Wesele

Jakiś czas temu byłam na weselu. W Stambule żenił się kolega z okolicy, o czym dowiedziałam się wracając do domu ze sklepu. Wspomniany kolega spotkany przypadkiem podszedł do nas i zwerbalizował zaproszenie na wesele – za trzy tygodnie, w sobotę, tu i tu. Chociaż widziałam go wcześniej może raz czy dwa, i nigdy z narzeczoną, ucieszyło mnie to zaproszenie – dawno nie byłam na weselu, a w Turcji nigdy. Zastanawiałam się, jak bardzo miejska impreza weselna w Turcji będzie różna od wiejskich obchodów zaślubin wśród Turków w Macedonii. Burçin raczej nie podzielał mojego entuzjazmu, bo, jak twierdził, tutejsze wesela są nudne. Jednak wypadało pójść, bo choć kolega nie jest bliskim przyjacielem, rodziny od lat znają się „z podwórka”. Zaproszeni byli też nasi najbliźsi sąsiedzi – to oni z resztą przekazali nam oficjalne papierowe zaproszenia w dniu wesela. Nie wiem, czy nie przywiązuje się tu aż takiej wagi do osobistego wręczania zaproszeń, czy to w tym konkretnym przypadku po prostu tak wyszło.

Od razu jak dowiedziałam się o weselu, zaczęłam się zastanawiać nad prezentem: czy młodzi mają jakąś listę życzeń? Co chcieli by dostać? Czy jest tu też opcja „książki zamiast kwiatów„? Moje pytania dostały odzew jak gdybym się z przysłowiowej choinki urwała. Burçin w ogóle nie kumał o czym mówię i powiedział, że tu tu nie ma jeszcze takiej mody. Jak to, świadek lub świadkowa robią listę? To dziwne jakieś i nie wypada, takie praktyczne podejście kapitalistyczne. Tutaj praktykujemy podejście praktyczne a kapitalizm zamaskowany jest zwyczajem: parze młodej najlepiej podarować kasę, lub złoto. Raczej nie kupuje się rzeczy podejrzanych o nieprzydatność, a o takie rzeczy jak „co kupić” się nie pyta. Od wizji wręczania gotówki bardziej podobało mi się złoto. Wcześniej zastanawiałam się, dlaczego na takiej lokalnej w sumie ulicy jak Cennet jest aż tyle sklepów ze złotem? Otóż złoto kupuje się z różnych okazji, nie tylko ślubów, ale też np. sunnet (impreza po obrzezaniu). Natomiast parze młodej na ślub można podarować złoto w różnej postaci: biżuterię (kolczyki, pierścionek, łańcuszek, wisiorek), lub po prostu Çeyrek Altın czyli ćwiartkę złota. W sklepie można kupić po prostu Çeyrek albo na przykład gram. W przeznaczeniu na ślub, złoto zazwyczaj sprzedaje się jako monetę (jak na zdjęciu powyżej) z kokardką i agrafką.

Bowiem na weselu złotą monetę przypina się do panny młodej🙂 Ale po kolei. Wesele zorganizowane było w domu weselnym ze stolikami ustawionymi na zewnątrz, w ogrodzie – była na tyle ciepło. Zaraz po wejściu, gdzieś około 19:00, zostaliśmy pousadzani przy stolikach. Przy naszym mieściło się w sumie od ośmiu do 10 osób. Jak na porządne wesele przystało, gości było pewnie ponad 200, ale organizacja przestrzenna nie bardzo umożliwiała zapoznanie się z pozostałymi. Nie ma wielkiego wspólnego stołu, przełamujących wszelkie zmarzliny oczepin. Kelnerzy przynosili jedzenie, które wszyscy ocenili na „dużo jak na wesele”: talerze z sałatkami, przystawki, grilowana pierś z kurczaka z ryżem. Do naszego stolika chłopaki „zdobyli” butelkę rakı – ilość alkoholu była ograniczona i można go było dostać za wstawiennictwem pana młodego – lub kupić od kelnerów. Para młoda siedziała przy stole zaraz przy wejściu, tuż obok orkiestry wieńczącej niewielki parkiet. I tam około 20:00 podpisali swój cyrograf, i goście mogli ustawić się wężykiem, złożyć życzenia i wręczyć upominki.

