Narracje wokół Parku Gezi

taksim a few days agoKiedy trzy dni temu byłam na placu Taksim i spacerowałam przez Park Gezi, czułam się tak, jakbym przeniosła się na obchody Dnia Ziemi na warszawskich Polach Mokotowskich: organizacje pozarządowe rozłożyły swoje stoiska i namioty, a w powietrzu wyczuwalne było coś, co wymyka się codziennej rutynie i nieodparcie kojarzy się ze swobodą i wolnością. Dziesiątki, setki osób o poglądach, które najprościej można nazwać alternatywnymi i niestandardowymi, ludzi, którym młodość (ducha i/lub ciała) daje siłę myśleć samodzielnie i nierzadko pod prąd. Myśleć, i mieć odwagę głośno wyrazić swoje przekonania.

Dziś rano policja zaatakowała protestujących w Parku Gezi. Gaz pieprzowy, armatki wodne, plastikowe naboje. Zburzono barykady, ściągnięto antyrządowe banery. Wieczorem ludzie znów zaczęli gromadzić się na placu Taksim, i policja pojawiła się ponownie. Na portalach społecznościowych czytam komentarze osób, które są na placu: policja zaatakowała gazem, ukryliśmy się w sklepie; policja sprowokowała atak, wysyłając prowokatorów, którzy rzucali w policję koktajle Mołotowa; nie ustąpimy, nadal będziemy kontynuować pokojowy protest, nie zgadzamy się z faszyzmem i nadużywaniem władzy.

Na kanale NTV burmistrz (?) Stambułu wygłasza kwiecistą przemowę o tym, że na placu Taksim tak na prawdę zgromadził się margines społeczny  i apeluje do rodziców, żeby zachęcili swoje dzieci do powrotu do domu: na placu Taksim jest niebezpiecznie, z powodu obecności licznych grup marginalnych. Cokolwiek miałby margines znaczyć, z pewnością Park Gezi nie należy w tym momencie do miejsc bezpiecznych i spokojnych na ulicach policja, dym i ogień.

Zaczęło się od tego, że premier Turcji wydał decyzję w sprawie przebudowy placu Taksim. W projekcie przewidział m.in. wycinkę drzew w niewielkim parku przy placu Taksim – zamierzał zbudować tam centrum handlowe. Kto nie mieszka w Turcji, ten nie wie, że większość ważnych decyzji zapada właśnie w taki sposób: premier wypowiada Słowo, i natychmiast wprowadza je w czyn. Nie ma konsultacji społecznych, referendów, nie ma płaszczyzny dyskusji z opozycją lub z sektorem pozarządowym.

Tym, którzy nie zgadzają się z decyzjami rządu, pozostaje zatem forma protestu. Reprezentacyjna grupa osób, którym nie podobała się decyzja premiera, zorganizowała pokojowy protest w Gezi parku, swoją obecnością mówiąc „nie”. Premier Turcji nie lubi sprzeciwu, zareagował więc ostro. Pokojową grupę protestujących zaatakowała policja, używając armatek wodnych, gazu pieprzowego, i przemocy.

Protestujący nie ustępowali, policja atakowała, a media milczały. Podczas gdy facebook i twitter wrzały od relacji z protestu, mainstreamowe media emitowały pokazy miss i filmy przyrodnicze. Gdyby policji udało się przepędzić protestujących, o wydarzeniach w Gezi parku prawie nikt by się nie dowiedział.

Przebieg wydarzeń większość z Was zna z mediów: rozpoczęły się protesty w innych miastach, media nie mogły już milczeć, i nagle cały świat zakipiał od fotografii i relacji z Turcji: arabska wiosna, rewolucja, przewrót. Narracje na temat tego, co dzieje się w Turcji, rozkwitły według wielu różnych interpretacji i domniemanych scenariuszy; czasem tak bardzo odbiegających od zdowego rozsądku, że nie chce się wierzyć, że zostały wypowiedziane.

Na przykład na facebooku pojawiły się informacje o tym, jakoby protestujący zostali opłaceni; cytuję:

„Slyszeliscie o nowych odkryciach, że osoby które rozpoczeły i organizowały demonstracje w Tr, byly sponsorowane? otrzymywali od 100-300 tl za udzial w protestach…Wandalom rowniez placono za podsycanie sytuacji… Dodatkowo prawie 60% materialow i zdjec w internecie bylo zmienianych w programach komputerowych i zawieraly duze przeklamania…Ostatnimi czasy bardzo duzo pieniedzy przeplywalo z USA i FRANCJI do Turcji… tak jak to odbywalo sie za czasow Arabskiej Wiosny..w krajach polnocnej Afryki…. Czyzby ta cala sytuacja miala jakies duzo GLEBSZE dno ? niz tylko problemy ludu z Panem Erdoganem ???”

