Bazary

   Nie zamierzam pisać o znanych jako turystyczne atrakcje Grand Bazar czy Spice Market. Może kiedyś się o to pokuszę, choć dokumentacji w Internecie na temat obu jest na prawdę sporo. Dużo ciekawsze dla mnie i rzadziej opisywane są regularne „zwykłe” bazary, na których przeciętni śmiertelnicy robią codzienne zakupy. W mojej okolicy w różne dni tygodnia pojawia się kilka bazarów. Najbliżej mnie jest Bazar Wtorkowy, który w każdy wtorek przemienia kilka zwyczajnych uliczek w ruchliwe kolorowe przestrzenie bazarowe. Bazar rozstawia się rano. Na metalowych palach rozpinane są płachty, przywiązywane sznurkami i linkami do czego-popadnie: słupów, pudeł, budynków. Pojawiają się drewniane skrzynie i blaty, a na nich dosłownie wszystko: warzywa, owoce, bakalie, przyprawy, ubrania, narzędzia, dywaniki, firanki, środki czystości, tapety, wiadra, szklanki, kubki, kwiatki… słowem:  spożywczo-ogrodnicze, tekstylne AGD, w dodatku przenośne. Bazar Wtorkowy różni się od Warszawskiego (przynajmniej takiego jaki jest dziś, np. przy rondzie Wiatraczna) przede wszystkim hałasem. Na bazarze wtorkowym wszyscy krzyczą: ABLAAAAAA BIR LIRA (siostro, jedna lira!!!), tanio tanioooo!! świeże, naturalne!! Warzywnicy i owocarze krzyczą: ORGANIK! słodkie jak cukier, jak miód pomarańcze, jabłka, śliwki !!!. Wśród handlarzy tekstyliami w okrzykach pojawiają się znane marki: na przykład wczoraj, sprzedawca skarpetek i gaci krzyczał: Pier Kardin, Pier Kardin! Marka, Tylko Tu! Z kolei inny sprzedawca bluzek polecał klientkom firmę ZARA (Zara, geldi, orjinal!!!) . Na takim bazarze rzeczywiście można kupić orginalne ciuchy, czasem prawdziwe perełki, i to za śmieszną wręcz cenę. Ubrania na bazar trafiają prosto ze szwalni i fabryk, przeważnie zakwalifikowane jako „niewielkie ubytki” (niezauważalny dla przeciętnego użytkownika brak jednej nitki we wzorze), lub innymi nieznanymi mi kanałami. Na wtorkowym bazarze udało mi się na przykład kupić t-shirty H&M po 3 liry (około 5,5PLN), i bluzki po 5 lir (8,5PLN).

Na bazarze można też kupić idealne praktyczne podróbki wielu użytecznych rzeczy: na przykład worki do odkurzacza udające BOSH, tańsze kilkukrotnie niż oryginał. Można też kupić podrabiane perfumy, i pachnieć jak bohaterowie/bohaterki serialu, na przykład Hurrem Sultan (pic), a do tego ozdobić się pierścionkiem za 1 lirę imitującym srebrno-szmaragdowy orginał z telewizji.