Impreza rozkręciła się po około dwóch godzinach, kiedy na dobre zaczęły się tańce. Podobnie jak na weselach w Macedonii, tu też prowadzący grajków wywoływał przez mikrofon do tańca kolejne grupy gości (rodzina panny młodej lub kawalera), lub zapowiadał konkretne ora (tańce). Jednak takich „or” w kręgu było na początku niewiele a parkiet dominowały wygibasy zbliżone do tańców jakie można zobaczyć oglądając seriale o życiu w haremie, lub męskie ora przypominające gody cietrzewi:) Tym akurat byłam trochę niepocieszona, lecz później pojawiały się kolejno przeróżne ora, i nawet niektóre z nich znałam lub po prostu próbowałam, ku radości mojej sąsiadki która jako jedyna ze stolika podzielała moją pasję dla or. Wspólnie rozkręciłyśmy alternatywny parkiet na trawniku przy stoliku.

Podczas wesela nie omieszkałam także „narobić sobie wsi”. Czasami współczuję moim współlokatorom i sąsiadom, ale lubię sobie pośpiewać. Band na weselu (niestety) nie miał wokalisty, i grał głównie orientalno-cygańskie wersje różnych or lub szeroko-bałkańskich hitów. W pewnym momencie zagrali melodię, którą każdy chyba w Poslce zna z płyty Bregowicza i Kai, więc radośnie krzyknełam: znam to! I zaczęłam sobie śpiewać. Zanim zdążyłam pomyśleć, Burçin zaprowadził mnie do orkiestry i dostałam mikrofon z zapowiedzią „specjalnej dedykacji”. Dzięki bogom nie dostałam filmu z wesela więc nie miałam okazji ocenić trzeźwym okiem swoich wokalnych umiejętności, kapela także nie doceniła mojego talentu bo nie zaproponowali mi światowej kariery grania na weselach;)) Ale przynajmniej „działo się”, a ktoś z gości się podobno dziwił, że Alper (pan młody) ma znajomą „artystkę z zagranicy”:P

Advertisements

Autor: Eyen

Od kilku lat zajmuję się etnologią i antropologia Bałkanów, głównie Macedonii. W ramach laboratorium etnograficznego na warszawskiej etnologii prowadziłam badania terenowe o tematyce genderowej w zachodniej Macedonii. Następnie już w lipcu 2007 pojechałam do Włoch, by choć przez kilka dni poobserwować życie pechalbarów - migrantów z Macedonii. Równolegle, przez prawie dwa lata byłam zaangażowana w badania w ramach grantu MENiSW "Relacje społeczne i etniczne na pograniczu macedońsko-albańskim", pod przewodnictwem Karoliny Bielenin-Lenczowskiej. W lutym 2008 po raz piąty przyjechałam do Macedonii, tym razem na stypendium do Skopje, by przez kilka miesięcy choć trochę poznać "normalne", codzienne życie tego miasta. Prozaiczny brak czajnika elektrycznego, pralki, czy kulturowego nawyku picia herbaty posiadały swoisty urok i prowokowały, by poddawać w wątpliwość znaczenie słowa "powrót". Już w styczniu 2009 po raz kolejny pakowałam się do Skopje, tym razem na dziewięć miesięcy, jako przyszła wolontariuszka programu Młodzież w Działaniu. Pracując dla organizacji Kreaktiv, prowadziłam warsztaty z ekologii i rękodzieła, pracowałam z młodzieżą Romską i realizowałam projekt genderowego treningu w Skopje. W "międzyczasie", odwiedziłam Tiranę, Sarajevo, Sremski Karlovci... by za każdym razem tęsknić za Skopje. Równolegle do antropologii studiowałam także ochronę środowiska w warszawskiej sggw. Po kilku przerwach w studiowaniu, w grudniu 2010 w reszcie obroniłam mgr ze specjalizacji ochrona przyrody. Przez rok pracowałam jako koordynatorka projektu promującego recykling w jednym z dużych ngo-sów w Warszawie, po czym w styczniu 2011 dostałam się na studia doktoranckie w Stambule na uniwersytecie Yeditepe. Moje badania dotyczą współczesnych migracji z Macedonii do Turcji. Równolegle, współpracuję przy projekcie badającym ponadpaństwowe więzi łączące migranów Macedońskich we Włoszech... Od stycznia 2011 mieszkam w Stambule. Studiuję na studiach doktoranckich w instytucie Antropologii na Yeditepe University, prowadząc badania o trans-granicznych więziach pomiędzy Macedonią i Turcją (tak bardzo, bardzo ogólnie mówiąc;)). Od niedawna piszę bloga także o moich doświadczeniach z Turcji. Główny punkt podróży ciągle się przesuwa. Ima vreme.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s