Ślub w Turcji

Przełom postmodernistyczny  w naukach społecznych znacząco przesunął nasze „miejsce siedzenia”. Trywialne jest stwierdzenie, że dziś badaczka już nie patrzy z góry obserwując „innych”, lecz uczestniczy, współtworzy, dialoguje, przedstawia. W skrajnym przypadku relacji my-oni, nie ma już żadnych „onych”, a antropolożka bada i analizuje siebie, jak uczestniczkę dyskursu, kluczową informatorkę, rozmówczynię i partnerkę.

Przechodząc do konkretów, nic tak nie umożliwiło by mi opisu wydarzenia zaślubin jak tylko aktywne w nich uczestnictwo;) Kilka dni temu miałam bowiem niebywałą okazję stanąć po „drugiej” stronie sceny-ołtarza i uczestniczyć zupełnie. Kilka dni przed ślubem nie miałam pojęcia nie tylko o tym, jak wygląda ceremonia zaślubin, lecz także o wcześniejszych zaręczynach. Nie wiem, czyto typowe dla cudzoziemek/ców w Turcji, może to efek osobistych poglądów. Ani dla mnie, ani dla mojego „kodża”, czyli obecnie już męża (używając terminologii pokrewieństwa;)) nie było nawet wiadome, na której dłoni nosi się obrączki.Wydawało mi się, że w Polsce na prawej, ale nie byłam pewno, natomiast w Turcji bankowo widziałam na palcach dłoni obu rąk.  Dostaliśmy obrączki związane czerwoną tasiemką i nie bardzo wiedzieliśmy co z nimi zrobić.  Burçin twierdził także, że obrączki chyba nosi się już przed samym ślubem, co mnie wydawało się nielogiczne.  Z pomocą przyszedł teść, który wyjaśnił, że najpierw zakłada się obrączki na palce prawej ręki, i ktoś – najlepiej starsza kobieta z rodziny ale nie rodzic – przecina tasiemkę, cosymbolizuje moment zaręczyn. Natomiast po podpisaniu aktu ślubu obrączki przekłada się na palce lewych rąk, upgradeując tym samym swój status cywilny.

Dwa dni przed ślubem zdecydowaliśmy się więc zaręczyć, wstążkę przecięła moja ciocia, bez fanfarów i fajerwerków, jako jeden z licznych punktów w programie dnia.

Kolejne gdybania dotyczyły przebiegu ceremonii zaślubin. Wyznaczono czas na 14:15 i większość osób twierdziła, że spokojnie można zacząć się zbierać o tej godzinie tak, żeby zacząć najwcześniej o wpół-do. Podobnego zdania była chyba też moja świadkowa, a może pochłonęły ją korki, w każdym razie spóźniła się kilka minut i gdy o 14:10 urzędnicy pozbyli się już litości w ponaglaniu, zdecydowaliśmy poszukać kogoś innego. Zamknięta w gelin odasi – pokoju panny młodej – nie mogłam „pokazać się przed ślubem” więc szukaniem świadka zajął się Burçin, stosując kryteria: ma przy sobie dokument tożsamości, fajnie jeśli kobieta. Za trzecim podejściem się udało i tak oto moją świadkową została jedna ze znajomych, zapalona fanka piłki nożnej, która nie spodziewając się takich historii przyszła na ślub jak normalny człowiek w dżinsach i bluzce.

O dziwo ceremonia przejścia zaczęła się o czasie. Na znak organizatora weszliśmy na salę, gdzie już czekał na nas podest z dużym stołem i krzesłami dla nas i świadków. W Tureckiej ceremonii zaślubin całe szcześcię wystarczy powiedzieć najpierw swoje imię i nazwisko, a później w odpowiednim momencie odpowiedzieć „tak”. Nie ma więc ryzyka poplątania słów i strzelenia wielkiej językowej gafy. Jednak musiałam się na prawdę skupić żeby wiedzieć, kiedy mam co powiedzieć i odetchnęłam nieznacznie, kiedy udało mi się trafić. Po powiedzeniu „tak” składa się podpisy w księdze urzędu i otrzymuje się swoją własną książeczkę ślubu.

Książeczka sama w sobie jest ciekawa – ma kilkanaście stron z czego 12 jest przeznaczonych na przewidywane 6 dzieci. Od razu przyszła mi na myśl obecne „prorodzinna” polityka rządu. Nie tak dawno jak dziś odbył się kolejny protest przeciwko nowej proponowanej ustawie o całkowitym zakazie aborcji. Wśród pomysłów premiera są takie, jak ten żeby rodzić dziecko poczęte w wyniku gwałtu, i zdecydowanie ograniczyć liczbę cesarskich cięć jako wręcz szkodliwych. Ale to tak na marginesie….

