O tym, jak zostałam dwulicową Turczynką

Wczoraj wieczorem dostałam takiego oto maila:  Co sądzisz o budowie nowego meczetu w Turcji na miejscu tego, co jest światowym dziedzictwem kulturowym? Dziś jeden z uczniów spytał mnie o budowę meczetu w pobliżu Św. Sofii, co jednak jest ważnym miejscem dla Prawosławia. (…) Nie zrozum mnie źle i odpowiedz, miło mi będzie poznać twoje zdanie.

źródło: HurrietdailynewsMój znajomy, autor powyższego pytania, jest historykiem i pracuje w szkole podstawowej w Republice Macedonii. Jest „nacjonalistą” (mam tu na myśli ideologię narodowościową, a nie huligaństwo;)): wierzy, że Macedończycy pochodzą od Aleksandra Wielkiego, a o imperium Osmańskim mówi w kontekście niewoli tureckiej i ograbienia Prawosławia. Kilkakrotnie dochodziło między nami do ostrej wymiany zdań, kiedy na przykład upierał się, że mieszkam w Konstantynopolu i mówiąc Stambuł popełniam niemal świętokradztwo. Pomimo świadomości jego poglądów i ukrytego niebezpieczeństwa („nie zrozum mnie źle”) wyszłam z założenia, że zadaje pytanie jako historyk. Odpowiedziałam następująco:

„Nie jestem pewna o który meczet pytał uczeń, wydaje mi się że pomieszał kilka projektów, które realizowane są w Turcji w tym samym czasie.

Prawdopodobnie chodzi o stary monastyr z czasów Bizancjum który znajduje się blisko Haghia Sofii, możesz go zobaczyć min. tu. To faktycznie jeden z najstarszych klasztorów prawosławia, który za panowanie sułtana Bayezita został przekonwertowany w meczet a później, w XIX wieku został bardzo zniszczony – spłonął w jedyn z pożarów, które w tym czasie przechodziły przez Stambuł. Za czasów Ataturka klasztor został formalnie uznany jako muzeum, podobnie jak wiele innych miejsc kultu religijnego, jednak znajdował się w dość opłakanym stanie, co można zobaczyć na zdjęciu.  Obecny rząd chce odnowić monastyr – nie zamierza go zburzyć i na jego miejscu stawiać nowej budowli – ale planuje odnowić klasztor żeby pełnił funkcję meczetu, tak jak było za czasów Beyazida. Jeśli chodzi o moje zdanie na ten temat… po pierwsze uważam, że w Stambule jest wystarczająco dużo meczetów i nie trzeba otwierać więcej. Jednak w paktyce, niestety, jest tak, że kto ma fundusze, ten stawia warunki. Dlaczego żadna z chrześcijańskich, europejskich organizacji nie wystąpiła z inicjatywą odnowy klasztoru? Gdyby zostawiono go tak, jak stał, z roku na rok byłby w gorszym stanie. Oczywiście byłoby dobrym i właściwym gestem, gdyby Turcja wyremontowała klasztor jako muzeum, ale faktem jest, że polityka obecnego rządu jest islamistyczna. Mimo, że w Turcji jest dużo osób, które nie zgadzają się z tym, co robi partia rządząca, faktem jest, że ma władzę i wystarczającą ekonomiczną siłe, by realizować swoje własne projekty.

Byłoby ideałem, gdyby wszędzie na świecie szanowano to, co warto szanować, bez względu na polityczne lub religijne poglądy, ale w praktyce wszyscy finansują te projekty, które są w zgodzie z ich własnymi ideologiami i poglądami. Na przykład obecny rząd turecki troszczy się o to, co muzułmańskie, a nie chrześcijańskie, także dlatego, że wierzy, że „Europa” interesuje się jedynie tym, co chrześcijańskie i nieuzułmańskie. Prawdą jest, że to Turcja finansuje renowację starych meczetów w wielu krajach na Bałkanach, ponieważ władze w krajach o przewadze Chrześcijan nie dadzą na takie renowacje ani grosza. Wracając do klasztoru, nawet jeśli ja osobiście wolałabym, żeby pozostał muzeum, Turcja ma poniekąd prawo decydować według własnego zainteresowania, ponieważ robi to za własne pieniądze, i decyduje tak a nie inaczej w szerzym kontekście międzynarodowych i międzyreligijnych relacji.

