Tureckie TV

Turecka telewizja idealnie wpisuje się w zadania wynikające z konstytucji: oto Turcja jest krajem nacji Tureckiej: mieszkają w niej Turcy posługujący oczywistym językiem Tureckim. I tak oto w telewizji tureckiej większość filmów zagraniczych skutecznie uniemożliwia chociaż podłapanie obcojęzycznych zwrotów. Tu nawet Robert De Niro płynnie śmiga po Turecku po niewielkiej mutacji głosu. O napisach lub tłumaczeniu symultanicznym – zapomnij. Pojawiają się, chociaż rzadko, w zagranicznych serialach na niektóych programach. Nie twierdzę, że polska wersja filmów w której taksamobrzmiący od filmu do filmu głos czytający po polsku nawet ahy i ohy jest rzwiązaniem lepszym czy idealnym – ale mimo wszystko wszechobecne dubbingi działają mi na nerwy. Także dlatego, że najczęściej są po prostu  kiepskie, nawet z najlepszego filmu robiąc brzmienie tureckiej telenoweli.

A te z kolei – telenowele – są niepoliczalne (przynajmniej dla mnie). Większość oczywiście koncentruje się tematycznie wokół tzw. praktyk codziennych w Turcji – tych typowych i zupełnie niecodziennych. I tak oto gdy piszę ten post, na ekranie leci serial o tym jak to się żyło w latach 80-tych. Nie bardzo mam ochotę wsłuchiwać się w dialogi. Film z założenia ma być zabawny, żeby dzisiejsi Turcy się mogli pośmiać z tych „starych” old-schoolowych Turków, ale gdy patrzę na to się dzieje na ekranie, to jakoś nie bardzo obie rzeczywistości – ta w tv i ta na ulicy – się różnią. Dialogi cienkie, gra aktorska mizerna, o ujęciach nie wspomnę. Tak jak w większości telenoweli, tu też pojawiają się sceny przedstawiające relacje i role genderowe. Oto panienka w płaszczyku ośmieliła się pogadać z mężczyzną na ulicy i już pojawia się jej brat ze srogą miną ganiąc ją za to że jak to gadała co tu robi z kim gadała marsz do domu do mamusi już a kysz. To scena miejskiej serialowej oczywsitości niezależnie od ogólnego scenariusza – ról genderowych absolutnie nie należy w porządnej telewizji kwestionować. TRT powinna dbać o morale i pokazywać słuszne wzorce, a jak;)

Oto kolejna scena – rodzina siedzi w salonie na wielkiej kanapie. Kanapy mają różne kształty, ta akurat przypomina podkowę. Wszyscy się uśmiechają i kiwając głowami usiłują coś wskórać. Córeczka choć ma już ponad 30 rozkminia jak przekonać wąsatego tatusia żeby pozwolił jej dokądś pójść. Żona stara się łagodzić wszystko uśmiechniętymi przytakującymi kometarzami od czapy. Syn się na wszelki wypadek nie odzywa bo po co – i tak zrobi co zechce. This is a men`s world;) Tylko w nielicznych telenowelach postaci kobiece otrzymują bardziej znaczące miejsce niż dodatek, a jeśli nawet to często są to role prześmiewcze, które mająpokazać stereotypowe kobietki jak np. damusie, paniusie, kury domowe, polujące na męża panny. Osobowość, zainteresowania, charakter, to już postać kobieca na miarę serialuz wyższej klasy, lub jeśli reżyseruje go akurat kobieta – bo na szczęście takie są.

Zostawiając na razie mój ulubiony gender, nie mogę nie wspomnieć o kolejnym szoku poznawczym jakiego dostarczyła mi turecka Tv: chmurki, kwiatuszki, kolorowe ptaszki. Pewnie z 10 lat temu czytałam w magazynie Fantastyka opowiadanie w którym specjalny program rządowy polepszał morale społeczeństwa poprzez usuwanie „negatywnych” wzorców” oto z filmów znikały wszelkie sceny z alkoholem i nikotyną. Tu, w Turcji, rzecz tyczy się (jak na razie) jedynie nikotyny, która też nie znika, lecz zostaje przesłonięta kolorową chmurką (jak tu w jednym z pierwszych ujęć). Co ciekawe. chmurki czy kwiatki nie zakryją gołej pupy, piersi czy innych części ciała, a jedynie palonego papierosa lub paczki z fajkami na półkach. Turcja w ostatnim czasie miała kilka fajnych pomysłów na poprawienie morali społeczeństwa, jak na przykładblokada dostępu do blogspot.com, lub wcześniejsze zablokowanie youtuba. Dziennikarzy i reporterów, którzy udają że nie wiedzą co to prawidłowa moralność, można zamknąć w więzieniu za obrazę konstytucji, przekonać do emigracji,lub dowiedzieć się nagle o ich niewyjaśnialnym zniknięciu. Porządek być musi!

