Są kobiety pisolety, jak rakiety

Wczoraj byłam na dwóch babskich spotkaniach. Na pierwsze zaprosiła mnie sąsiadka; do jednego z mieszkań w moim budynku późnym latem wprowadziła się nowa rodzina. Zgodnie ze zwyczajem, gospodyni domu zaprosiła kobiety z innych mieszkań na pogawędki przy kawie, herbacie i kilogramach jedzenia. Na wejściu dostałam kawę i po przywitaniu się ze wszystkimi usiadłam na kanapie obok sąsiadki z przeciwka. W sumie oprócz mnie przyszło pięć innych kobiet, więc razem z gospodynią i moją skromną osobą było nas siedem. Przy stole z boku siedział kilkuletni syn sąsiadki – nazwijmy ją Fatma – i cały czas uważnie przysłuchiwał się rozmowie. A było czemu, bo takie spotkanie to prawdziwa wymiana biografii w pigułce i życiowych patentów.

Choć spotkanie cały czas brzmiało jak spokojna, swobodna rozmowa, wszystkie kobiety – poza najstarszą, sędziwą już babcią – odpowiedziały na podobny zestaw pytań: ile masz lat, czy masz męża, dzieci? Czy pracujesz, czym się zajmuje twój mąż i najbliższa rodzina? Skąd jesteś?Wbrew pozorom nie byłam jedyną „przyjezdną”. Chciaż faktycznie mój dom jest najdalej i nadal kaleczę Turecki, większość Istanbullu (Stambulczyków) w tym mieście też pochodzi z zupełnie innych stron i nierzadko mówi dialektem. I tak Fatma i jej mąż przyjechali z rejonu Morza Czarnego, Nur pochodzi z Grecji, a mąż Ayse jest Albańczykiem ze Skopje. Choć wszystkie kobiety urodziły się i wychowały w Turcji, przedstawianie się często brzmi następująco: jestem z Marmaris, ale przybyliśmy z Grecji (Yunanistan`dan gelik). Fatma wyszła za mąż jako szesnastolatka, ale swoją nastoletnią córkę posłała na studia do innego miasta. Nur rozwiodła się trzy lata po ślubie i samotnie wychowuje dorastającego syna. Ayse od wielu lat czeka na dziecko, a Gulistan ma córkę.

Plotki, plotki, ale najciekawsze dla mnie było to, że chociaż żadna z kobiet nie jest zatrudniona i teoretycznie jest „gospodynią domową”, każda ma jakiś sposób na zarobienie pieniędzy, najczęściej pracując w domu. Nawet podczas spotkania Gulistan dziergała na drutach kamizelkę, a Nur i Ayse związywały cienkim sznureczniem elementy przyszłej metki: plakietkę, metalowe serduszko i kółeczko. Za zrobienie tysiąca sztuk dostaną pięć lir tureckich (ok.8,50 PLN). Fatma przyniosła ręcznie obrabiane misternymi kolorowymi koronkami chustki, które sprzedaje w okolicach Aksaray. Nur z kolei zapisała się na bezpłatny kurs szycia i robi na zamówienie ozdobne poduszki, zasłonki, a uczy się szyć kołdry. Ayse, która jako jedyna poza mną nie miała na włosach tradycyjnej chustki (nie chodzi o hijab, ale luźno zawiązaną wiejską chustkę) i ubrana była w dżinsy, sprzedaje kosmetyki z katalogów trzech różnych firm, potrafi salonowo wyregulować brwi i profesjonalnie … wróży z fusów. Jeśli dodać do tego zamiłowanie do reiki, Ayse to wypisz wymaluj współczesna czarownica, choć wcale nie stara i całkiem nowoczesna.

Gdybym właśnie szukała sposobu na zdobycie pieniędzy, po spotkaniu widziałabym już: gdzie mogę zapisać się na bezpłatny kurs szycia, krawiectwa i rękodzieła, gdzie najlepiej sprzedać moje wyroby, i kto na pewno mi zapłaci, jeśli zgodzę się bez żadnej umowy składać w domu wspomniane metki.

Przypomniały mi się od razu zasłyszne już wiele razy  historyjki o„złotych spotkania” kobiet, czyli babski kredyt bez oprocentowania. Krewna mojego znajomego co miesiąc brała udział w spotkaniach „na kisir”, podczas których każda z kobiet wyciągała z portfela 100 lir (ok 170 PLN), które trafiały do rąk jednej, co miesiąc innej kobiety. Z kolei znajome koleżanki podczas spotkań wymieniały się właśnie złotą monetą.