Zakupy na bazarze to dla mnie zawsze jak mała wycieczka kulturoznawcza, specyficzna przygoda miejska gdzie zawsze warto być czujnym i pilnie obserwować wydarzenia. Po pierwsze, trzeba się zawsze przyglądać cenom. Pozornie zachęcająco niska cena nabazgrana na kartce może się okazać ceną nie za kilogram, lecz za pół kilo, o czym poinformuje nas mikroskopijnie dopisane „yarim”. Warto też kupować tam, gdzie można samodzielnie wybrać towar – wyjątkowo piękne jabłka wyeksponowane w pierwszym rzędzie mogą się mieć nijak do tego, co sprzedawca napakuje do torebki. Wtedy trzeba zajrzeć, obejrzeć, i jak się nie spodoba – grzecznie acz stanowczo zwrócić. Często chodzę na bazar niedługo przed zamknięciem, bo wtedy magicznie spadają ceny. Zamykaniu towarzyszy też specyficzna atmosfera przejścia: uwaga sprzedających powoli przenosi się na rytuały składania straganów, miejsce nawoływań zaczyna zastępować pośpiech. W ostatnich momentach taki bazar zamienia się w tor przeszkód: trzeba przemykać się przez tunele zwijanych lin, składanych masztów i spadających płacht, lawirować pomiędzy rozsypanymi pomidorami, kawałkami kapusty, szmatami, niezidentyfikowanymi fragmentami wszystkiego co organiczne i wodą ktróa niedawno jeszcze jako bryły lód schładzała ryby. Taka rozprzestrzeniona,  uliczna sałatka „dnia bazaru”.

   Po regularnym doświadczaniu okolicznych bazarów, podczas ostatniej wizyty w Polsce doświadczyłam szoku poznawczego kupując owoce i warzywa. Mój wtorkowy bazar to warzywno-owocowy raj i raj dla wegetarian. Zaraz po przyjeździe do domu zdziwiło mnie ubóstwo warzyw w lodówce, więc poszłam do pobliskiego Carrefour`a kupić warzywa na sałatkę i na obiad. Jasne, że to nie bazar, lecz supermarket, ale ceny i jakość mnie zaszokowały. Za jedną marną cukinię zapłaciłam 6zł, półprzejrzyste wodniste pomidory kosztowały w promocji 5,50 za kilogram, sałata 5, a kilo bakłażanów 12. I to wszystkie jakieś takie sztuczne, plastikowe, be barwy i bez smaku, jak gdyby ktoś wyprał stoisko z warzywami w wybielaczu. Na bazarze na Wiatracznej było zdecydowanie lepiej jeśli chodzi o jakość produktów, ale za to sporo drożaj, no i jakoś tak… ubogo. Przepych Bazaru Wtorkowego, od którego na początku kręciło mi się w głowie, zdążył już mnie do siebie przyzwyczaić. Na pewno to, co króluje w Polsce i pobija Turcję na łopatki to jabłka. W Turcji wprawdzie też jest kilka odmian lecz większość należy do typu gorącego klimatu: twarda skórka i bardzo soczysty, często wodnisty słodkawy środek. Moją ulubioną odmianą jest Arap Kizi (Arabska Dziewczyna), cierpka, bardziej „polska” w smaku. O warzywach, owocach i innych produktach napiszę więcej innym razem- sama wciąż odkrywam „co jest co” i do czego się nadaje.

 

Reklamy

Autor: Eyen

Początki mojej etnograficznej przygody sięgają laboratorium etnograficznego na warszawskiej etnologii w ramach którego miałam szansę pojechać na pierwsze badania terenowe do zachodniej Macedonii. Przez kolejne lata byłam zaangażowana w badania dokumentujące relacje społeczne i etniczne na pograniczu macedońsko-albańskim oraz migrację z Macedonii do Włoch. Przez kilkanaście miesięcy mieszkałam w stolicy Macedonii, Skopje, jako stypendystka programu CEEPUS, oraz wolontariuszka programu Młodzież w Działaniu. Równolegle do antropologii ukończyłam magisterskie studia z ochrony środowiska w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego i przez rok po obronie pracowałam jako koordynatorka projektu promującego recykling w jednym z Warszawskich stowarzyszeń. W styczniu 2011 dostałam się na studia doktoranckie jako stypendystka programu TUBITAK-BIDEB na uniwersytecie Yeditepe i przeprowadziłam się do Turcji. Moje badania dotyczyły tożsamości muzułmanów z zachodniej Macedonii w kontekście migracji i więzi z Turcją. Od roku 2017 kontynuuję studia na wydziale antropologii Uniwersytetu Oslo.

3 thoughts on “Bazary”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s