Ci, którzy popierwają partie rządzącą, na prawdę wierzą, że protesty są wynikiem spisku państw sąsiednich, który ma na celu osłabienie pozycji Turcji w Europie.

Bo przecież wszyscy wiedzą, że Turcja Tygrysem Europy jest.

Faktycznie, podczas ostatnich 10 lat rządów AKP Turecka ekonomia rozkwitła: modernizacja miast, wzrost PKB, wiele pro-społecznych zmian (jak choćby wprowadzenie obowiązku ubezpieczenia zdrowotego).  Jednak to, że stało się to za rządów konkretnej partii nie oznacza, że ta partia dokonała cudu. Jej sprzymierzeńcem był czas, specyficzne uwarunkowania, w których taki rozwój był możliwy. Faktycznie partia rządząca wykorzystała okoliczności całkiem nieźle, ale nie wyczarowała mocy tureckiej ekonomii: być może inna partia zrobiła by to gorzej, lepiej, być może tak samo, lub po prostu inaczej.

Osoby, które chwalą obecego premiera za rewelacyjne rządy i rozwój ekonomiczny Turcji nie widzą, że PKB wcale nie świadczy o faktycznym dobrobycie i rozwoju. Podczas gdy w krajach UE standardy środowiskowe regulują nowe inwestycje, w Turcji gospodarkę swobodnie można nazwać środowiskowo łupieżczą. Protest w Gezi parku słusznie zwrócił uwagę na problem ekologiiw Turcji, i nie chodzi tu o kilka drzew, ale o to, że turecka gospodarka zdaje się rozwijać samowolnie i beztrosko. Państwowe elektrownie wylewają do Morza Marmara nieoczyszczoną wodę (cieplejszą o 5 stopni niż woda pobierana – a kto ma podstawowe pojęcie o ekologii wie, że „jedynie” 5 stopni to poważna zmiana w ekosystemie; jednak ochłodzenie wypuszczanej wody do odpowiedniej temperatury znacznie zwiększyły by kosztu produkcji energii). Nie ma systemów segregacji odpadów, torebki foliowe królują na każdym kroku, żywność proukowana jest bez certyfikatów, często sprzedaje się warzywa/owoce/zioła z przydrożnych upraw z bukietem tablicy Mendelejewa gratis; ale przezcież jedzenia jest w bród;) Zimą wiele rodzin w miastach pali w piecach starymi meblami, nawet nie wiedząc o tym, że w ten sposób wypuszczają w powietrze pakiet trucizn, który wróci wraz z wodą deszczową do nich i do ich dzieci. I do wszystkich wokół. Nadal buduje się bez planu zagospodarowania przestrzennego. Parki, lasy, skwerki to przestrzeń deficytowa. Wiele budynków, na przykład w Stambule, powstało i stoi „na dziko”. Wiele firm i fabryk produkuje być może taniej niż w Europie, ale bez troski o ochronę środowiska, o przepisy bhp, o ochronę pracowników. Widok budowniczych na rusztowaniach bez żadnego zabezpieczenia, pracowników fabryk bez masek, nie jest wTurcji niczym nietypowym.

Jednak protest w Parku Gezi parku nie był i nie jest protestem przeciwko partii rządzącej AKP. Jest i był formą sprzeciwu wobec postępowania władzyw Turcji, która jest, delikatnie mówiąc, autorytarna. Premier Turcji uparcie powtarza, że został wybrany w demokratycznych wyborach, zatem ma prawo podejmować wszelkie decyzje. Faktycznie, w wyborach 3 lata temu partia rządząca uzyskała ponad 50% poparcie, jednak w prawdziwej demokracji  (zakładając, że taka w praktyce istnieje;)) powinno uwzgędniać się głos opozycji. Tymczasem w Turcji opozycja jest ignorowana, i w ogóle nie bierze si pod uwagę sektora pozarządowego. Konsultacje społeczne, spotkania mieszkańców z gminami, referenda, rzetelne badania opinii publicznej – to w Turcji utopia, a dla premiera Turcji niepotrzebne zawracanie głowy: przecież wie najlepiej.

Pieniądze, którymi partia rządząca realizuje swoje decyzje pochodzą z podatków wszystkich obywateli, nie z owych 50% które głosowały na AKP,  i których rządania rzekomo realizuje. Rzekomo – bo nie wierzę, żeby każdy z głosujących rzeczywiście znał/a i rozumiał/a program polityczny partii, jej cele i racje. Podobnie, jak w innych krajach, o wyborach politycznych często decydują emocje, więzi ideologiczne, pokrewieństwa, przynależność lokalna, a nie świadoma zgoda z programem partii.

