koncepcja kobiecości: Voice of Turkey, Voice of Poland

Rozpoczął się już na dobre nowy sezon „O Ses Turkiye„, czyli Voice of Turkey. Czasami przyglądam się różnym programom w tureckiej TV i zawsze mam wrażenie, że coś mi nie pasuje, uwiera, razi. Nie jestem fanką telewizyjną, czy to w Turcji czy w Polsce, ale postanowiłam się bliżej przyjrzeć temu, co sprawia, że nawet obejrzany przypadniem podczas ostatniego pobytu w Pl XFactor czy Voice of Poland jest bardziej „swojski” niż „O Ses Turkiye”. I nie chodzi o barierę językową – wystarczy przetestować oba programy przez chwilę z wyłączonym głosem:) W większości tureckich zawsze uderza mnie to, że bohaterowie programów, z prowadzącymi na czele, są tak różni niż z TV w Polsce. Szczególnie interesujące są kobiety: Turczynki w TV najczęściej są kobiece w stylu Barbie: zawsze zrobione, ufryzowane, z profesjonalnym makijażem, kreacją jak na bal lub bankiet. Nie ma ekstrawagancji, subkultury, krótkich włosów, zadziornych dodatków, wszystko musi być ładne, eleganckie jak w sklepie z lalkami i”podkreślać” urodę. Gestykulacja, nawet jeśli dynamiczna, jest zawsze „kobieca”, a jeśli już włączysz głos i zrozumiesz, co mówią, różnica będzie kolosalna: moje serce, kochanie, słodka, słodki, cudownie, przesłodko, przepięknie. Zapomnijmy o slangu czy uszczypliwościach. Tu jest Turcja, jeśli coś się nie podoba, trzeba to umieć wyrazić używając słów takich jak słodko, wspaniale, duszyczko, itp.

Wracając do programów muzycznych, a konkretnie do wspomnianego O Ses Turkiye: w jury zasiadają dwie kobiety: Hulya AvşarHadise Açıkgöz. Nie wiem ile dokłądnie ma lat Hulya, podobno ok 50, ale liczne zabiegi kosmetyczne uparcie mówią, że mniej. Większość osób, które zgłaszają się do programu, do swojego repeuaru powitalnego wplatają: Hulya, jest pani na żywo jeszcze piękniejsza niż wydawało mi się oglądając TV. Hulya to bardziej aktorka niż piosenkara i przeważnie wygląda jak żywcem wyjęta z fimu: długie włosy często rozpuszczone lub upięte w stylu Angelina Jolie z filmie Alexander the Great. Czasem pozwoli sobie na „ostrzejszą” kreację jak czarna zuknia z delikatnym wzorem pajęczyny. Z kolei Hadise to urodzona w Belgii piosenkarka pop. Blondyka, zawsze w szpilkach, często ubrana bardziej „odważnie”, barbie w stylu pop. Trzeba przyznać, że z fantazją: złota kiecka z odrytym ramieniem, mała czarna z koronką, długa srebrna suknia, fryzury od loków przez koki po efekty prostownicy. Zastanawia mnie, ile czasu obu paniom zabiera przygotowanie do programu, i obstawiam 2-3h.

Szok kulturowy pojawia się wtedy, kiedy spojrzymy na Anię Dąbrowską i Kayah. Przynajmniej w moim wypadku kolejność była właśnie taka, bo mieszkając w Turcji, Voice of Poland zobaczyłam dużo później. Dżinsy, krótkie włosy, styl chłopczycy, a rany, jak normalnie, ale jak to??!

Lalki Barbie widuję też często poza TV. Część Turczynek, szczególnie młodych i „na wydaniu”, zauważalnie stara siępodążać za tym, co proponują media. Barbie spotykam często w metrobusach, tramwajach, widuję w sklepach i na ulicach. Zawsze mają długie włosy, czasem sztucznie przedłużone, starannie użożone, często podkręcone, rzadziej wyprostowane. Mocny makijaż, przez któy 19 latka wygląda na co najmniej moją rówieśniczkę, torebka, obcasy, róże, brokaty, różne dziwne dodatki. Rzadko widuję dziewczyny na siłowni, na rowerach, o grających w sporty grupowe nie wspomnę. Barbie gestykulują i modulują głos w przeciągane „ohh yaaaa.” robią usta w dziubek i dziwnie się poruszają na swoich szpilkach.

