Wieczór w Meyhane

Wczoraj po raz pierwszy miałam okazję wybrać się do takiej prawdziwej, lokalnej Meyhane.  Że to wydarzenie wyjątkowe zrozumie ten/ta, kto wie, że w takich dzielnicach jak moja do Meyhane (porządne) kobiety nie wchodzą.  W największym uproszczeniu, meyhane to pub, gdzie można napić się piwa i rakı i zagryźć różnorodnymi rodzajami meze: od orzeszków przez frytki po wymyślne sałatki i specjalne rakı mezeleri czyli przystawki pod anyżkowy trunek.

Wspominałam jakiś czas temu o kırathane, w której mężczyźni przesiadują i pijąc herbatę grają w przeróżne gry, jak tavla, karty, okey. Choć „kırat” oznacza „czytać, uczyć się”, to kırathane nie różni się zbytnio od çayhane, czyli herbaciarni, bo w herbaciarni też się gra, tyle że podczas gdy w çayhane gry to dodatek, w kırathane opcjonalna jest herbata. W kirathane nie ma książek i, nad czym ubolewam, przesiadują w niej – przynajmniej w mojej okolicy – jedynie mężczyźni, zapewne udzielając sobie wzajemnych lekcji życia (i mowy ulicznej;)). Wracając do meyhane, „mey” to po persku wino, zatem wchodząc do meyhane, wchodzimy do domu wina:)W mojej okolicy nie ma takich normalnych pubów, jak na przykład w Kadikoy czy Taksim, gdzie przy piwie siedzą razem mężczyźni i kobiety. Są oczywiście unisexowe kawiarnie, cukiernie i restauracje, lecz równolegle do nich funkcjonuje cała sieć przeróżnych „hane”  („domów), w których przesiadują jedynie mężczyźni. Mimo że nie ma żadnego formalnego zakazu zabraniającego kobietom wchodzenia do meyhane (czy kirathane), to wygląda na to, że nie chodzą. Być może dlatego, że mojej okolicy podziały genderowe są dość silne: kobiety myją okna, ubrane w chusty i kiecki robią zakupy na bazarze, wyglądają przez okna, i jeśli któraś z młodszych dziewcząt ma ochotę na piwo, napije się go w domu lub pojedzie do „miasta”:P

Skoro jednak zakazu nie ma, nie widzę przyczyny, dla której miałabym nie pójść do meyhane, jeśli mam ku temu powód. A było to tak: od piątku gościliśmy (przez CS) pewnego Włocha, który mieszka w Hiszpanii, a do Stambułu przyjechał na konferencję. Z nami miał spędzić jedynie dwa dni, i że bardziej niż latanie od meczetu przez muzeum do pomnika interesowało go codzienne życie, postanowiliśmy poruszać się n naszych okolicach. Pół dnia spędziliśmy spacerując nad morzem, a po kolacji złożonej z lahmacuna i ajranu, moi współmieszkańcy przedstawili następujący problem: jest mecz. Wprawdzie nijakiej wagi – Galatasaray gra z Medical cośtamcośtam, to można obejrzeć. I w sumie napić się przy tym piwa.

Miejsce, do którego zwykle w takich sytuacjach chodzimy, to Dom Nauczyciela (Oğretmen evi), w którym podają piwo i jedzenie, widok kobiet nikogo nie szokuje. (Swoją drogą dom nauczyciela i kirathane stawiają pytanie o prawdziwe rozumienie edukacji;)). Jednak w Domu Nauczyciela, ja w większość sobót, także wczoraj było wesele, zatem meczu yok. Chodźmy zatem do meyhane! Najlepszym sposobem na „łamanie zasad” jest udawanie, że to, co się robi, jest przecież normalne. Zatem poszliśmy – ja i moich trzech towarzyszy płci przeciwnej – do Malibu restaurant😛

W środku, tak jak się spodziewałam, nikt mnie nie pogryzł, nie zaczepiał, nawet tak bardzo się nie gapił – w końcu był mecz. Kelner nie mrugnął nawet okiem, gdy zamówiłam Efes pilsen, i na mój widok nikt się nie szokował. Że mecz był nudnawy, włączył mi się obserwator. Okna meyhane „Malibu” z zewnątrz są szczelnie zasłonięte, więc nie widać, że w środku podzielona jest na kilka pokoi o raczej mało wyszukanym umeblowaniu: Zwykłe drewniane stoły przykryte obrusami, telewizory po dwóch stronach pokoi. Zaciekawił mnie natomiast wystrój: pomiędzy obrazami Ataturka, ściany Malibu przystajały portety pań w stylu vintage😛 Bohaterkami plakatów najczęściej były półgołe blondynki z fryzurami z poprzedniej generacji, natomiast w rogu sali wisiał portret (taki oprawiony, namalowany) jakiejść kobiety z ciemnymi, krótkimi włosami. W sali obok, do której nie weszłam (niestety;)) podobno wiszą plakaty pań topless:P Rozpustni!