Moim ulubionym programem w telewizji jest jakikolwiek z seri „ślubne”. To taki odpowiednik „Randki w Ciemno”, tyle że zamiast podchodów i randkowania, wywala się kawę na ławę: szukam męża/żony. Fotka, krótki opis, kontakt i ajde do programu. Telewidz/ka może przyglądać się swobodnie parze, która rozmawia ze sobą przez oddzielający ich wachlarz na tematy takie jak: role w małżeństwie, dzieci, praca, mieszkanie, wizja życia. Jeśli wyrażą zainteresowanie, bohaterowie mają szansę umówić sięna kawę by jużpoza kamerą omówić plany na życie w małżeństwie. Jeśli nie przypadną do gustu, banner z podobizną będzie nadal wyskakiwał na dole ekranu tak by potencjalny zainteresowany/a mógł/a zadzwonić i umówić się na wachlarzem-oddzielone spotkanie. Tu jest Turcja, tu nie ma randek: albo się hajtaj, albo idź do domu. W programie oczywiście uczestniczą obserwatorki i obserwatorzy, komentatorzy i komentatorki. Można wysłuchać porad małżeńskich od 90-letniej babci, a pani psycholog oceni czy para się dla siebie nadaje czy nie. I wszstko takie święte i grzecze, no bo o małżeństwo wszak chodzi, nie o jakieś „randkowanie”.

To tyle na dziś, nie dziwię się wcale, że jeśli ktoś nie ma National Geograohic albo Movie Festival – koniec końców wybierze mecz.

Reklamy

Autor: Eyen

Od kilku lat zajmuję się etnologią i antropologia Bałkanów, głównie Macedonii. W ramach laboratorium etnograficznego na warszawskiej etnologii prowadziłam badania terenowe o tematyce genderowej w zachodniej Macedonii. Następnie już w lipcu 2007 pojechałam do Włoch, by choć przez kilka dni poobserwować życie pechalbarów - migrantów z Macedonii. Równolegle, przez prawie dwa lata byłam zaangażowana w badania w ramach grantu MENiSW "Relacje społeczne i etniczne na pograniczu macedońsko-albańskim", pod przewodnictwem Karoliny Bielenin-Lenczowskiej. W lutym 2008 po raz piąty przyjechałam do Macedonii, tym razem na stypendium do Skopje, by przez kilka miesięcy choć trochę poznać "normalne", codzienne życie tego miasta. Prozaiczny brak czajnika elektrycznego, pralki, czy kulturowego nawyku picia herbaty posiadały swoisty urok i prowokowały, by poddawać w wątpliwość znaczenie słowa "powrót". Już w styczniu 2009 po raz kolejny pakowałam się do Skopje, tym razem na dziewięć miesięcy, jako przyszła wolontariuszka programu Młodzież w Działaniu. Pracując dla organizacji Kreaktiv, prowadziłam warsztaty z ekologii i rękodzieła, pracowałam z młodzieżą Romską i realizowałam projekt genderowego treningu w Skopje. W "międzyczasie", odwiedziłam Tiranę, Sarajevo, Sremski Karlovci... by za każdym razem tęsknić za Skopje. Równolegle do antropologii studiowałam także ochronę środowiska w warszawskiej sggw. Po kilku przerwach w studiowaniu, w grudniu 2010 w reszcie obroniłam mgr ze specjalizacji ochrona przyrody. Przez rok pracowałam jako koordynatorka projektu promującego recykling w jednym z dużych ngo-sów w Warszawie, po czym w styczniu 2011 dostałam się na studia doktoranckie w Stambule na uniwersytecie Yeditepe. Moje badania dotyczą współczesnych migracji z Macedonii do Turcji. Równolegle, współpracuję przy projekcie badającym ponadpaństwowe więzi łączące migranów Macedońskich we Włoszech... Od stycznia 2011 mieszkam w Stambule. Studiuję na studiach doktoranckich w instytucie Antropologii na Yeditepe University, prowadząc badania o trans-granicznych więziach pomiędzy Macedonią i Turcją (tak bardzo, bardzo ogólnie mówiąc;)). Od niedawna piszę bloga także o moich doświadczeniach z Turcji. Główny punkt podróży ciągle się przesuwa. Ima vreme.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s