Egzaminy wstępne na uczelnie wyższe – ÖSYM

  To nie prima-aprilisowy żart. Akurat 1 kwietnia wznaczono na pierwszą część egzaminu wtępnego na uczelnie wyższe w Turcji. Dzisiejsza częśc to test, po 40 pytań z różnych bloków tematycznych: język Turecki, nauki społeczne, biologia, matematyka. W samym Stambule do egzaminu podchodziło ponad 2 miliony osób, a do miejsc gdzie odbywały się egzaminy pielgrzymowało co najmniej drugie tyle. Miałam okazję dziś obserwować wyprawy całych rodzin, które towarzyszyły „dzieciom” w wieku od „zaraz po liceum” wzwyż. Rekordzista, jak podała wieczorem telewizja, miał ponad 60 lat.

Z powodu egzaminów przez kilka godzin rano i wczesnym popołudniem miasto, i tak zwykle zakorkowane, dostało paraliżu wielu części olbrzymiego organizmu. Jadąc na jedną z uczelni – miejsc egzaminacyjnych – podróżowałam najpierw dwiema taksówkami, żeby w końcu złapać metrobus tam, gdzie już zatrzymywał się by przyjąć pasażerów. Kilka stacji od Avcilar do Sefakoy w ogóle nie funkcjonowało jako przystanki – kolejne autobusy przejeżdżały obok wypchane ludźmi po szyby. Ostatnie kilkaset metrów dzielące od uczelni wszyscy pokonywali wspinając się na wzgórze pieszo, gdyż ulica zamieniła się w parking.

Już przed drzwiami jednego z budynków egzaminacyjnych miałam okazję obserwować rytuały przejścia, a raczej wejścia na egzamin – z nim z resztą wiązał się powód mojej obecności w miejscu egzaminu. Zaraz za drzwiami na zdających czekała bramka-wykrywacz metali oraz profesjonalni przeszukiwacze. Po mających miejsce kilka lat temu odkryciach nadużyć urządzeń technologicznych maści wszelakiej i wykorzystania owych kamer, mikrofonów, telefonów i czort wie czego jeszcze jako pomocników fortuny, wprowadzono dodatkowe restrykcje. Do sal egzaminacyjnych nie można zabrać niczego poza dokumentem tożsamości. Można mieć pieniądze, o ile są to banknoty, oraz różne karty: miejską, telefoniczną, płatniczą – takie nie zapiszczą w bramce. Jeśli ktoś przyszedł sam i był na tyle niefrasobliwy żeby zabrać ze sobą coś więcej, musiał tu zostawić przed drzwiami. Przyglądałam się przez kilkanaście minut, jak na podłodze przy wejściu lądowały monety, ołówki, długopisy, klucze, a nawet portfel i zegarek. Przechowalnia na własne ryzyko – w sumie można by było  chociaż postawić tam pudełko i kogoś posadzić na straży. Lecz zasady wstępu były jasno określone i ogłoszone – egzaminatorzy nie ponoszą odpowiedzialności za zguby.

Może też dlatego, lecz pewnie bardziej z poczucia mistycznej odpowiedzialności i rodzinych więzi, przed budynkami uczelni czekały całe rodziny. Już 10 minut po zamknięciu drzwi, na murku obok kobiety w chustach siedziąc w rządku robiły na drutach. Inne, i inni, siedzieli na trawie, na ławkach, w samochodach, czytając ksążki i gazety. Były nawet eskorty wielopokoleniowe: rodzice, babcia i rodzeństwo, wnuki. Jacyś mężczyźni szeptali modlitwę – a może zaklęcia – przesuwając paciorki w rękach, ktoś nerwowo dreptał w kółko, ktoś inny przysnął oparty o kierownicę samochodu. Nie mogłam się pozbyć porównania z Warszawą, matury i egzaminów wstępnych, w sumie tak indywidualnych i oficjalnych. Dress code podczas dzisiejszego egzaminu okreśił styl jako: dowolny, od dresów i skóry, po t-shirt i sandały. Żadnych białych koszul i krawatów. Jedyne chyba co pozostaje jako ewentualne „poprawki” na przyszłoć, to dress code właśnie: prosta biała szata i sandały, jak na pielgrzymkę, rytuał przejścia.

Reklamy

Autor: Eyen

Od kilku lat zajmuję się etnologią i antropologia Bałkanów, głównie Macedonii. W ramach laboratorium etnograficznego na warszawskiej etnologii prowadziłam badania terenowe o tematyce genderowej w zachodniej Macedonii. Następnie już w lipcu 2007 pojechałam do Włoch, by choć przez kilka dni poobserwować życie pechalbarów - migrantów z Macedonii. Równolegle, przez prawie dwa lata byłam zaangażowana w badania w ramach grantu MENiSW "Relacje społeczne i etniczne na pograniczu macedońsko-albańskim", pod przewodnictwem Karoliny Bielenin-Lenczowskiej. W lutym 2008 po raz piąty przyjechałam do Macedonii, tym razem na stypendium do Skopje, by przez kilka miesięcy choć trochę poznać "normalne", codzienne życie tego miasta. Prozaiczny brak czajnika elektrycznego, pralki, czy kulturowego nawyku picia herbaty posiadały swoisty urok i prowokowały, by poddawać w wątpliwość znaczenie słowa "powrót". Już w styczniu 2009 po raz kolejny pakowałam się do Skopje, tym razem na dziewięć miesięcy, jako przyszła wolontariuszka programu Młodzież w Działaniu. Pracując dla organizacji Kreaktiv, prowadziłam warsztaty z ekologii i rękodzieła, pracowałam z młodzieżą Romską i realizowałam projekt genderowego treningu w Skopje. W "międzyczasie", odwiedziłam Tiranę, Sarajevo, Sremski Karlovci... by za każdym razem tęsknić za Skopje. Równolegle do antropologii studiowałam także ochronę środowiska w warszawskiej sggw. Po kilku przerwach w studiowaniu, w grudniu 2010 w reszcie obroniłam mgr ze specjalizacji ochrona przyrody. Przez rok pracowałam jako koordynatorka projektu promującego recykling w jednym z dużych ngo-sów w Warszawie, po czym w styczniu 2011 dostałam się na studia doktoranckie w Stambule na uniwersytecie Yeditepe. Moje badania dotyczą współczesnych migracji z Macedonii do Turcji. Równolegle, współpracuję przy projekcie badającym ponadpaństwowe więzi łączące migranów Macedońskich we Włoszech... Od stycznia 2011 mieszkam w Stambule. Studiuję na studiach doktoranckich w instytucie Antropologii na Yeditepe University, prowadząc badania o trans-granicznych więziach pomiędzy Macedonią i Turcją (tak bardzo, bardzo ogólnie mówiąc;)). Od niedawna piszę bloga także o moich doświadczeniach z Turcji. Główny punkt podróży ciągle się przesuwa. Ima vreme.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s