Czemu można umrzeć w Turcji

Kilka dni temu byłam świadkiem nożowania. Robiłam akurat zakupy, gdy do sklepu wbiegło kilku młodych chłopaków, wyraźnie w pogoni za kimś. Zza drzwi dobiegały jakieś krzyki, jednak nie przyciągnęły ponadprzeciętnie mojej uwagi – przyzwyczaiłam się do krzyków i biegania. Jednak gdy byłam już w drzwiach, usłyszałam komentarz ekspedienta: dzieciaki się pokłóciły, i jeden drugiego dźgnął nożem. Kiedy wyszłam, na zewnątrz nie było już nikogo: kilkunastoosobowy tłum magicznie się rozpłynął. Jednak najbliższe parę metrów chodnika i ulicy były dość szeroko skropione krwią.

To już drugi raz jak widziałam w Stambule „bıçaklamak” – nożowanie. Pierwszy raz kilka miesięcy temu, i z daleka: grupa mężczyzn próbowała rozdzielić dwóch szamoczących się i w pewnym momencie ktoś krzyknął: on ma nóż! On ma nóż! Nie wiem, jak zakończyła się tamta bójka – nie zatrzymałam się żeby się tam jako „antropolog-obserwator, uczestniczyć tym bardziej nie miałabym ochoty.

I teraz, i wtedy, spodziewałam się jednak jakiejkolwiek, choćby najmniejszej wzmianki w mediach. Moi koledzy mnie wyśmiali. Gdyby każdą akcję z nożem opisywali w gazetach, to by papieru nie starczyło. „To normalne w Tureckiej kulturze” – stwierdził jeden – nie panują nad emocjami, widocznie ktoś kogoś za bardzo obraził. „To wynik wychowania i złych wzorców, jakie mają w domach” – powiedział drugi, komentując zdarzenie sprzed szkoły.

Od razu przypomniały mi się różne historie o krwawych zemstach i zabójstwach honorowych. Podobno kilka lat temu w okolicach Taksim zabito dwóch Anglików, którzy wyśmiewali się z Tureckiej flagi: pokazywali gołe tyłki i wykonywali różne obsceniczne gesty, tym samym raniąc niewybaczalnie honor Turecki. Uliczną karę śmierci można też podobno dostać za nieodpowiednie potraktowanie Islamu: na przykład tatuaż (ogólnie zakazany!) pismem Arabskim (święte; + tatuaż=zmaza podwójna), lub obrażanie świętych ksiąg i Proroka.

Jak pisze turecka antropolożka Ayşe Parla , szczególnie we wschodniej Turcji – ale nie tylko – śmierć to też nagroda za sex przed ślubem. Lub też podejrzenie, że być może w takim się brało udział. Tu jednak ostoją honoru jest tylko kobieta, a plama na honorze naznacza tylko jej ciało. W pierwszych zdaniach artykułu Ayşe Parla opisuje taką oto historię sprzed zaledwie 10 lat: „Pewnego dnia dyrektor szkoły, w której uczyła się G. wezwał jej ojca na prywatną rozmowę. Na czas rozmowy dziewcznę wyproszono za drzwi, nie słyszała więc, jak dyrektor uprzejmie informował jej ojca: „Twoja córka miała w zeszłym semestrze wiele nieobecności. Zostałem poinformowany, że spotyka się z chłopakami. Jest możliwe, że nie jest dziewicą. Sugeruję panu poddanie jej badaniu.” G. zniknęła i nie pojawiła się przez następny tydzień. Po kilkudniowych poszukiwaniach znalezono jej ciało u podnóża klifu. Jej ojciec zbadał, czy jest dziewicą, już na jej martwym ciele.”

Procedura potwierdzania dziewicta dziewczyny jeszcze kilkanaście lat temu była zgodna z prawem. Certyfikatu wydanego przez lekarza miał prawo zażądać ojciec dziewczyny, narzeczony, jego rodzina. Wynik negatywny, to grzech niewybaczaly. Ayşe Parla pisze, że wiele dziewczyn samodzielnie popełniało samobójstwa, jeśli zaczynały krążyć wokół nich podejrzenia, że być może własną chęcią życia zaprzepaściły i zbeszcześciły honor swojej własnej rodziny.

Reklamy

Autor: Eyen

Od kilku lat zajmuję się etnologią i antropologia Bałkanów, głównie Macedonii. W ramach laboratorium etnograficznego na warszawskiej etnologii prowadziłam badania terenowe o tematyce genderowej w zachodniej Macedonii. Następnie już w lipcu 2007 pojechałam do Włoch, by choć przez kilka dni poobserwować życie pechalbarów - migrantów z Macedonii. Równolegle, przez prawie dwa lata byłam zaangażowana w badania w ramach grantu MENiSW "Relacje społeczne i etniczne na pograniczu macedońsko-albańskim", pod przewodnictwem Karoliny Bielenin-Lenczowskiej. W lutym 2008 po raz piąty przyjechałam do Macedonii, tym razem na stypendium do Skopje, by przez kilka miesięcy choć trochę poznać "normalne", codzienne życie tego miasta. Prozaiczny brak czajnika elektrycznego, pralki, czy kulturowego nawyku picia herbaty posiadały swoisty urok i prowokowały, by poddawać w wątpliwość znaczenie słowa "powrót". Już w styczniu 2009 po raz kolejny pakowałam się do Skopje, tym razem na dziewięć miesięcy, jako przyszła wolontariuszka programu Młodzież w Działaniu. Pracując dla organizacji Kreaktiv, prowadziłam warsztaty z ekologii i rękodzieła, pracowałam z młodzieżą Romską i realizowałam projekt genderowego treningu w Skopje. W "międzyczasie", odwiedziłam Tiranę, Sarajevo, Sremski Karlovci... by za każdym razem tęsknić za Skopje. Równolegle do antropologii studiowałam także ochronę środowiska w warszawskiej sggw. Po kilku przerwach w studiowaniu, w grudniu 2010 w reszcie obroniłam mgr ze specjalizacji ochrona przyrody. Przez rok pracowałam jako koordynatorka projektu promującego recykling w jednym z dużych ngo-sów w Warszawie, po czym w styczniu 2011 dostałam się na studia doktoranckie w Stambule na uniwersytecie Yeditepe. Moje badania dotyczą współczesnych migracji z Macedonii do Turcji. Równolegle, współpracuję przy projekcie badającym ponadpaństwowe więzi łączące migranów Macedońskich we Włoszech... Od stycznia 2011 mieszkam w Stambule. Studiuję na studiach doktoranckich w instytucie Antropologii na Yeditepe University, prowadząc badania o trans-granicznych więziach pomiędzy Macedonią i Turcją (tak bardzo, bardzo ogólnie mówiąc;)). Od niedawna piszę bloga także o moich doświadczeniach z Turcji. Główny punkt podróży ciągle się przesuwa. Ima vreme.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s