Wiele osób jednak uparcie twierdzi, że protesty w Turcji są przeciwko partii AKP, przeciwko religii, przeciwko Turcji w ogóle.

Rzeczywiście, ideologicznie Turcja jest podzielona. Nie trzeba być socjologiem, żeby wiedzieć, że we współczesnej Turcji współzawodniczą (co najmniej) dwa główne ruchy ideologiczne. Pierwsza grupa to, w sporym uproszczeniu Kemaliści, którzy podążając za myślą Ataturka postulują świeckość państwa, podkreślają ważność narodowości turecką, kładą nacisk na postęp i edukację. W państwie Ataturka są szkoły koedukacyjne, zachodnie stroje, i anyżkowa raki na stole. Jest równouprawnienie kobiet i mężczyzn, nie na za to miejsca na chusty i inne otwarte formy ekspresji religijnej.

Drugą grupę często nazywa się Islamistami. Należą do niej osoby, w których tożsamości religia zajmuje istotne miejsce i które uważają, że mają prawo do awnej ekspresji wyznania. Co więcej, często uważają, że bycie Turkiem jest równoznaczne z byciem Muzułmaninem sunnitą (podonbnie jak Polak=katolik). Premier Turcji i jego żona, któa na wszystkich wystąpieniach publicznych odważnie pojawia się w chuście, to długo oczekiwany symbol dla tych, którzy w państwie Ataturka pozostawali w cieniu.

Problem polega na tym, że obie grupy wierzą, że są dla siebie nawzajem zagrożeniem: przywileje dla jednych mają automatycznie ograniczać swobodę drugich. Obawa i nieufność nie są bezpodstawne. Przez wiele lat w Turcji obowiązywał faktyczny zakaz noszenia chust; obecny premier przymyka oko na  chusty, a wprowadza zakaz sprzedarzy alkocholu po 22 i zwiększa podatki na wyroby alkoholowe i tytoniowe. Ponadto, wspiera i promuje szkoły religijne i stara się kreować własną wersję historii, odmienną od wersji aktualnej w Turcji Ataturka.

Nie znaczy to, że obecna partia nie robi dobrych rzeczy; misjonarze chrześcijańscy w wielu krajach bez wątpienia udzielają pomocy medycznej, wspierają szkolnictwo, akcje humanitarne – tak jak partia rządząca wspiera ubogich np. wprowadzając ubezpieczenie zdrowotne czy rozdając węgiel.  Altruizmu jednak nie ma, a to, co jest, to ideologiczno ekonomiczne coś-za-coś. Czy to etyczne – sami osądźcie.

Niektórzy obawiają się, że parta rządząca stopniowo zmierza do wprowadzenia szariatu,  ogranicza prawa obywatelskie.

Wielu Turków i Turczynek faktycznie Erdogana nie lubi. Duża część z nich to osoby wykształcone, oczytane, o poglądach, które można nazwać liberalnymi. Choć wśród tej grupy najbardziej widoczni ą ateiści, anarchiści i antykapitaliści, wielu przeciwnikównie-zwolenników partii rządzącej to osoby wierzące i praktykujące, które po prostu nie zgadzają się z ideologią partii uznając ją naczęściej za zbyt agresywną.

Na zakończenie wrócę do internetowych dyskusji wokół protestu. Wśród komentarzy krytykujących protestujących pojawiają się głosy twierdzące, że  przecież w Turcji żyje mi się lepiej! Tak, jakby osobista historia osoby komentującej wydarzenia świadczyła o sytuacji w całym kraju. Rzeczywiście, w Turcji można mieć wrażenie życia jak w bańcei. Preblemów nie ma, bo się o nich milczy, jest za to radosna konsumpcja na Bajram i Dzień Matki, bezpłatne minuty w telefonii komórkowej (dróższej niż w Europie), podwyżki cen, cenzura mediów (nawet papierosy w filmach zasłonięte są kreskówkowym kwiatkiem!). Idylla, sielanka, utopia.

Z pewnością w Turcji całkiem nieźle żyje się tej części osób, której odpowiada patrarchat; tej grupie Pań, które realizują się jako opiekunki domowych ognisk. Wiele kobiet w Turcji po zawarciu związku małżeńskiego nie jest aktywna zawodowo, zajmując się domem i dziećmi bo Turcja jest przyjaznym środowiskiem dla ev hanimi. Po pierwsze, kulturowo taki stan rzeczy jest akceptowalny, nawet w niektórych kręgach preferowany, w odróżnieniu do współczesnego podejścia w Polsce, które promuje kobietę aktywną zawodowo i niezależną. Po drugie, taki stan rzeczy jest umocniony ekonmicznie i prawnie. Tak zwany „gender gap” w Turcji jest faktem: większość stanowisk kierowniczych obejmują mężczyźni, a różnice w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn są niemalże „naturalne”: bo przecież On musi zarobić na cały dom, a Ona zbiera na swoje wydatki.