Drugi projekt, o którym ostatnio dość głośno w Turcji, to pomysł przedstawicieli partii rządzącej, żeby zacząć korzystać z Haghia Sofii jako meczetu. Kilku polityków i „organizacji pozarządowych” twierdzi, że w najbliższej okolicy nie ma wystarczająco dużo miesca na modlitwę dla Muzułmanów i dlatego powinno się „przywrócić Haghia Sofię jako meczet”. Moim zdaniem to bardzo błędny tok rozumowania i kiedy tylko o tym myślę, podnosi mi się ciśnienie. Po pierwsze, taka jak jest dziś, Haghia Sofia jest dla wielu ludzi symbolem harmonii dwóch wyznań w jedym miejscu. Na prawdę niezwykłym i pięknym widokiem jest zobaczyć obok siebie mozaikę Marii i pieczęcie z arabskimi napisami „Allah”.   Dla wielu osób to symbol, że tak na prawdę Bóg jest jeden, a różne religie to różne tradycje. Otwarcie Haghia Sofii jako meczetu zniszczyło by ducha tego miejsca,  zmieniając je w ssymbl dominacji i podboju. Choć nie uważam się za osobę religijną, sama miałabym ochotę w takiej sytuacji póść modlić się tam „po chrześcijańsku”. Po drugie, nie wyobrażam sobie praktycznej strony funkcjonowania Haghia sofii jako miejsca modlitwy Muzułmanów, skoro według zasad Islamu nie powinno być żadnych wizerunków, mozaik itd. Trzeba by było zainstalować automatyczne zasłony zakrywające mozaiki na czas modlitwy?? Jakkolwiek by nie było, nie brzmi sensownie.

Niestety w relacjach muzułmańsko-chrześcijańskiech zawsze uczestniczy polityka i pieniądze – mówi się, że Unia Europejska nie chce i nie lubi Muzułmanów, a Muzułmanie nie chcą i nie lubią Zachodu, itd. Obie strony wierzą, że są zagrożone przez tych drugich, i dlatego czują, że muszą chronić i wzmacniać „swoje”. Pisząc o tych tematach warto pamiętać, że są dość drażliwe, i że sami łatwo możemy zacząć myśleć w kategoriach „My-Oni”, wzmacniając i pogłębiając różnice i granice wierząc, że „oni kradną nasze” lub „oni niszczą nasze”.

Dodam tylko, że to, co robi obecny rząd,  spotyka się ze sprzeciwem także z strony innych Muzułmanów, na przykład Alewitów lub przedstawicieli tzw. „liberalnego Islamu”, nie wspominając o ateistach.

tu kiedyś była boginii Kybele Wracając jednak do niszczenia i chronienia świętych miejsc przyznam, że mnie osobiście bardziej boli fakt, że w  Turcji znajduje się wiele świętych miejsc kultu jeszcze z czasów „pogańskich”, które pozostawione same sobie niszczeją. Na przykład we wschodniej Turcji znajdował się pomnik boginii Kybele wykuty w skale, który kilka lat temu został zniszczony przez poszukiwaczy złota. Być może był to jedyny i najstarszy posąg Boginii na świecie, starszy niż muzułmańskie i chrześcijańskie miejsca kultu, jednak poza niewielką grupą naukowców i neo-pogan nikt nie interesuje się podobnymi miejscami. Niestety, patrząc praktycznie, pozostaje pytanie, kto byłby zainteresowany finansowaniem ochrony takich miejsc.”

Przepisując dziś po polsku moją powyższą wypowiedź przynam, że być może zabrzmiała asekurancko, być może zabrzmiała obojętnie, być może Czytelnikowi może wydawać się, że nie obchodzą mnie święte miejsca Prawosławia, że wierzę we władzę nad światem globalnych układów i pieniądza, i że biernie godzę się z tym, co dzieje się wokół mnie.

Jeśli ktoś mnie osobiście, wie, że wiele razy w życiu uczestniczyłam w różnych protestach i akcjach społecznych, i że nadal to robię wtedy, kiedy wierzę, że moje działanie jest słuszne i na miejscu (ok., może nieco rzadziej, i inaczej, ale to może kwestia wieku;))

Spodziewałam się, że mailując z  historykiem o znanych mi poglądach, taką odpowiedzią, w której nie zajmuję jaskrawo żadnej ze stron, nie potępiam Turcji i Muzułmanów i przedstawiam różne punkty widzenia, być może go sprowokuję, ale jednak wierzyłam, że piszę do osoby, która czyta (różne) książki, i że nawet jeśli odpowie mi miażdżąco, to jednak w konwencji argumentacji.

