i zawsze ktoś na coś trąbi.

Ku mojemu zdziwnieniu, prowadzenie samochodu na takiej drodze okazało się czymś zupełnie różnym od tego, czego się spodziewałam, a lęk szybko zmienił się w fascynację: odkryłam tajemnicę Oceanu ruchu, i istnienie jazdy intuicyjnej.

Ruch drogowy w Stambule w godzinach szczytu, na ruchliwej trasie, przypomina żywy organizm. Kiedy jeździłam samochodem w Polsce, miałam wrażenie, że każdy z samochodów to indywidualny byt podporządkowany zewnętrznej „sile wyższej”: przepisom i zasadom. Jadąc trasą szybkiego ruchu w Stambule czułam się tak, jakbym była komórką ogromnego, tętniącego życiem organizmu. Podobnie jak w żywym ciele komórki porozumiewają się ze sobą za pomocą przesyłanych sygnałów, tak samo kierowcy w tym mieście odbierają i wykonują niezliczone znaki za pomocą których komunikują innym, dokąd i w jaki sposób jadą. Muszę przyznać, że to fascynające uczucie, chociaż dla osoby przyzwyczajonej do podporządkowania się zewnetrznym zasadom, wymagające zupełnie innego rodzaju skupienia. „Musisz to poczuć, inaczej nie będziesz tu mogła jeździć”, powiedział mi ostatnio znajomy. Stąd nazwa i tytuł tego wpisu – jazda intuicyjna.

W jeździe intuicyjnej istotna jest – oprócz uruchomienia wszystkich zmysłów, z „szóstym” włącznie – umiejętność odczytywania gestów poszczególnych hybryd człowieka i auta – człowiekosamochodów. Każdy człowiekosamochód porusza się w unikatowy sposób, istnieje jednak pewna ogólna zasada, która pozwala niewerbalnie zakomunikować, oraz odczytać zamiary i styl. Na przykład zmieniając pas na lewy nie trzeba wcale używać kierunkowskazu; wystarczy dać do zrozumienia innym  człowiekosamochodom, że zamierza się to zrobić. Podobnie jest w przypadku wszelkiego rodzaju manewrów typu cofanie, parkowanie, skręcanie, zawracanie.

Tak jak ocean w powieści Solaris, ruch drogowy to  organizm, który potrafi zapamiętywać i odtwarzać najróżniejsze informacje. Gama sposobów, w jaki człowiekosamochody komunikuja o swoich zamiarach jest wypadkową ludzkich temperamentów, kulturowych kodów komunikacji, oraz możliwości technicznych poszczególnych aut.  Człowiekosamochody uczą się od siebie nawzajem strategii współistnienia lub rywalizacji. Wypracowują szablony zachowań, które mózg ludzkiego składnika człowiekosamochodu potrafipo pewnym czasie  intuicyjnie odszyfrować i przetworzyć w odpowiednią reakcję.  W oceanie ruchu zdarzają się także złośliwe ustroje, które, przedzierając się gwałtownie przez cały organizm, potrafią naruszyć harmonię. Są to, na przykład, auta obwieszone migającymi światłami, które, udając pojazdy specjalne wyprzedzają wszystkich i jeżdżą jezdnią do jazdy awaryjnej, lub superprzyczepne, małe człowiekosamochody o problematycznym ego, które poruszają się częściej i więcej w bok niż w przód, lawirując pomiędzy 4-5ma jezdniami i wyprzedzając wszystkich pozostałych.

Advertisements

Autor: Eyen

Od kilku lat zajmuję się etnologią i antropologia Bałkanów, głównie Macedonii. W ramach laboratorium etnograficznego na warszawskiej etnologii prowadziłam badania terenowe o tematyce genderowej w zachodniej Macedonii. Następnie już w lipcu 2007 pojechałam do Włoch, by choć przez kilka dni poobserwować życie pechalbarów - migrantów z Macedonii. Równolegle, przez prawie dwa lata byłam zaangażowana w badania w ramach grantu MENiSW "Relacje społeczne i etniczne na pograniczu macedońsko-albańskim", pod przewodnictwem Karoliny Bielenin-Lenczowskiej. W lutym 2008 po raz piąty przyjechałam do Macedonii, tym razem na stypendium do Skopje, by przez kilka miesięcy choć trochę poznać "normalne", codzienne życie tego miasta. Prozaiczny brak czajnika elektrycznego, pralki, czy kulturowego nawyku picia herbaty posiadały swoisty urok i prowokowały, by poddawać w wątpliwość znaczenie słowa "powrót". Już w styczniu 2009 po raz kolejny pakowałam się do Skopje, tym razem na dziewięć miesięcy, jako przyszła wolontariuszka programu Młodzież w Działaniu. Pracując dla organizacji Kreaktiv, prowadziłam warsztaty z ekologii i rękodzieła, pracowałam z młodzieżą Romską i realizowałam projekt genderowego treningu w Skopje. W "międzyczasie", odwiedziłam Tiranę, Sarajevo, Sremski Karlovci... by za każdym razem tęsknić za Skopje. Równolegle do antropologii studiowałam także ochronę środowiska w warszawskiej sggw. Po kilku przerwach w studiowaniu, w grudniu 2010 w reszcie obroniłam mgr ze specjalizacji ochrona przyrody. Przez rok pracowałam jako koordynatorka projektu promującego recykling w jednym z dużych ngo-sów w Warszawie, po czym w styczniu 2011 dostałam się na studia doktoranckie w Stambule na uniwersytecie Yeditepe. Moje badania dotyczą współczesnych migracji z Macedonii do Turcji. Równolegle, współpracuję przy projekcie badającym ponadpaństwowe więzi łączące migranów Macedońskich we Włoszech... Od stycznia 2011 mieszkam w Stambule. Studiuję na studiach doktoranckich w instytucie Antropologii na Yeditepe University, prowadząc badania o trans-granicznych więziach pomiędzy Macedonią i Turcją (tak bardzo, bardzo ogólnie mówiąc;)). Od niedawna piszę bloga także o moich doświadczeniach z Turcji. Główny punkt podróży ciągle się przesuwa. Ima vreme.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s