Jak zawsze, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia…

Na ulicach, w mediach, w sklepach, w kawiarniach, głównym tematem rozmów jest Taksim. Jeden z moich znajomych powiedział dziś coś, o czym wiele osób być może woli nawet nie myśleć: oby wydarzenia w Turcji nie potoczyły się podobnym torem, co w Iranie. Już teraz pojawiają się informacje o aresztach osób zaangażowanych w protesty  (jak np.  kilkudziesięciu prawników), deportacji cudzoziemców podejrzanych o działania na placu Takism. Dzisiejsza interwencja policji na Placu pokazała, że premier wierzy w demokrację 50%; setki tysięcy protestujących to grupy marginesu, prowokatorzy, przeciwnicy rządu i podżegacze. Grupa całkiem spora, jak na margines.

t2

Advertisements

Autor: Eyen

Od kilku lat zajmuję się etnologią i antropologia Bałkanów, głównie Macedonii. W ramach laboratorium etnograficznego na warszawskiej etnologii prowadziłam badania terenowe o tematyce genderowej w zachodniej Macedonii. Następnie już w lipcu 2007 pojechałam do Włoch, by choć przez kilka dni poobserwować życie pechalbarów - migrantów z Macedonii. Równolegle, przez prawie dwa lata byłam zaangażowana w badania w ramach grantu MENiSW "Relacje społeczne i etniczne na pograniczu macedońsko-albańskim", pod przewodnictwem Karoliny Bielenin-Lenczowskiej. W lutym 2008 po raz piąty przyjechałam do Macedonii, tym razem na stypendium do Skopje, by przez kilka miesięcy choć trochę poznać "normalne", codzienne życie tego miasta. Prozaiczny brak czajnika elektrycznego, pralki, czy kulturowego nawyku picia herbaty posiadały swoisty urok i prowokowały, by poddawać w wątpliwość znaczenie słowa "powrót". Już w styczniu 2009 po raz kolejny pakowałam się do Skopje, tym razem na dziewięć miesięcy, jako przyszła wolontariuszka programu Młodzież w Działaniu. Pracując dla organizacji Kreaktiv, prowadziłam warsztaty z ekologii i rękodzieła, pracowałam z młodzieżą Romską i realizowałam projekt genderowego treningu w Skopje. W "międzyczasie", odwiedziłam Tiranę, Sarajevo, Sremski Karlovci... by za każdym razem tęsknić za Skopje. Równolegle do antropologii studiowałam także ochronę środowiska w warszawskiej sggw. Po kilku przerwach w studiowaniu, w grudniu 2010 w reszcie obroniłam mgr ze specjalizacji ochrona przyrody. Przez rok pracowałam jako koordynatorka projektu promującego recykling w jednym z dużych ngo-sów w Warszawie, po czym w styczniu 2011 dostałam się na studia doktoranckie w Stambule na uniwersytecie Yeditepe. Moje badania dotyczą współczesnych migracji z Macedonii do Turcji. Równolegle, współpracuję przy projekcie badającym ponadpaństwowe więzi łączące migranów Macedońskich we Włoszech... Od stycznia 2011 mieszkam w Stambule. Studiuję na studiach doktoranckich w instytucie Antropologii na Yeditepe University, prowadząc badania o trans-granicznych więziach pomiędzy Macedonią i Turcją (tak bardzo, bardzo ogólnie mówiąc;)). Od niedawna piszę bloga także o moich doświadczeniach z Turcji. Główny punkt podróży ciągle się przesuwa. Ima vreme.

4 thoughts on “Narracje wokół Parku Gezi”

  1. Bardzo ciekawe podsumowanie. Teraz, oprócz papierosów, będą też rozmazane sceny z alkoholem. Odnośnie kobiet na wysokich stanowiskach, to akurat w moje pracy jest odwrotnie. Kobieta zajmuje najwyższe stanowisko w firmie. No ale ja pracuję w międzynarodowej korporacji.

    1. wyjątki potwierdzają regułę;) poza tym faktycznie wiele Turczynek, szczególnie z zamożnych rodzin, to kobiety wykształcone, zawodowo aktywne. Tu jednak miałam na myśli stanowiska w sektorze państwowym.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s