Akademia Yogi

Chodzę na yogę. O wyborze miejsca zdezydowała strategia logistyczno-ekonomiczna: najbliżej mnie, w Bakirkoy, niedzielne zajęcia yogi dla studentów kosztują 20TL za 4 seanse. To prawie nic, biorąc pod uwagę ceny normalnych karnetów.

Ok, nie jest to iyinegar, mój chyba ulubiony system, który zdarzyło mi się trochę poćwiczyć w Pl, i który sprawiał, że po zajęciach wychodziłam co najmniej o 1cm wyższa i czułam nawet najdrobniejsze mięśnie. Google powiedziała mi, że system Iynegara jest w kilku miejscach w Stambule, ale 1:daleko (najbliżej to Osmanbey, co oznacza dla mnie ok 1,5h podróży w jedną stronę), 2: drożej (ok 160tl za miesiąc przy opcji: karnet).

Pogodziłam się zatem z yogą po turecku, na której głównie leżymy w cieniu, oddychamy głęboko, wyobrażając sobie narządy wewnętrzne. W pokoju z fioletowymi ścianami, na fioletowych matach, pod głosem dziewczyny w białym wdzianku, uczę się zatem sztuki relaksu.

Po czterech zajęciach muszę przyznać, że rzeczywiście zaczyna mi się podobać. Na pewno gdybym znała lepiej turecki i rozumiała te wszystkie słowa opisujące najdrobniejsze narządy wewnętrzne i najbardziej wykwintne techniki oddychania i odprężania, szło by mi jeszcze lepiej. Ale i tak nie narzekam. Już na trzecich z rzędu zajęciach „odkryłam”, że jeśli przestanę myśleć o tym, jak to było na innych zajęciach w Polsce i doszukiwać się lokalnych, kulturowych znaczników, skorzystam znacznie więcej. Nic tak nie pomaga w życiu jak auto: ironia, -refleksja, i szczypta -dystansu.

Reklamy

Autor: Eyen

Od kilku lat zajmuję się etnologią i antropologia Bałkanów, głównie Macedonii. W ramach laboratorium etnograficznego na warszawskiej etnologii prowadziłam badania terenowe o tematyce genderowej w zachodniej Macedonii. Następnie już w lipcu 2007 pojechałam do Włoch, by choć przez kilka dni poobserwować życie pechalbarów - migrantów z Macedonii. Równolegle, przez prawie dwa lata byłam zaangażowana w badania w ramach grantu MENiSW "Relacje społeczne i etniczne na pograniczu macedońsko-albańskim", pod przewodnictwem Karoliny Bielenin-Lenczowskiej. W lutym 2008 po raz piąty przyjechałam do Macedonii, tym razem na stypendium do Skopje, by przez kilka miesięcy choć trochę poznać "normalne", codzienne życie tego miasta. Prozaiczny brak czajnika elektrycznego, pralki, czy kulturowego nawyku picia herbaty posiadały swoisty urok i prowokowały, by poddawać w wątpliwość znaczenie słowa "powrót". Już w styczniu 2009 po raz kolejny pakowałam się do Skopje, tym razem na dziewięć miesięcy, jako przyszła wolontariuszka programu Młodzież w Działaniu. Pracując dla organizacji Kreaktiv, prowadziłam warsztaty z ekologii i rękodzieła, pracowałam z młodzieżą Romską i realizowałam projekt genderowego treningu w Skopje. W "międzyczasie", odwiedziłam Tiranę, Sarajevo, Sremski Karlovci... by za każdym razem tęsknić za Skopje. Równolegle do antropologii studiowałam także ochronę środowiska w warszawskiej sggw. Po kilku przerwach w studiowaniu, w grudniu 2010 w reszcie obroniłam mgr ze specjalizacji ochrona przyrody. Przez rok pracowałam jako koordynatorka projektu promującego recykling w jednym z dużych ngo-sów w Warszawie, po czym w styczniu 2011 dostałam się na studia doktoranckie w Stambule na uniwersytecie Yeditepe. Moje badania dotyczą współczesnych migracji z Macedonii do Turcji. Równolegle, współpracuję przy projekcie badającym ponadpaństwowe więzi łączące migranów Macedońskich we Włoszech... Od stycznia 2011 mieszkam w Stambule. Studiuję na studiach doktoranckich w instytucie Antropologii na Yeditepe University, prowadząc badania o trans-granicznych więziach pomiędzy Macedonią i Turcją (tak bardzo, bardzo ogólnie mówiąc;)). Od niedawna piszę bloga także o moich doświadczeniach z Turcji. Główny punkt podróży ciągle się przesuwa. Ima vreme.

3 thoughts on “Akademia Yogi”

      1. Ja się nigdy nie zebrałam, żeby chodzić i czasowo mi nie pasuje, ale koleżanka z pracy polecała. Wydaje mi się, że jest wiarygodna w tym temacie. Wręcz polecała jedno z miejsc po stonie azjatyckiej ze względu na to, że jeden z cihangirowych nauczycieli prowadzi tam zajęcia.

        Jeżeli chodzi o jogę, to mam dosyć wysokie wymagania. Chodziłam na zajęcia do Leszka Kawy w Wawie i może nie było to najpiękniejsze miejsce, ale przede wszystkim kładło się nacisk na ćwiczenia, a nie wystrój i trendy.

        Podobne miałam wrażenie, które opisujesz, po pierwszych zajęciach. Sunęłam po Marszałkowskiej 30 centymetrów ponad chodnikami.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s