Meyhane żyje własnym życiem, innym niż zwykłe kawiarnie i puby na Kadikoy. Podając nam kolejne piwo, kelner z miną profesjonalisty spojrzał na obrus upstrzony okruszkami i za chwilę pojawił się z … ręcznym odkurzaczem, którym wprowadził ład i porządem. Myhane to nie byłe jaki pub lub speluna! Alkoholizujący się w meyhane na pewno wrócą do domu zadbani i czyści. Oto pomiędzy stolikami krąży starszy pan z błyszczącymi, świeżo wypastowanymi butami w ręku. Odnajduje właściciela, podaje mu buty i zdejmuje ze stóp granatowe klapki, w których do tej pory siedział jego „klient”. Za chwilę klapki lądują na stopach kogoś innego, kto wróci do domu w czystych butach. Jednak prawdziwego szoku poznawczego doznałam kiedy przed moimi oczami pojawił się nagle… czarnoskóry sprzedawca zegarków. Oni są wszędzie! Zza pleców moich współtowarzyszy obserwowałam, jak krok po kroku w meyhane odbywał się rytuał handlowy: prezentacja, degustacja, zachwalanie. Mężczyzna ze stołu obok wrócił do domu wypachniony i zaopatrzony w całe pudełko „superorginalnych” perfum Hugo Boss za 10 lir, a jego sąsiad w nowy zegarek.

Wychodząc z meyhane, przy stoliku na tarasie na zewnątrz zobaczyłam kobietę. Siedziała przy stoliku zastawionym mezami z trzema mężczyznami. Miała lat około czterdziestu i była ufarbowana na jasny, platynowy blond.

Advertisements

Autor: Eyen

Od kilku lat zajmuję się etnologią i antropologia Bałkanów, głównie Macedonii. W ramach laboratorium etnograficznego na warszawskiej etnologii prowadziłam badania terenowe o tematyce genderowej w zachodniej Macedonii. Następnie już w lipcu 2007 pojechałam do Włoch, by choć przez kilka dni poobserwować życie pechalbarów - migrantów z Macedonii. Równolegle, przez prawie dwa lata byłam zaangażowana w badania w ramach grantu MENiSW "Relacje społeczne i etniczne na pograniczu macedońsko-albańskim", pod przewodnictwem Karoliny Bielenin-Lenczowskiej. W lutym 2008 po raz piąty przyjechałam do Macedonii, tym razem na stypendium do Skopje, by przez kilka miesięcy choć trochę poznać "normalne", codzienne życie tego miasta. Prozaiczny brak czajnika elektrycznego, pralki, czy kulturowego nawyku picia herbaty posiadały swoisty urok i prowokowały, by poddawać w wątpliwość znaczenie słowa "powrót". Już w styczniu 2009 po raz kolejny pakowałam się do Skopje, tym razem na dziewięć miesięcy, jako przyszła wolontariuszka programu Młodzież w Działaniu. Pracując dla organizacji Kreaktiv, prowadziłam warsztaty z ekologii i rękodzieła, pracowałam z młodzieżą Romską i realizowałam projekt genderowego treningu w Skopje. W "międzyczasie", odwiedziłam Tiranę, Sarajevo, Sremski Karlovci... by za każdym razem tęsknić za Skopje. Równolegle do antropologii studiowałam także ochronę środowiska w warszawskiej sggw. Po kilku przerwach w studiowaniu, w grudniu 2010 w reszcie obroniłam mgr ze specjalizacji ochrona przyrody. Przez rok pracowałam jako koordynatorka projektu promującego recykling w jednym z dużych ngo-sów w Warszawie, po czym w styczniu 2011 dostałam się na studia doktoranckie w Stambule na uniwersytecie Yeditepe. Moje badania dotyczą współczesnych migracji z Macedonii do Turcji. Równolegle, współpracuję przy projekcie badającym ponadpaństwowe więzi łączące migranów Macedońskich we Włoszech... Od stycznia 2011 mieszkam w Stambule. Studiuję na studiach doktoranckich w instytucie Antropologii na Yeditepe University, prowadząc badania o trans-granicznych więziach pomiędzy Macedonią i Turcją (tak bardzo, bardzo ogólnie mówiąc;)). Od niedawna piszę bloga także o moich doświadczeniach z Turcji. Główny punkt podróży ciągle się przesuwa. Ima vreme.

7 thoughts on “Wieczór w Meyhane”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s