Są takie chwile gdy… o Kirathane

Kryzys, moment, w którym wszystko urasta do niewyobrażalnych rozmiarów i nabiera ogromnej mocy. Chwila, kiedy mówię: dość, już nie mogę, i wszystko krzyczy żeby uciekać jak najdalej stąd. No właśnie, tylko dokąd? I czy migracja „byle dalej” faktycznie coś polepszy na dłużej niż trwa chwila zachwytu samą podróżą?

Akulturacja, inkulturacja, asymilacja. Zatapianie się w teren badań, przyswajanie lokalnych kodów komunikacji i norm zachowań – to czasem na prawdę boli. Najtrudniejsze jest, jeśli przyjdzie ci się zadamiawiac w miejscu, w którym powszechnie wyznawane wzorce nie tyle się różnią, co niemal są sprzeczne z twoimi i odwraca taki porządek świata, w którym czułabym się komfortowo.

Na przykład Kirathane. Staram się udawać, że ich nie widzę – bezskutecznie, gdyż same na mnie patrzą. Pod samymi oknami mam jedną wielką (i dwie kolejne zaraz na przeciwko), i za każdym razem gdy wychodzę z domu, Kirathane się na mnie gapi. Kirathane to teren „męski”. To takie niby kawiarnie o wystroju jak stołówki z czasów filmu „Miś”, wyposażone oprócz stolików i krzeseł w boga-bogów: TV, i różne gierki planszowe. I, obowiązkowo, popielniczki.  Kobietom wstęp wzbroniony – o każdej porze dnia i nocy siedzą tam sami faceci i oglądają mecze, grają w różne gierki, kopcą i piją: herbatę albo raki. W tym czasie ich żony w domach wychowują „ich (facetów) dzieci”, sprzątają, gotują, szyją, piorą, i czekają na swoich świętych szanownych mężów, aż ci raczą zawitać do domu coś łąskawie zjeść i wrócić do Kirathane. Niektórzy przesiadują w Kirathane po kilka godzin dziennie, może i więcej, także w takich godzinach, gdzie teoretycznie powinni być w pracy. Kirathane podważa wyjaśnienia dotyczące ról genderowych: oczywsite, że kobieta zajmuje się domem i dziećmi, skoro ten mężczyzna pracuje ciężko, wraca wieczorem i przynosi kasę. Kirathane demaskuje wykorzystywanie jednych przez drugi: ty rób wszystko bo jesteś kobietą, a ja sobie posiedzę z kolegami.

Większość okien i balkonów kontrastuje z tym, co dzieje się w Kirathane. Na dole relaksują się panowie, a na górze kobiety myją okna, sprzątają balkony, gotują, wieszają pranie, wyglądają przez szyby. Kobiety są też jedynymi adresatkami dzieci: byle co się wydarzy, słychać: aneeee, aneeee (mamo), ani razu jeszcze nie słyszałam „baba” (tato). Moje sąsiadki z przeciwka widuję tylko i wyłącznie przy wykonywaniu czynności domowych lub oglądaniu tv. W najbliższej okolicy nie ma kawiarni, gdzie mogłyby spotkać się kobiety, świetlicy, ogródka. Gdy tylko robi się ciepło, Kirathane wypełza na zewnątrz: na chodnikach pojawiają się fotele i kanapy – wiadomo, kobieta na nich nie usiądzie.

Dlaczego mnie to irytuje? Gdyż w przestrzeni tzw „publicznej” czuję się nieproszonym gościem, intruzką. Pod moim oknem notorycznie stoi/siedzi grupka facetów którzy za każdym razem gapią się jak woły na malowane wrota, nawet nie ukrywając tego, że się gapią. Nie powiedzą dzień dobry, nie pomogą jeśli coś dźwigasz, tylko się gapią. A ja czuję się jak wyrzutek społeczny przez sam fakt tego, że zamiast patrzeć na nich z okna (i myć te okna co tydzień) ośmielam się wyjść na spacer, jeździć na rowerze. Denerwuje mnie to, że kiedy jest ciepło, nie widzę ani jednej kobiety siedzącej na zewnątrz na kanapie, że zamiast przejść swobodnie przed budynkiem ipogadać z sąsiadami/sąsiadkami, muszę przemykać jak najprędzej no się gapią. Mam ochotę wejść do Kirathane i zamówić herbatę. Lub rozdzać tym panom ulotki: czy wiesz, co robi dzisiaj twoje dziecko?

Reklamy

Autor: Eyen

Od kilku lat zajmuję się etnologią i antropologia Bałkanów, głównie Macedonii. W ramach laboratorium etnograficznego na warszawskiej etnologii prowadziłam badania terenowe o tematyce genderowej w zachodniej Macedonii. Następnie już w lipcu 2007 pojechałam do Włoch, by choć przez kilka dni poobserwować życie pechalbarów - migrantów z Macedonii. Równolegle, przez prawie dwa lata byłam zaangażowana w badania w ramach grantu MENiSW "Relacje społeczne i etniczne na pograniczu macedońsko-albańskim", pod przewodnictwem Karoliny Bielenin-Lenczowskiej. W lutym 2008 po raz piąty przyjechałam do Macedonii, tym razem na stypendium do Skopje, by przez kilka miesięcy choć trochę poznać "normalne", codzienne życie tego miasta. Prozaiczny brak czajnika elektrycznego, pralki, czy kulturowego nawyku picia herbaty posiadały swoisty urok i prowokowały, by poddawać w wątpliwość znaczenie słowa "powrót". Już w styczniu 2009 po raz kolejny pakowałam się do Skopje, tym razem na dziewięć miesięcy, jako przyszła wolontariuszka programu Młodzież w Działaniu. Pracując dla organizacji Kreaktiv, prowadziłam warsztaty z ekologii i rękodzieła, pracowałam z młodzieżą Romską i realizowałam projekt genderowego treningu w Skopje. W "międzyczasie", odwiedziłam Tiranę, Sarajevo, Sremski Karlovci... by za każdym razem tęsknić za Skopje. Równolegle do antropologii studiowałam także ochronę środowiska w warszawskiej sggw. Po kilku przerwach w studiowaniu, w grudniu 2010 w reszcie obroniłam mgr ze specjalizacji ochrona przyrody. Przez rok pracowałam jako koordynatorka projektu promującego recykling w jednym z dużych ngo-sów w Warszawie, po czym w styczniu 2011 dostałam się na studia doktoranckie w Stambule na uniwersytecie Yeditepe. Moje badania dotyczą współczesnych migracji z Macedonii do Turcji. Równolegle, współpracuję przy projekcie badającym ponadpaństwowe więzi łączące migranów Macedońskich we Włoszech... Od stycznia 2011 mieszkam w Stambule. Studiuję na studiach doktoranckich w instytucie Antropologii na Yeditepe University, prowadząc badania o trans-granicznych więziach pomiędzy Macedonią i Turcją (tak bardzo, bardzo ogólnie mówiąc;)). Od niedawna piszę bloga także o moich doświadczeniach z Turcji. Główny punkt podróży ciągle się przesuwa. Ima vreme.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s