Zostałam jednak postawiona w stan oskarżenia, a odpowiedź znajomego historyka wbiła mnie w fotel:

O jakich poganach mówisz? Co chcesz przez to powiedzieć? Dlaczego teraz nie protectujecie, święta Sofia należy do Światowego KULTUROWEGO DZIEDZCTWA, a całkiem niedawno kiedy wznosiliście powstanie była jednym z nic nie znaczących miejsc noszących imię Kemala Ataturka. Co dla ciebie i twoich znajomych znaczy Kemal Ataturk? Myślę, że ten problem trzeba analizować z antropologicznego i FILOZOFICZNEGO punktu widzenia, a nie subiektywnie, mam nadzieję że mnie szczerze zrozumiesz i odpowiesz mi szczerze a nie nieszczerze i dwulicowo, tak jak potraficie!!!!”

Nie dość, że oskarżono mnie o dwulicowość i brak kompetencji, to na dodatek zostałam zakwalifikowana jako element kolektywnego „wy”, które brało udział w „powstaniu”, powinno mieć konkretną relację z Kemalem Ataturkiem, ignoruje Haghia Sofię i nie ma wystarczająco dużo siły, by wnieść kolejny protest i uratować kulturowe dziedzictwo.

Jednym słowem, zostałam Turczynką.

Skumulowana w kilku zdaniach mojego znajomego mieszanka oskarżeń, złości, pretensji, i niespełnionych oczekiwań to ironiczna metafora relacji „Europy” do Turcji. Po pierwsze, na kilometr pachnie niewiedzą. Przeciętny Europejczyk, jeśli wie o Turcji wystarczająco dużo, by nie mylić jej z jednym z krajów arabskich, wpada w pułapkę wiary, że Turcja nadal jest świecka a Kemal Ataturk dla wszystkich Turków jest nadal symbolem siły, odwagi, świeckości, i relacji z Europą. Część moich bliskich znajomych rzeczywiście tak myśli i za wyrażanie swoich poglądów płaci własną skórą: w protestach antyrządowych kilkoro moich znajomych zostało poparzonych/aresztowanych/pobitych.

Jenak jest także druga, liczna grupa Turków i Turczynek, którzy popierają premiera Turcji, a o Ataturku myślą w zupełnie inny sposób: Ataturk był masonem. Ataturk był w zmowie z Żydami. Ataturk sprzedał Turcję Zachodowi. Zdyskredytował kilkaset lat historii Imperium Osmańskiego i  zmienił nasz alfabet tak, żebyśmy nie mogli rozumieć swoich przodków. Ataturk zabronił kobietom zakrywać głowy. Zabronił nam być Muzułmanami. Ataturk chciał z Turcji zrobić służącą Europy. Takie i podobne zdania wypowiadane są przez setki tysięcy osób w Turcji. Szeptem, bo zgodnie z nadal obowiązującą konstytucją, za obrazę rządu i Ataturka grozi kara pozbawienia wolności.

Po drugie, jeśli od Turczynki lub Turka „Europa” wymaga i oczekuje tego, co w mailu opisał mój znajomy historyk, to przynam, że współczuję Turkom, którzy będą chcieli sprostać tym wymaganiom i sprzeciwić się tym”innym Turkom” broniąc Światowego Kulturowego (Europejskiego) Dziedzictwa, szczególnie, że dla wielu obywateli Turcji Europa zaczyna być coraz mniej znaczącą i mniej przyjazną.

  Wielu Turków myśli podobnie: skoro Unia Europejska nie chce przyjąć Turcji, niech Turcja buduje dobre relacje nie tylko ze wschodem, lecz także z blokiem państw Arabskich. Skoro Unia Europejska nie chce Muzułmanów, niech Turcja wejdzie w pakt z krajami muzułmańskimi, stanie się silnym islamskim państwem, niezależnym od Europy. Nie dalej jak kilka dni temu premier Turcji spotkał się z Putinem prosząc go o pomoc w uwolnieniu od problematycznej współpracy z Europą, deklarując wzajemną pomoc i chęć przystąpienia do tzw. „Piątki Szanghajskiej” czyli Szanghajskiej Organizacji Współpracy. W zeszłym tygodniu z kolei głośnym medialnym wydarzeniem była wizta premiera w kurdyjskim Diyarbakir i spotkanie z Barzanim, przywódcą irackich Kurdów. Opozycja może opisywać to zdarzenie jako przedwyborcze zagranie na pokaz, ale faktem jest, że dla wielu ludzi stało się symbolem turecko-kurdyjskiego pojednania. Niezależnie od Europy i na przekór idei Ataturka według której „Turcja to kraj narodu Tureckiego…”, a jeśli nie potrafisz mówić po turecku, lepiej milcz (Turkçe konuş yada sus).

