O codzienności w Stambule, turystyce i psychologii strachu

20160318_203217Wiele osób słysząc z mediów o zamachach bombowych w Turcji wyobraża sobie, że cały kraj ogarniety jest przez dym, ogień i strach. Jednak Turcja to ogromny kraj, a sam Stambuł liczy około 15 milionów mieszkańców. Chociaż ataki terrorystyczne z pewnością zostawiają w nas smutek i żal, nie s w stanie zatrzyma życia codziennego, nie zmieniają radykalnie rytmu dnia, i nie stwarzają (moim zdaniem) zagrożenia większego niż uczestnictwo w tutejszym (skądindąd szalonym) ruchu drogowym, lub samotny spacer wieczorem przez park w Warszawie.

Nie będę pisała jednak o statystykach śmiertelności, lub o prawdopodobieństwach utraty życia na różne sposoby, wliczając w to przysłowiową „cegłę w drewnianym kościele”.

Ciekawi mnie to, w jaki sposób strach wykreowany przez nagłą świadomość utraty życia wpływa na osobiste wybory i zachowania społeczne. Wiele osób żyje tak, jak gdyby wieczne jutro miało przynieść im upragnione szczęście. Świadomość śmierci, jeśli nagle się pojawi, wywołuje paniczny strach przed nie doczekaniem się owego „jutra”. Zamiast zachęcić do życia w „tu i teraz”, strach paraliżuje i sprawia, że zaczynamy nie-żyć już na długo przed śmiercią. To właśnie osobisty, społeczny (i konsekwentnie ekonomiczny) paraliż są jedymi z głównych celów zamachów terrorystycznych: wykreowanie atmosfery lęku i nieufności, nasiąknąwszy którą zwyczajni ludzie przestaną śmiać się na ulicy, patrzeć sobie w oczy, i wychodzić z domów. To właśnie ów strach, a nie faktyczne prawdopodobieństwo, że „coś” się stanie, jest największym zagrożeniem.

Przyglądając się codzienności w Stambule zauważam, że ogólna „atmosfera” i relacje między ludźmi kształtują się gdzieś pomiędzy różnymi biegunami możliwych reakcji i zachowań. Niektórzy ludzie są smutniejsci i bardziej zestresowani niż zwykle; po pracy wracają szybko do domów, unikają niepotrzebnych wycieczek, odwołują spotkania i uroczystości. Uważnie śledzą media społecznościowe w poszukiwaniu zapowiedzi ewentualnych zagrożeń. Niektórzy starają się nie myśleć o tym, co się wokół dzieje, i chociaż raz na jakiś czas ogarnia ich atak paniki, próbują wyprzeć ze świadomości istnienie Erdogana, PKK i ISIS. Przełączają kanał z wiadomościami – skądindąd i tak już ocenzurowanymi – na seriale. Inni, przeciwnie, chociaż wiedzą, co się dzieje, budzą w sobie nagłą chęć do życia, wychodzą na ulice, podróżują. Czując wewnętrzny sprzeciw wobec psychologii strachu, przemieniają lęk w działanie, wiedząc, że świadomość własnej śmiertelności jest tak na prawdę ważną umiejętnością, która pomaga żyć na prawdę. „W Turcji jest taki przesąd, że moment Twojej śmierci zapisany jest w księdze przeznaczenia. Jest dokładnie ustalony, i nie ważne, co będziesz robić, tego momentu nie zmienisz. Możesz pojechać w sam środek wojny, i nic Ci się nie stanie, jesli moment Twojej śmierci jest ustalony na później” – powiedziała mi jedna z moich tureckich znajomych. Wiara w ten „przesąd”, jak również przynależność  do którejkolwiek z „grup” to, jak zawsze, kwestia indywidualnej decyzji i wyboru.

Obecna codzienność w Stambule to dożo bardziej puste niż zazwyczaj ulice, szczególnie w miejsach najbardziej uczęszczanych i turystycznych. Kryty Bazar, największe zadaszone targowisko na świecie, które przez lata było zatłoczone od otwarcia aż po zmrok, nagle opustoszał. Strach przezd terrorem odwołuje wycieczki, unieważnia plany wakacyjne, rezygnuje z rezerwacji, zamyka hotele, lokalne agencje i sklepy. Jednocześnie ci, dla których turystyka jest głównym (a czasami jedynym) źródłem utrzymania, poszukują alternatywnych rozwiązań: przenoszą się na wschód lub południe, starają się zmienić branżę, lub zaciskają pasa i modlą się jak najszybsze zakończenie politycznych przepychanek, dzięki którym do dotychczasowych ataków w ogóle doszło. Jednocześnie ci, którzy nie dają cię spętać psychologii strachu, przyjeżdżają do tego pięknego i zazwyczaj zatłoczonego miasta, korzystają z powstałej nagle przestrzeni, niższych niż zazwyczaj cen, większego wyboru, i staranniejszej obsługi.