Młode Barbie na wydaniu tak bardzo kontrastują z mężatkami, szczególnie z tymi, które nie pracują. Często widzę kobiety nie tyle brzydkie, co bardzo zaniedbane, zmęczone, zniechęcone, czy po prostu idealnie wpisujące się w swoją kulturową rolę. Polowanie (na męża) zakończone, uff. Czas na stare dresy i szarawary, koniec diety i maltretowania makijażem, w końcu luz. Jasne, że jeśli pojedzie się na Kadikoy, Taksim czy do Sisli, to proporcje się zmieniają: w nowoczesnych, droższych dzielnicach wiele kobiet pracuje, wychodzi do pubów, kawiarni, chodzi na fitness i jogę. Jednak w większości dzielnic w Stambule świat jest bardzo „męski” (this is a men`s world) i aż dziwnie się czujesz, jak się wystroisz. Bo dokąd: na bazar? do meyhane lub kirathane gdzie nie wejdziesz? do miejskiego klubu sportowego gdzie mężczyźni i kobiety chodzą osobno? Bez sensu. Dla męża? no ok, ale to można w domu, ale w sumie po co, bo jak niechcący wyjdziesz na ulię, to się zaraz wszyscy gapią. Przynajmniej w telewizji można sobie pooglądać ładne życie lalek Barbie…

Podobnie w przypadku telewizyjnych mężczyzn: Mustafa Sandal (vel Musti) i Murat Boz wyglądają jak ken od Barbie, i oczywiście obaj są piosenkarzami pop. Gdzie tu przy nich „na luzie” ubrany Piasek lub pseudo-mroczny Nergal. Czy czarny garnitur Nergala może się równać różowej marynarce Murata??

Jednak, świadoma, że właśnie popełniam genderowe „faupaux” przyznaję, że chociaż propagowane wzorce pożądanej męskości w Turcji i Polsce są różne, a w osobistych kontaktach z mężczyznami trzeba uważać, by uprzejmości nie pomylić z podrywem, to łatwiej komunikuje mi się z mężczyznami, szczególnie na płaszczyźnie profesjonalnej. O trudnościach, jakie napotykam w komunikacji z kobietami pisałam już jakiś czas temu w poście o (nie)komunikacji z kobietami. Szczerze żałuję, że na miescu poprzedniego szefa instytu pojawiła się kobieta. I nie chodzi o to, że mieli tak różne charaktery – aż tak dobrze obojga nie znam – ale o to, że szefowa instytutu jest właśnie tak bardzo „kobieca” w tureckim wydaniu: bardzo uprzejma, miła, stonowana, taktowna, po czym: nie odbiera telefonu, nie odpisuje na maile, nie pojawia się na umówonym spotkaniu i o mojej obronie, której termin sama ustala, „zapomina” mnie poinformować. Jeśli nie chce odpowiedzieć na jakieś pytanie, odwołuje się do regulaminu (którego oczywiście nie ma po angielsku) stosując typowe zagranie służbistki. Czasami w Turcji czuję się tak, jakbym znajdowała się w miejscu o którym pisały feministki walczące ze strukturami patriarchatu kilkadziesiąt lat temu. Jasne, Turcja to inny krąg kulturowy, kobiety mają inne role i „prawa” w innych sferach niż w „Europie”. Jednak …  męczy mnie promowana przez media lalka Barbie i tutejszy styl komunikacji kobiet.

Niedawno na jednej z grup fejsbukowych cudzoziemki mieszkające w Stambule dyskutowały właśnie o różnicach w komunikacji. Pojawiło się sformułowanie, że kobiety w Turcji używają komunikacji pasywnej agresji, gdzie nie uświadczysz bezpośrednich komunikatów. To fakt, że nawet na uczelni za „oczywiście, kochanie” może ukrywać się głęboka niechęć, frustracja, brak zgody i sympatii. Często mam wrażenie że przebywając z tutejszymi kobietami znajduję się w otoczeniu trujących egzotycznych roślin: miłych i estetyczych z zewnątrz, lecz niebezpiecznych po zbyt długim przebywaniu w jednym pomieszczeniu. Nie rozumiem ich intencji i jestem pewna że nie rozumieją mnie. Co ciekawe, dotyczy to wykształconych, zdawałoby się światłych kobiet, które mieszkały za granicą. Kobiet z kadry na mojej uczelni nie rozumiem, i już. Do tej pory większość moich sposobów zmiany komunikacji zawodzi i przynosi coraz gorsze efekty. Obawiam się, że bezpośredniością im ubliżam, obrażam je brakiem komplementów i tych uprzejmościowych zwrotów w stylu „ależ profesor dziś piękna”. Przypomina mi się moja była praca w Polsce, gdzie miałam okazję obserwować podobną kobietę, która pod maską komplementów i uśmiechów ukrywała bardzo nieżyczliwe intencje do chyba wszystkich pozostałych kobiet. Jednak o ile w Polsce wiele osób oceniło by to jako wyrachowanie i fałsz,, a co najmniej lizusostwo (jeśli założyć brak z gruntu złych intencji), w Turcji to normalny kod komunikacji, rozumiany jako uprzejmość i takt.