Kobiety są silne w podziemiach. Prawie nie ma ich w programach opiniotwórczych ani na głównych stronach polityki, najczęściej za to widać je zawieszone w oknach, przez które wyglądają na ulicę i szyby sąsiadek. Wychowują też przyszłych polityków i opiniotwórców; kilkuletni syn Fatmy słuchał wszystkiego, o czym rozmawiały podczas kilku godzin. Jednak kiedy dorośnie, podobnie jak wielu jego kolegów być może zacznie przesiadywać w kirathane i głośno mówić, jakie to „babskie” sprawy są błahe, nieważne i głupie.

Drugie babskie spotkanie dnia wczorajszego, choć oddalone o zaledwie kilka kilometrów, odbyło się w zupełnie innej czasoprzestrzeni. Wieczór panieński moich dwóch koleżanek Polek, w gronie samych Polek w zaprzyjaźnionym barze na Taksim to historia na zupelnie inną porę.

Płynne przechodzenie pomiędzy zupełnie różnymi na pierwszy rzut oka kontekstami podobno nie jest niczym dziwnym w Stambule. Autor „Zabójcy z miasta moreli” posługuje się tu metaforą mostu, nazywając mostem każdego Turka i Turczynkę, która rano pije kawkę z babcią w chustce a wieczorem szaleje na imprezie na Taksim. Jednak most zakłada łączenie czegoś, co w pewien sposób wzajemnie się wyklucza (dwa brzegi tej samej rzeki są zawsze odmienne i często współzawodniczą) i pochodzi z innych światów. Przychodzi mi na myśl kolejna metafora, tym razem dość popularne „zderzenie kultur„. Nie lubię tego sformułowania, gdyż sugeruje,  że kultura jest jakimś spójnym,  wewnętrznie zgodnym i wyodrębnionym bytem, który w dodatku posiada usystematyzowany kierunek ruchu. Faktycznie,  „zderzenie” dokonuje się w umyśle obserwatorki, która widzi lub czuje że właśnie nastąpiła kolizja wartości, znaczeń, i spotyka się coś, co pozornie zupełnie do siebie nie pasuje.

Czy aby na pewno kobieta w chuście i wychodząca na taksim pochodzą z zupełnie innych światów, które spotykając się „zderzają” ze sobą? Na ścianie w pokoju Fatmy – kobiety w wiejskiej chustce – wisiało zdjęcie jej córki: umalowanej, o długich rozpuszczonych włosach, ubranej w wieczorową, wydekoltowaną czerwoną sukienkę. W salonie Fatmy stał też telewizor, a w pokoju jej syna komputer. Czy współcześnie na prawdę coś jeszcze się ze sobą „zderza”, tak, jakgdyby wcześniej nie wiedziało o swoim istnieniu?

Reklamy

Autor: Eyen

Początki mojej etnograficznej przygody sięgają laboratorium etnograficznego na warszawskiej etnologii w ramach którego miałam szansę pojechać na pierwsze badania terenowe do zachodniej Macedonii. Przez kolejne lata byłam zaangażowana w badania dokumentujące relacje społeczne i etniczne na pograniczu macedońsko-albańskim oraz migrację z Macedonii do Włoch. Przez kilkanaście miesięcy mieszkałam w stolicy Macedonii, Skopje, jako stypendystka programu CEEPUS, oraz wolontariuszka programu Młodzież w Działaniu. Równolegle do antropologii ukończyłam magisterskie studia z ochrony środowiska w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego i przez rok po obronie pracowałam jako koordynatorka projektu promującego recykling w jednym z Warszawskich stowarzyszeń. W styczniu 2011 dostałam się na studia doktoranckie jako stypendystka programu TUBITAK-BIDEB na uniwersytecie Yeditepe i przeprowadziłam się do Turcji. Moje badania dotyczyły tożsamości muzułmanów z zachodniej Macedonii w kontekście migracji i więzi z Turcją. Od roku 2017 kontynuuję studia na wydziale antropologii Uniwersytetu Oslo.

2 thoughts on “Są kobiety pisolety, jak rakiety”

  1. Komu oceniać, co do siebie pasuje, a co nie? 😉 Druga sprawa: mówiąc o kulturze i o takich „zderzeniach”, mówi się najczęściej o tym, co widzialne. O imprezach, o chustce. Tymczasem teyze w chustce i dziewczyna, która potrafi nie zapijać kielicha, mogą mieć, o dziwo, dokładnie te same wartości, tych samych bohaterów, te same symbole.

    1. O to mi właśnie chodziło:))) To, co się zderza, to najczęściej nasze własne wyobrażenia i kategoryzacje, które – chcąc nie chcąc – mamy (cudowne media…) Mało kto pyta dziewczynę w chustce, dlaczego ją nosi i w co sądzi o mini;))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s