Wracając do ślubu, niemal od samego początku, który liczę od momentu wejścia do budynku, towarzyszyła nam kamera. Spacznie etnograficzne sprawiło, że mimo iż kamerę zamawiałam, nie byłam do końca pewna o co chodzi gdy do Gelin odasi” wleźli dwaj kolesie i powiedzieli, że chcą zrobić wywiad: jak się poznaliście? czy d razu zaiskrzyło? jak w randce w ciemno. Potem kamerzysta i fotograf towarzyszli nam przez około pół godziny każąc udawać, że się podpisuje już podpisane zachowując przy tym odpowiedni uśmiech, namawiając do wspólnego zdjęcia naszych gości. Filmowali także porejestracyjną ceremonię wręczania prezentów, którą zorganizowaliśmy niechcący na korytarzu przed salą.

Eksperymentalna etnografia w pełnej krasie – najpierw uczestniczyć, a potem oglądać innych i sibie na filmie i zdjęciach, ot, co.

Starszy pan, od któego kupowałam wstążki do przybrania samochodu zapytał, czy mamy „damat cośtam”. Okazało się, że chodzi o długie szerokie wstążki któe zawiesza się na szyi młodych tak, żeby goście mieli na czym przypinać prezenty. A przypina się szpileczkami pieniądze lub złote monety. Poza tym można tez przystrajać ręce, uczy i szyję panny, o czym się przekonałam stojąc przez kilkanaście minut jako żywa ruchliwa choinka.

Reklamy

Autor: Eyen

Od kilku lat zajmuję się etnologią i antropologia Bałkanów, głównie Macedonii. W ramach laboratorium etnograficznego na warszawskiej etnologii prowadziłam badania terenowe o tematyce genderowej w zachodniej Macedonii. Następnie już w lipcu 2007 pojechałam do Włoch, by choć przez kilka dni poobserwować życie pechalbarów - migrantów z Macedonii. Równolegle, przez prawie dwa lata byłam zaangażowana w badania w ramach grantu MENiSW "Relacje społeczne i etniczne na pograniczu macedońsko-albańskim", pod przewodnictwem Karoliny Bielenin-Lenczowskiej. W lutym 2008 po raz piąty przyjechałam do Macedonii, tym razem na stypendium do Skopje, by przez kilka miesięcy choć trochę poznać "normalne", codzienne życie tego miasta. Prozaiczny brak czajnika elektrycznego, pralki, czy kulturowego nawyku picia herbaty posiadały swoisty urok i prowokowały, by poddawać w wątpliwość znaczenie słowa "powrót". Już w styczniu 2009 po raz kolejny pakowałam się do Skopje, tym razem na dziewięć miesięcy, jako przyszła wolontariuszka programu Młodzież w Działaniu. Pracując dla organizacji Kreaktiv, prowadziłam warsztaty z ekologii i rękodzieła, pracowałam z młodzieżą Romską i realizowałam projekt genderowego treningu w Skopje. W "międzyczasie", odwiedziłam Tiranę, Sarajevo, Sremski Karlovci... by za każdym razem tęsknić za Skopje. Równolegle do antropologii studiowałam także ochronę środowiska w warszawskiej sggw. Po kilku przerwach w studiowaniu, w grudniu 2010 w reszcie obroniłam mgr ze specjalizacji ochrona przyrody. Przez rok pracowałam jako koordynatorka projektu promującego recykling w jednym z dużych ngo-sów w Warszawie, po czym w styczniu 2011 dostałam się na studia doktoranckie w Stambule na uniwersytecie Yeditepe. Moje badania dotyczą współczesnych migracji z Macedonii do Turcji. Równolegle, współpracuję przy projekcie badającym ponadpaństwowe więzi łączące migranów Macedońskich we Włoszech... Od stycznia 2011 mieszkam w Stambule. Studiuję na studiach doktoranckich w instytucie Antropologii na Yeditepe University, prowadząc badania o trans-granicznych więziach pomiędzy Macedonią i Turcją (tak bardzo, bardzo ogólnie mówiąc;)). Od niedawna piszę bloga także o moich doświadczeniach z Turcji. Główny punkt podróży ciągle się przesuwa. Ima vreme.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s