Hipstersko czy „po pańsku”? Krótka notka o mieszkaniach w Istanbule

Istanbul to ogromne miasto, miasto-grzybnia, i przekonuję się o tym zawsze wtedy, kiedy muszę cokolwiek załatwić. Kilka dni temu dostarczenie pliku wydrukowanych kartek  na Uniwersytet Bogazici zajęło mi prawie 5 h – pięć godzin. Prawie półtorej godziny maltretowania w metrobusie i autobusach w każdą ze stron, poszukiwania odpowiednich sal i budynków w kamupusie – swoją drogą przepięknym. Dziś z kolei musiałam wybrać się aż do Azji do specjalistycznej kliniki weterynaryjnej w której mój znaleziony niedawno kot miał operację. Podróż samochodem zajęła ponad godzinę w jedną stronę, a prawie półtorej w powrotną gdyż korek tutaj to coś, co w Polsce widuje się jedynie wtedy, gdy spadnie 5m śniegu w 3h i dosłownie wszyscy grzęzną i pełzną. Dlaczego pojechaliśmy aż tak daleko? Bo w kilkunastomilionowym Istanbule jest jedynie jeden stomatolog-weterynarz, a choć przyjmuje w kilku zaprzyjaźnionych klinikach, tylko w tej jednej ma wszystko co niezbędne: rentgen, laboratorium, przeróżne środki i testy medyczne.

To normalne, że w mieście zwykle trzeba dojechać spory kawałek dokądś, szczególnie jeśli nie jest to przestrzeń codziennego użytku, ale akurat w tym mieście – zroście miast – zagęszczenie pożądanych miejsc docelowych jest śmiesznie małe. Na przykład taka IKEA jest w stambule AŻ w dwóch miejscach, co oznacza, że na jedną Ikeę przypada kilka Warszaw jeśli liczyć mieszkańców. DECATHLON jest jeszcze bardziej exclusive, bo jest tu tylko jeden, na przestrzezni ponad pięciu tysięcy kilometrów kwadratowych.

Dlatego w Istanbule na prawdę nie jest łatwo znaleźć takie miejsce zamieszkania, w którym pasowałoby wszystko, a przynajmniej większość, szczególnie jeśli nadal rozumuje się w Polskich kategoriach odległości i łatwości dostępu, a do tego ma się szerokie spektrum wymagań i nie ma się na koncie kwoty, która w Polsce wystarczyła by na willę z ogrodem, wyposażeniem, ogrodnikiem i sprzątaczem. No może trochę przesadzam, ale na przykład ceny mieszkań na wymarzonej Modzie (Kadikoy). Najtańsze mieszkanie w Kadikoy kosztuje około 250,000PLN i jest to 1+1, bez ogrzewania, w starym budownictwie i w przyziemiu. Chcąc zamieszkać w dobrych warunkach trzeba mieć minimum 500,000PLN, wtedy można już liczyć na ogrzewanie, mieszkanie na piętrze, i w nowszym – choć niekoniecznie nowym – budynku. Ceny nieruchomości w Stambule są z katalogu dla milionerów. Większość moich znajomych mieszka w wynajętych mieszkaniach lub spłaca kredyt, w sumie podobnie jak w Polsce, ale ceny są tu znacznie wyższe, a zarobki niekoniecznie. W dodatku znam sporo rodzin, w których jedynym dostawcą kasy jest mężczyzna. „Jak” oni funkcjonują, nie mam pojęcia.

Po upadku Sułtanatu rodziny wezyrów, paszów, i innych ważnych były w posiadaniu dużych majątków, które inwestowały i za które kupowały. W Stambule jest kilka rodzin, które dzierżą niewyobrażalnie dużo, choćby wspomniane już przeze mnie Koç czy Sabancı, które są właścicielami linii lotniczych i/lub przewoźniczych, uniwersytetu, fabryk, willi i pałacy w Istanbule. Nie mam pojęcia, jak liczne są te rodziny, ale czasami mam wizję rodem z teorii spiskowej, że to właśnie kilkadziesiąt? kilkaset? osób kontroluje całe miasto, masoneria w tureckim wydaniu, na bank powiązana i z rządem, i z mafią.

I jak w tym się odnaleźć?

Wżenić się/wmężyć w rodzinę Koc (brzmi tak typowo, choć to pewnie niełatwe;)) ? A może porwać kogoś z Sabanci? (nieorginalne, ale już lepiej) Rozkręcić mafijny biznes? (hmm;) ale jak?).