Reklamy

Autor: Eyen

Początki mojej etnograficznej przygody sięgają laboratorium etnograficznego na warszawskiej etnologii w ramach którego miałam szansę pojechać na pierwsze badania terenowe do zachodniej Macedonii. Przez kolejne lata byłam zaangażowana w badania dokumentujące relacje społeczne i etniczne na pograniczu macedońsko-albańskim oraz migrację z Macedonii do Włoch. Przez kilkanaście miesięcy mieszkałam w stolicy Macedonii, Skopje, jako stypendystka programu CEEPUS, oraz wolontariuszka programu Młodzież w Działaniu. Równolegle do antropologii ukończyłam magisterskie studia z ochrony środowiska w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego i przez rok po obronie pracowałam jako koordynatorka projektu promującego recykling w jednym z Warszawskich stowarzyszeń. W styczniu 2011 dostałam się na studia doktoranckie jako stypendystka programu TUBITAK-BIDEB na uniwersytecie Yeditepe i przeprowadziłam się do Turcji. Moje badania dotyczyły tożsamości muzułmanów z zachodniej Macedonii w kontekście migracji i więzi z Turcją. Od roku 2017 kontynuuję studia na wydziale antropologii Uniwersytetu Oslo.

4 thoughts on “koncepcja kobiecości: Voice of Turkey, Voice of Poland”

  1. …i hiszpańskie, wenezuelskie, i pewnie wiele innych, z bałkańskimi włącznie;))
    Jasne, że to kwestia osobowości, ale…czym jest osobowość i na ile w niej „kultury”? Gdyby wszędzie było tak samo, to wszelkie projekty „wielokulturowe” nie miały by sensu; każda kultura zawiera różne propozycje wartości i zachowań, które internalizujemy od dziecka; przy odrobine autorefleksji można pewne propozycje kulturowe odrzucić, ale jak bardzo?
    Na pewno generalizacja na poziomie pańswowym nie jest w stu procentach słuszna („wszyscy Amerykanie to…”) ale z drugiej strony są pewne „wartości narodowe”, serwowane nam chociażby w procesie wychowania i edukacji – a ta podlega standardom ustalonym przez rząd. Do tego media i promocja różnych warości… pamiętacie „kobiety na traktory”? Tego w Turcji nie było:)))

  2. Co do strojów i makijażu w TV, to wystarczy zerknąć na programy włoskie, niczym nie odstają. A w kwestii rywalizacji, to moim zdaniem wszędzie jest tak samo i to generalnie kwestia osobowości.

  3. Czytam i staram sobie przypomniec moje doswiadczenia..Jesli chodzi o „panie z telewizji” -jak w polskiej piosence,ale i nie tylko, to ja mialam wrazenie, ze te parady balowych sukien, profesjonalnych makijazy i wzorowego zachowania w szkole, na ulicy, w biurze czy nawet w starbuksie przy kawie byly podyktowane, po pierwsze faktem, ze kobiety w Turcji (wbrew pozorom) nadal nie maja takich samych praw, jak mezczyzni, stad walka o przebicie i mozliwosc zaistnienia i posiadania wlasnej opinii i wlasnego glosu, po drugie kobiety od niedawana sa w telewizji, ktora do dzisiaj postrzegana jest w wielu czesciach kraju, jako cos egzotycznego, z Istanbulu i dlatego to musi wygladac basniowo i nie osiagalnie dla „zwyklych smiertelnikow”, a po trzecie, to ja zwsze mialam wrazenie, ze ludzie w Turcji zawsze chcieli pokazac, ze sa najlepsi w tym co robia, dlatego jakiekolwiek porazki zawsze byly odbierane jako plama na honorze i wielu przypadkach koniec kariery i dlatego kazdy walczy o swoje stanowisko a chec nauczania innych, czy pomoc moze byc postrzegana jako konkurenja i tutaj pojawia sie ta inna mentalnosc…w stanach ja pomoge oni mi pomoga…w turcji ja pomoge..ona przejmie moja pozycje…
    To tylko moje spostrzezenia…
    Pozdrawiam x

  4. Tak tak tak! Nie rozumiem tureckich kobiet i nie potrafię z nimi rozmawiać. Chociaż i w zachodnim świecie łatwiej się komunikowałam z mężczyznami, więc to może być moja osobista preferencja. Ale jednak coś jest na żeczy z turczynkami. Na początku mnie to drażniło i miałam do nich wrogie nastawienie. Teraz próbuję zrozumieć. Nie oczekuję nagłej zmiany, ale przynajmniej gdy poznam powód, zrozumienie zajmie miejsce złości.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s