Kryzys w międzynarodowej turystyce stworzył także nowe mozliwości dla turystów lokalnych, zmieniając językowy i etniczny krajobraz najbardziej popularnych miejsc. Korzystając z niższych cen, Turcy podróżują do Antalii, do Bodrum, do Efezu, lub odwiedzają loklane, zazwyczaj zatłoczone, zabytki i muzea. Nie dalej jak wczoraj spacerowałam z małą grupką osób wąskimi uliczkami dzielnicy Balat: odwiedziliśmy muzeum Chory, mały kościółek ze źródlaną wodą, Bazar Egipski, oraz meczet Eyup. Wszędzie wchodziliśmy bez kolejek, i zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam długą linię osób czekających na wjazd kolejką linową na wzgórze Pierra Loti. Meczet Eyupa to miejsce pielgrzymek Turków i muzułmanów z sąsiednich krajów (Eyup to taka „Turecka Częstochowa”, o czym pisałam poprzednio), a Pierre Loti to jedna lokanie popularnych destynacji. Sprzedający smażone ziemniaki na patyku starszy pan spytał, skąd jestem, i wspomniał Lecha Wałęsę. „Ty nawet nie pamiętasz tych czasów, córko, ale ja pamiętam! Zawsze na świecie coś się dzieje, i zawsze coś się zmienia. Jak Bóg da! (Inshallah!)”20160318_185334

Reklamy

Autor: Eyen

Od kilku lat zajmuję się etnologią i antropologia Bałkanów, głównie Macedonii. W ramach laboratorium etnograficznego na warszawskiej etnologii prowadziłam badania terenowe o tematyce genderowej w zachodniej Macedonii. Następnie już w lipcu 2007 pojechałam do Włoch, by choć przez kilka dni poobserwować życie pechalbarów - migrantów z Macedonii. Równolegle, przez prawie dwa lata byłam zaangażowana w badania w ramach grantu MENiSW "Relacje społeczne i etniczne na pograniczu macedońsko-albańskim", pod przewodnictwem Karoliny Bielenin-Lenczowskiej. W lutym 2008 po raz piąty przyjechałam do Macedonii, tym razem na stypendium do Skopje, by przez kilka miesięcy choć trochę poznać "normalne", codzienne życie tego miasta. Prozaiczny brak czajnika elektrycznego, pralki, czy kulturowego nawyku picia herbaty posiadały swoisty urok i prowokowały, by poddawać w wątpliwość znaczenie słowa "powrót". Już w styczniu 2009 po raz kolejny pakowałam się do Skopje, tym razem na dziewięć miesięcy, jako przyszła wolontariuszka programu Młodzież w Działaniu. Pracując dla organizacji Kreaktiv, prowadziłam warsztaty z ekologii i rękodzieła, pracowałam z młodzieżą Romską i realizowałam projekt genderowego treningu w Skopje. W "międzyczasie", odwiedziłam Tiranę, Sarajevo, Sremski Karlovci... by za każdym razem tęsknić za Skopje. Równolegle do antropologii studiowałam także ochronę środowiska w warszawskiej sggw. Po kilku przerwach w studiowaniu, w grudniu 2010 w reszcie obroniłam mgr ze specjalizacji ochrona przyrody. Przez rok pracowałam jako koordynatorka projektu promującego recykling w jednym z dużych ngo-sów w Warszawie, po czym w styczniu 2011 dostałam się na studia doktoranckie w Stambule na uniwersytecie Yeditepe. Moje badania dotyczą współczesnych migracji z Macedonii do Turcji. Równolegle, współpracuję przy projekcie badającym ponadpaństwowe więzi łączące migranów Macedońskich we Włoszech... Od stycznia 2011 mieszkam w Stambule. Studiuję na studiach doktoranckich w instytucie Antropologii na Yeditepe University, prowadząc badania o trans-granicznych więziach pomiędzy Macedonią i Turcją (tak bardzo, bardzo ogólnie mówiąc;)). Od niedawna piszę bloga także o moich doświadczeniach z Turcji. Główny punkt podróży ciągle się przesuwa. Ima vreme.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s