Ekmek parası (pieniądze na chleb)

„Zapytano mnie, dlaczego przyjechałam do Stambułu, odpowiedziałam, że…” zanim dokończyłam, mój rozmówca wtrącił: „trzeba było powiedzieć, że przyjechałaś za chlebem” (dosłownie: po pieniądze na chleb ekmek parası için). Poczułam się dziwnie, bo nie przyjechałam do Turcji dlatego, że nie miałam czego jeść w domu; przeciwnie, miałam całkiem dobrze płatną i nienajgorszą pracę. Faktycznie, mając stypendium w Turcji może łatwiej studiować niż w Polsce (choć przy porównaniu z UK lub US Turcja wypadła by blado), ale nie dostałam stypendium za ładne oczy,  tylko pracę okupioną zmaganiami z tutejszą biuokracją… mniejsza z tym. Jakkolwiek by nie było, poczułam nieadekwatność ekmek parasi i dziwny niepokój związany z tym, co to stwierdzenie oznacza. Ekmek parası, podróż za chlebem, kojarzy mi się z takimi czasami i sytuacjami, kiedy rzeczywiście brakuje podstawowych środków do życia i kiedy chleb – symboliczna podstawa pokarmu– staje się dobrem najbardziej pożądanym na świecie, a faktyczny post o chlebie i wodzie wymarzoną i wyczekiwaną ucztą.

Nie lubię tego stwierdzenia. Nie dlatego, że mówi o biedzie i głodzie, ale dlatego, że często pojawia się w sytuacjach sygnalizując nie faktyczny niedostatek, ale stan umysłu, w którym człowiek koncentruje się i zadowala się zaspokajaniem minimum: w sformułowaniu pieniądze na chleb nie chodzi jedynie o środki na pieczywo, ale o szereg podstawowych potrzeb takich jak pożywienie, bezpieczne schronienie, ubranie (przypomnę przytaczaną już przeze mnie piramidę potrzeb Masłowa). Kojarzy mi się ze stanem, w którym pełny żołądek jest maksimum nasycenia i szczęścia. Nie ma innych planów na przyszłość, chęci rozwoju, ciekawości świata, motywacji do nauki, przyjemności płynącej choćby ze sportu, tańca, muzyki, czytania książki, wąchania kwiatków, podróży, wolności.  Stwierdzenie, że robi się coś dla pieniędzy na chleb słyszę często z ust osób, których dziadkowie i babcie być może pamiętają czasy niedostatku, ale które same żyją w materialnym pseudo-dobrobycie: mają dom, samochód i zmywarkę, a szafę i lodówkę wypełnione po brzegi. Jednak jeśli ktoś myśli w kategorii „pieniędzy na chleb” łatwo może wpaść w pułapkę strachu przed biedą i pozornego zaspokojenia potrzeb ilością zamiast jakości. Używając nie do końca tylko symbolicznej metafory, codziennie kupuje i zjada olbrzymi, napompowany biały chleb pełen węglowodanów i spulchniaczy, ale zupełnie pozbawiony substancji odżywczych: witamin i minerałów. Kupuje niemal hurtowo najtańsze, prawie jednorazowe ubrania na bazarze. Śledzi promocje w dodatkach handlowych do gazet by kupić kilogramy mąki i litry oleju. I w sumie jest zadowolony/a, że ma wszystko, czego potrzeba.

otwarcie ludowej piekani, źródło http://www.usak.bel.tr/icerik/Halk-Ekmek-Fabrikasina-Goerkemli-Acilis.htmlKolejnym powodem, dla którego nie lubię ekmek parası jest to, że pozwala łatwo manipulować tłumem. Zaprogramowanymi na zaspokajania podstawowych potrzeb ludźmi łatwo zarządzać, wystarczy dać im symboliczny chleb i zrobić to w atmosferze wielkiego wydarzenia które ma świadczyć o tym, że darczyńca jest sługą ludzkości. Na fotografiach z otwarcia piekarni rządowej w Uşak widać rytuał dawania i brania: „darczyńca” ubrany w siwy garnitur daje bochenek chleba kobiecie z dzieckiem, kobiecie w chuście, starszemu mężczyźnie. Dla osób, które pamiętają – nawet z przekazu starszych – czasy biedy, to mocny i sugestywny symbol, który powoduje wzruszenie i wdzięczność. Zastanawiam się, co było w Uşak zanim otwarto wspomnianą rządową piekarnię?

