Football i gender

Odkąd przyjechałam do Turcji, moje spojrzenie na futbol zmieniło się; może nie drastycznie – ale jednak. Jak to często bywa, spotkanie z „obcym” jest jak lusterko ujawniające nasze własne schematy i stereotypy. W tym wypadku skonfronowałam się z zakorzenionym głęboko wizerunkiem Kibola. Szokiem poznawczym w Turcji było dla mnie na przykład, że mecze ligi krajowej oglądają „normalni”, wykształceni, „kulturalni” ludzie. Całe moje ja nauczone było z kolorowych gazet i tv, że liga krajowa to nie gra, a podwórkowa bijatyka. A ‚fan” to taki co to zdemoluje pół ulicy wraz z przystankiem, pobije i zbluzga wszystkich  wokół. Intelektualista piłki nożnej – no poza zawodami o randze co najmniej kontynentalnej – nie będzie oglądał, a już na pewno nie na stadionie. Zajmie się bieganiem, jogą, może sztukami walki. Poogląda boks (to w Polsce akurat modne).

Wśród moich znajomych w Turcji – wprost przeciwnie. Karate, boks?! To nie sporty, to zajęcie dla lokalnej ganksterki i mafii, dla kolesi z ndmiarem agresji i oczywiście nie dla kobiet, a jeśli to dla takich z poblemem, co to na pewno mają na bakier z własną kobiecością. Piłka nożna natomiast to norma, kibicowanie to niemal jak umiejętność oddychania. Jak masz na imię, skąd jesteś, której drużynie kibicujesz. I codzienny dyskurs – tak jak w Anglii o pogodzie, czy w Polsce o wspomnieniach z imprez – tu o meczach: tych zagranych, obejrzanych, obstawionych, wczoraj, jutro, przed rokiem. Ploteczki i nowinki o piłkarzach, kto gdzie przeszedł i jak zagrał, kto kogo kupił/sprzedał. Punktacje, wyniki, prognozy, komentarze, i to niektórym nigdy się nie nudzi.

Poza innym profilem kibica, piłka nożna w Turcji ma ostatnio inny gender. Drwiąc z parytetów w Europie, po jednym z meczów Fenerbahce za złe zachowanie fanów spotkała specyficzna kara: na następny mecz nie wpuszczano mężczyzn, a jedynie – i to za darmo – kobiety. Wszystkie gazety komentowały niezwykły mecz, na którym tłum kobiet – z czego spora część w hidżabach – kibicowały sopranem uzbrojonym w tablice: kochanie, jestem na meczu, obiad w piekarniku. Wiemy co to jest off-side. Mecze tylko dla kobiet powtórzono kilkakrotnie i za każdym razem na trybunach był tłum. Większość moich męskich znajomych mniej lub bardziej śmiele podśmiewało się z kobiet: od razu widać – ich, ekspertów, zdaniem – że większość kobiet pojęcia nie ma o zasadach gry. Krzyczą i klaszczą nie wtedy, kiedy „trzeba”, i w ogóle nie doceniają prawdziwie wspaniałych akcji na boisku. Pomijając różnice w spostrzegawczości obu płci, zakładając że kulturowo uwarunkowane mogą być takie -to ile kobiet grało w nogę? Pamiętam sama gdy na lekcji wf usłyszałyśmy od nauczycielki, że piłka nożna to nie dla dziewczyn, i żeby lepiej się zająć czymś innym. To strefa męska, a kobieta może być do niej jedynie wyjątkowo dopuszczona. Na trybunach nadal kwestionuje się nieobecnośc mężczyzn i obecność kobiet. Facet nie może nie interesować się futbolem – jeśli tak robi, to na pewno jest gejem. A kobieta, no cóż, niewiele z nich „na prawdę” wie, co to jest futbol, jeśli odpowiednio to udowodni. To znaczy, jeśli zachowa się jak facet.

Oglądając mecze w gronie mieszanym zauważam, że rzeczywiście faceci częściej zwracają uwagę na inne rzeczy niż kobiety, w innych momentach krzyczą, zaciskają pięści skaczą. