Takie tam o Kobietach rozmowy…

images Wąskie uliczki Karaköy, poniedziałkowe przedpołudnie w jednej z tych ruchliwych dzielnic, gdzie turyści mieszają się z miejscowymi, a odcienie skóry i style ubrań tworzą wraz z dźwiękami, zapachami i kolorami kolaż z miliona różnorodnych cząsteczek. Idziemy dość powoli; mój znajomy utyka, skręcona przed kilkoma dniami noga każe mu zatrzymywać samochody i tramwaje i uważnie wybierać miejsca oparcia stopy. Nie jest juz pierwszej młodości, ale jak zawsze pełen energii. Idziemy razem na wystawę i konferencję, a on, klucząc pomiędzy dziesiątkami miejskich przeszkód, zdaje nam relację z czasu po ostatnim spotkaniu; oto udziela bezpłatnych lekcji angielskiego kilkorgu ubogich dzieci, sam uczy się hiszpańskiego, i co jakiś czas rozgląda się znów za znalezieniem żony.

Przechodząc przez wąski przesmyk dzielący nas od ulicy Bankowej, nagle zwraca się do mnie: a wiesz co tu jest? Genel evi. Po czym dodaje, tym razem w stronę mojego męża: haha, może ją tu sprzedamy? „Sam się sprzedaj”, odpowiadam, czując jak koniec języka zmienia się w sztylet a w miejsce paznokci wyrastaja pazury. Co za kretyn, myślę. Bardzo słaby żart.

Gelen evi to dom publiczny. W Turcji, gdzie przyzwoita kobieta powinna  unikać dekoltów i zakrywać kolana, a ta porządna i religijna maskować także włosy i kończyny do kostek i nadgarstków, prostytucja jest legalna. Turcja jest też jednym z najpopularniejszych krajów docelowych handlu kobietami. Większość opracowań i raportów, jakie czytałam, mówi o prostytucji w kontekście handlu żywym towarem i (legalnego) sex-niewolnictwa. Podkreśla się, że podpisanie umowy o pracę jest często wymuszane, a w dodatku uniemożliwia kobiecie zmianę zawodu i wymazanie przeszłości. Legalizacja wcale nie poprawia warunków, w jakich kobieta przebywa: nie oznacza bezpieczeństwa, czystości i luksusu, i nie zdejmuje z kobiet piętna niemoralności, grzechu i wstydu.

To dopiero nowoczesny kraj!” usłyszałam przy innej okazji od pewnego mężczyzny z Bałkanów, który możliwość legalnie płatnych „uciech” uznał za dowód postępu cywilizacyjnego i wysokiej kultury, nie mogąc się przy tym nadziwić wszechobecnymi na wystawach aptek opakowaniami Viagry. Jako potencjalny konsument, był zadowolony i nie zawracał sobie głowy etyką czy fair trade`m.

Podobnie mój rozmówca. Zaczyna od stwierdzenia, że takie miejsca są przecież potrzebne. Tu, niedaleko, jest port, do którego codziennie przybijają setki mężczyzn, którzy mają swoje potrzeby. Wyobraźnia natychmiast podsuwa mi portrety spoconych, niedomytych kaptanów parujących raki, tytoniem, i instynktem, który trzeba natychmiast zaspokoić. Nie ważne, że kimś. „Wydaje mi się, że człowieczeństwo polega właśnie na tym, że… „, zaczynam, by usłyszeć, że natury nie da się tak łatwo powstrzymać. No dobrze, pytam, by sprowokować, to gdzie są takie miejsca dla kobiet? W oburzonej odpowiedzi słyszę, że przecież kobiety nie mają takich potrzeb. Nie mają takich potrzeb w ogóle.

Wiem, że jedym krokiem nie przeskoczę wielomilowej światopoglądowej przestrzeni, ale opowiadam: o bogatych turystkach z Zachodu, które przyjeżdżają do ubogich krajów sponsorować letni romans, o dziewczynach, które jeżdżą na zmysłowe wakacje. Mój rozmówca, patrząc na mnie trochę jak na zgniłe jabłko, zmienia tor: to dobrze, że te kobiety mają pracę. Poza tym mogą nieźle zarobić. O takich przyczynach prostytucji jak handel ludźmi, gwałt, patologia w rodzinie, skrajne ubóstwo: brak wykształcenia, zero szans na rynku pracy i dzieci do wykarmienia… niby słyszał, ale jego świadomość broni się przed faktem, że idący do genel evi zaspokajają się kosztem czyjejś utraty szacunku do własnego ciała i duszy. Na pytanie, czy sam chciałby tak pracować, gdyby był kobietą, nie odpowiada.

Takie przekonania podziela wielu mężczyzn, w zasadzie nie ma się czemu dziwić. Mimo wszystko, poczułam się wściekła, rozczarowana, a potem smutna. Mój znajomy jest wykształcony, oczytany, wierzący: pości w Ramadan nawet podczas pracy, potrafi wytłumaczyć wiele zasad wiary, mówi, że szuka duchowości. Jednocześnie zawsze wydawał mi się liberalny: pamiętam, jak zaskoczyło mnie kiedyś, gdy opowiadał o tym, jak polecał swojej siostrze, by piła wieczorem czerwone wino. Przecież nawet lekarze mówią, że po tym lepiej krew krąży, nie można ślepo tak wszystkiego przestrzegać, trzeba myśleć. Wydawał mi się myślący, i nowoczesny…

…a nowoczesność, jak wszystko inne, ma wiele interpretacji i znaczeń. Dla jednych jej wyznacznikiem będzie równouprawnienie, dla innych pudełko z niebieskimi pigułkami na wystawach aptek; nowocześnie, bez recepty.zrodlo: http://www.mynet.com/haber/guncel/eski-hayat-kadini-bagimsiz-milletvekilligine-aday-298703-1

Fot: „Byłam prostytutką (nowoczesną niewolnicą)

Dla wszystkich kobiet, które nie mają życia…”

źródło : mynet.com

Reklamy

Autor: Eyen

Od kilku lat zajmuję się etnologią i antropologia Bałkanów, głównie Macedonii. W ramach laboratorium etnograficznego na warszawskiej etnologii prowadziłam badania terenowe o tematyce genderowej w zachodniej Macedonii. Następnie już w lipcu 2007 pojechałam do Włoch, by choć przez kilka dni poobserwować życie pechalbarów - migrantów z Macedonii. Równolegle, przez prawie dwa lata byłam zaangażowana w badania w ramach grantu MENiSW "Relacje społeczne i etniczne na pograniczu macedońsko-albańskim", pod przewodnictwem Karoliny Bielenin-Lenczowskiej. W lutym 2008 po raz piąty przyjechałam do Macedonii, tym razem na stypendium do Skopje, by przez kilka miesięcy choć trochę poznać "normalne", codzienne życie tego miasta. Prozaiczny brak czajnika elektrycznego, pralki, czy kulturowego nawyku picia herbaty posiadały swoisty urok i prowokowały, by poddawać w wątpliwość znaczenie słowa "powrót". Już w styczniu 2009 po raz kolejny pakowałam się do Skopje, tym razem na dziewięć miesięcy, jako przyszła wolontariuszka programu Młodzież w Działaniu. Pracując dla organizacji Kreaktiv, prowadziłam warsztaty z ekologii i rękodzieła, pracowałam z młodzieżą Romską i realizowałam projekt genderowego treningu w Skopje. W "międzyczasie", odwiedziłam Tiranę, Sarajevo, Sremski Karlovci... by za każdym razem tęsknić za Skopje. Równolegle do antropologii studiowałam także ochronę środowiska w warszawskiej sggw. Po kilku przerwach w studiowaniu, w grudniu 2010 w reszcie obroniłam mgr ze specjalizacji ochrona przyrody. Przez rok pracowałam jako koordynatorka projektu promującego recykling w jednym z dużych ngo-sów w Warszawie, po czym w styczniu 2011 dostałam się na studia doktoranckie w Stambule na uniwersytecie Yeditepe. Moje badania dotyczą współczesnych migracji z Macedonii do Turcji. Równolegle, współpracuję przy projekcie badającym ponadpaństwowe więzi łączące migranów Macedońskich we Włoszech... Od stycznia 2011 mieszkam w Stambule. Studiuję na studiach doktoranckich w instytucie Antropologii na Yeditepe University, prowadząc badania o trans-granicznych więziach pomiędzy Macedonią i Turcją (tak bardzo, bardzo ogólnie mówiąc;)). Od niedawna piszę bloga także o moich doświadczeniach z Turcji. Główny punkt podróży ciągle się przesuwa. Ima vreme.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s