Reklamy

Autor: Eyen

Początki mojej etnograficznej przygody sięgają laboratorium etnograficznego na warszawskiej etnologii w ramach którego miałam szansę pojechać na pierwsze badania terenowe do zachodniej Macedonii. Przez kolejne lata byłam zaangażowana w badania dokumentujące relacje społeczne i etniczne na pograniczu macedońsko-albańskim oraz migrację z Macedonii do Włoch. Przez kilkanaście miesięcy mieszkałam w stolicy Macedonii, Skopje, jako stypendystka programu CEEPUS, oraz wolontariuszka programu Młodzież w Działaniu. Równolegle do antropologii ukończyłam magisterskie studia z ochrony środowiska w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego i przez rok po obronie pracowałam jako koordynatorka projektu promującego recykling w jednym z Warszawskich stowarzyszeń. W styczniu 2011 dostałam się na studia doktoranckie jako stypendystka programu TUBITAK-BIDEB na uniwersytecie Yeditepe i przeprowadziłam się do Turcji. Moje badania dotyczyły tożsamości muzułmanów z zachodniej Macedonii w kontekście migracji i więzi z Turcją. Od roku 2017 kontynuuję studia na wydziale antropologii Uniwersytetu Oslo.

9 thoughts on “O tym, jak zostałam dwulicową Turczynką”

  1. Jakich ateistach? Przecież w Turcji nie ma ateistów, wcale a wcale. 🙂

    Masz rację podając argument, że organizacje chrześcijańskie, „zachodnie” powinny zająć się odbudową, jeśli im bardzo na tym zależy – np. kościół w Sirince jest tak odbudowany i opiekuje się nim jakaś amerykańska, chrześcijańska fundacja. Niestety trochę podchodzi to pod „kto ma pieniądze, ten ma rację”, bo Turcja realizuje projekty za własne pieniądze. U siebie pisałam w tym tygodniu, że walka o stambulską Hagia Sophię będzie trochę walką islamu z kasą, bo jako meczet miejsce nie zarobi tyle, ile zarabia teraz. Skończą się też dotacje. Niestety wydaje się, że AKP stać na ten wydatek.
    Skoro determinacja pozwoliła na zawieszenie tych medalionów, które wiszą teraz, to zasłony nie będą żadnym problemem. Po co pilot? Zasłonią na stałe. Ciekawe, jak to funkcjonowało, kiedy Hagia Sophia była meczetem.
    A swoją drogą znajomy bardzo ciekawy. Musiałby interesująco reagować na określenie „Europa turecka” czy „Europa dzika”, jak czasem pojawia się w polskich (nie wiem, czy innych też) publikacjach.

    1. w przeszłości, kiedy Haghia Sofia była meczetem, mozaiki były przykryte warstwą tynku/farby/zaprawy (szczerze mówiąc nie znam szczegółów owej substancji), która została usunięta w niektórych miejscach, jak np. nad ołtarzem, nad wejściem, lub w nawie górnej.
      szczęście, że jest pod ochroną UNESCO, więc pole manewru w zasłąnianiu jest ograniczone;)

    1. a działają na pilota?;) nie wyobrażam sobie montażu zasłon zakrywających wizerunki Marii albo aniołów w stambulskiej Aya Sofii, to przecież tak wysoko!

      1. Myślę, że będą na tyle zdeterminowani, że nic im nie przeszkodzi. W Trabzon jest kijowo. Zostawili odsłonięte freski na zewnątrz, a w środku wiszą takie długie białe zasłony i sufit też. Jak się stanie w odpowiednim miejscu w środku, to można zobaczyć część zasłoniętej Marii. A poza tym jest gościu, który indoktrynuje zwiedzających Turków, a jak mnie zobaczył, to aż mu się oczy zaiskrzyły, tak bardzo chciał mi powiedzieć, jak się chrześcijanie z tym Jezusem rąbnęli.

        1. może, tak jak pisze RodzynkiSułtańskie, wygra ekonomia – w końcu bilety do Haghia Sofii kosztują po 25TL;)
          w tym artykule bardzo trafnie zauważono, że choć podboje i konwersje miejsc świętych zdarzały się w przeszłości (także chrześcijańskiej) to e współczesnym, nowoczesnym, cywylizowanym (ekh;)) świecie takie rzeczy nie powinny się już wydarzać http://www.firstthings.com/blogs/firstthoughts/2013/12/11/will-the-hagia-sophia-again-become-a-mosque/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s