Całe szczęście my (Polacy, i Polki) mamy szereg pomocnych złotych porad – przysłów: jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Cierpliwością i pracą… tak. Alternatywą są wszelkie ruchy i grupy głoszące opozycję w stosunku do konsumpcji. Można wtedy z łatwością pogodzić się z faktem mieszkania w slumsach, bo staje się ideologią z wyboru, a nie wynikiem niedobrego losu. Można zostać hipiską bądź hipsterem, prześć na Freeganizm*, albo na Bretharianism**, a może wybrać orginalne i anty-systemowe życie Pustelnika?

Przypomina mi sę od razu nasz Pustelnik nadWiślański, mężczyzna z rudą brodą jak Barbarossa, który przez wiele lat mieszkał w szałasie nad praskim brzegiem Wisły. Jego dom przypominał prawdziwą twierdzę, lub wielkiego drewnianego jeża z kominem metalowej kozy  ukrytym wejściem. Czy Rudobrody mieszka tam nadal? nie wiem.

*Freeganism – ideologia polegająca na bojkocie systemu ekonomicznego opartego na handu. Freeganie żywią się tym, co znajdą w śmietniku, w ten sposób nie wspierając kapitalizmu i ratując planetę przed potopem odpadów organicznych. http://www.freegan.info

**Bretharinism – ideologia głosząca, że człowiek jako istota duchowa może odżywiać się praną – energią. Dzieje się to za sprawą głębokiej medytacji i przygotowań, które zmieniają funkcję śledziony tak, że zaczyna przeprowadzać fotosyntezę. Chętni/e? 🙂 Najsłynniejszą, przynajmniej w Polsce, jest Australijka Jasmuheen, która podobno fotosyntetyzuje http://www.jasmuheen.com/

Reklamy

Autor: Eyen

Od kilku lat zajmuję się etnologią i antropologia Bałkanów, głównie Macedonii. W ramach laboratorium etnograficznego na warszawskiej etnologii prowadziłam badania terenowe o tematyce genderowej w zachodniej Macedonii. Następnie już w lipcu 2007 pojechałam do Włoch, by choć przez kilka dni poobserwować życie pechalbarów - migrantów z Macedonii. Równolegle, przez prawie dwa lata byłam zaangażowana w badania w ramach grantu MENiSW "Relacje społeczne i etniczne na pograniczu macedońsko-albańskim", pod przewodnictwem Karoliny Bielenin-Lenczowskiej. W lutym 2008 po raz piąty przyjechałam do Macedonii, tym razem na stypendium do Skopje, by przez kilka miesięcy choć trochę poznać "normalne", codzienne życie tego miasta. Prozaiczny brak czajnika elektrycznego, pralki, czy kulturowego nawyku picia herbaty posiadały swoisty urok i prowokowały, by poddawać w wątpliwość znaczenie słowa "powrót". Już w styczniu 2009 po raz kolejny pakowałam się do Skopje, tym razem na dziewięć miesięcy, jako przyszła wolontariuszka programu Młodzież w Działaniu. Pracując dla organizacji Kreaktiv, prowadziłam warsztaty z ekologii i rękodzieła, pracowałam z młodzieżą Romską i realizowałam projekt genderowego treningu w Skopje. W "międzyczasie", odwiedziłam Tiranę, Sarajevo, Sremski Karlovci... by za każdym razem tęsknić za Skopje. Równolegle do antropologii studiowałam także ochronę środowiska w warszawskiej sggw. Po kilku przerwach w studiowaniu, w grudniu 2010 w reszcie obroniłam mgr ze specjalizacji ochrona przyrody. Przez rok pracowałam jako koordynatorka projektu promującego recykling w jednym z dużych ngo-sów w Warszawie, po czym w styczniu 2011 dostałam się na studia doktoranckie w Stambule na uniwersytecie Yeditepe. Moje badania dotyczą współczesnych migracji z Macedonii do Turcji. Równolegle, współpracuję przy projekcie badającym ponadpaństwowe więzi łączące migranów Macedońskich we Włoszech... Od stycznia 2011 mieszkam w Stambule. Studiuję na studiach doktoranckich w instytucie Antropologii na Yeditepe University, prowadząc badania o trans-granicznych więziach pomiędzy Macedonią i Turcją (tak bardzo, bardzo ogólnie mówiąc;)). Od niedawna piszę bloga także o moich doświadczeniach z Turcji. Główny punkt podróży ciągle się przesuwa. Ima vreme.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s