Na rowerze czasem się nie da

Przedwczoraj był jede z tych dni, kiedy w Stambule poczułam się nawet nie jak  (cytując Izę) w ZOO, ale w jakimś dziwnym cyrku. Zatęskniłam za Skopje, ba, nawet za Warszawą, i myślałam o bilecie w jedną stronę jak o cudownym wybawieniu. Wiele osób jest zachwyconych Stambułem, uwielbia to miasto i znajduje się w jego zgiełku jak przysłowiowa ryba w oceanie. Wszystko zależy jednak od tego, co się lubi robić, czego się tu próbuje, gdzie się mieszka…jednym słowem, kontekst;) Ja chciałam jedynie pojechać do centrum handlowego….na rowerze. Potrzebowałam  wysłać DHL-em, a jego siedziby ulokowane są w mojej okolicy w tak dziwnych miejscach, że komunikacją miejską się nie da. Lubię rower i cały czas wmawiam sobie, że jes po to, żeby móc się na nim przemieszczać. Jednak, no właśnie, niekoniecznie w Stambule, i nie zawsze jest to przyjemne.

To miasto projektował szaleniec – to wiem od dawna – ale w dodatku sadysta! Kto czytał o akcjach ekologów, którzy przenoszą żaby na drugą stronę autosrad lub kopią pod nimi tunele wie, o czym mowa. Przestrzeń pomiędzy moim domem a wspomnianym centrum handlowym – StarCity –  dzieli szosa szybkiego ruchu, przelotówka po której jeżdżą też tiry, a na długości kilku kilometrów można ją przekroczyć tylko w jednym miejscu, którym jest wiadukt. Nie dla pieszych, rzecz jasna. Nie ma chodnika ani pobocza, a dostać się na wiaduk można tylko szosą, która o godzinie 15:00 była tak zapchana samochodami, że aż cud że się o siebie nie ocierały. Kto był w Stambule, albo np. w Indiach wie, o co chodzi w ruchu miejskim: nie używa się kierunkowskazów, z 2 pasów można spokojnie zrobić 3 jak się trochę potrąbi, a ruch do przodu przypomina wężowe pełzanie: z nieznanej dla mnie logiki wszyscy zmieniają cały czas pasy ruchu, chociaż nie zbliża się  żadna bocznica  którąkolwiek ze stron.

Właśnie na tej trasie wczoraj poległam jako rowerzystka miejska. Mimo, że próbowałam z kilku różnych stron, objeżdżając wiadukt i łamiąc wszelkie przepisy, nie udało mi się dostać na trasę. Wyobrażasz sobie tak zapchaną szosę, że nie zmieści się rower?? O mały włos nie zderzyałam się z ciężarówką i po półgodzinnym krążeniu i wdychaniu spalin  …wróciłam do domu. Porażka. Nie znoszę się poddawać, nawet jeśli kosztuje mnieto dużo… no ale z tirem się nie zmierzę. Wróciłam do domu, wściekła i zmęczona. Gdzie jest moja moc sprawcza?

Reklamy

Autor: Eyen

Początki mojej etnograficznej przygody sięgają laboratorium etnograficznego na warszawskiej etnologii w ramach którego miałam szansę pojechać na pierwsze badania terenowe do zachodniej Macedonii. Przez kolejne lata byłam zaangażowana w badania dokumentujące relacje społeczne i etniczne na pograniczu macedońsko-albańskim oraz migrację z Macedonii do Włoch. Przez kilkanaście miesięcy mieszkałam w stolicy Macedonii, Skopje, jako stypendystka programu CEEPUS, oraz wolontariuszka programu Młodzież w Działaniu. Równolegle do antropologii ukończyłam magisterskie studia z ochrony środowiska w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego i przez rok po obronie pracowałam jako koordynatorka projektu promującego recykling w jednym z Warszawskich stowarzyszeń. W styczniu 2011 dostałam się na studia doktoranckie jako stypendystka programu TUBITAK-BIDEB na uniwersytecie Yeditepe i przeprowadziłam się do Turcji. Moje badania dotyczyły tożsamości muzułmanów z zachodniej Macedonii w kontekście migracji i więzi z Turcją. Od roku 2017 kontynuuję studia na wydziale antropologii Uniwersytetu Oslo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s