Chleb, woda, powietrze, bezpieczne schronienie, to podstawowe prawa człowieka, których niezaspokojenie jest wstydem, a zapewnienie moralnym obowiązkiem dobrze działającego rządu. Są inne płaszczyzny, na których można się wykazać i którymi można się pochwalić. Przypomina mi się jedna z usłyszanych w TV wypowiedzi premiera Turcji, w której podkreślał swoje zasługi dla Stambułu mówiąc że to on doprowadził wodę do wielu dzielnic, to on zbudował drogi, itd. Heroiczna konwencja towarzysząca narracjom o wykonywaniu podstawowych obowiązków pracy polityków to z pewnością powszechne i skuteczne narzędzie zarządzania tłumem. Mam jednak czasem wrażenie, że wielu osobom wystarczą chleb i igrzyska; a te tureckie media zapewniają ile dusza zapragnie emitując (ocenzurowane) „rozrywkowe” programy i telenowele.

O chlebie:

Największą firmą produkującą chleb w Stambule jest państwowa spółka IHE – Stambulski Chleb Ludowy – wytwarzająca wiele rodzajów pieczywa. W lutym tego roku premier Turcji deklarował wprowadzenie do IHE kampanii promującej zamiast białego i niezdrowego, zdrowego, pełnoziarnistego pieczywa o niskiej zawartości soli. Prawie rok po jego medialnej wypowiedzi, cennik IHE działa bez zmian: 300 gramowy bochenek z białej mąki kosztuje 0,50 TL, a organiczny pełnoziarnisty 2,00 TL. Nikogo nie przekona fakt, że ten drugi waży 500 gram i że na dłużej nasyci jedzącego: dla przeciętnego mieszkańca tzw. klasy średniej liczy się to, że za 2 TL można kupić więcej, bo aż cztery optycznie większe chleby. Co ciekawe, wielu moich rozmówców pamięta wypowiedź premiera jako wyraz troski –  powiedział, co jest zdrowsze, zatroszczył się o zdrowie – jednak nie wpowadzają zalecenia w czyn tłumacząc, że biały jest tańszy. Inni z kolei podśmiewują się z wspomnianej wypowiedzi twierdząc, że premier może sam je wszystko organic, bo na pewno go na to stać, ale zwykłych ludzi nie stać już na nic, skoro wszystko drożeje. Faktycznie, w ciągu ostatnich kilku lat nawet białe pieczywo IHE podożało prawie dwukrotnie.

Reklamy

Autor: Eyen

Początki mojej etnograficznej przygody sięgają laboratorium etnograficznego na warszawskiej etnologii w ramach którego miałam szansę pojechać na pierwsze badania terenowe do zachodniej Macedonii. Przez kolejne lata byłam zaangażowana w badania dokumentujące relacje społeczne i etniczne na pograniczu macedońsko-albańskim oraz migrację z Macedonii do Włoch. Przez kilkanaście miesięcy mieszkałam w stolicy Macedonii, Skopje, jako stypendystka programu CEEPUS, oraz wolontariuszka programu Młodzież w Działaniu. Równolegle do antropologii ukończyłam magisterskie studia z ochrony środowiska w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego i przez rok po obronie pracowałam jako koordynatorka projektu promującego recykling w jednym z Warszawskich stowarzyszeń. W styczniu 2011 dostałam się na studia doktoranckie jako stypendystka programu TUBITAK-BIDEB na uniwersytecie Yeditepe i przeprowadziłam się do Turcji. Moje badania dotyczyły tożsamości muzułmanów z zachodniej Macedonii w kontekście migracji i więzi z Turcją. Od roku 2017 kontynuuję studia na wydziale antropologii Uniwersytetu Oslo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s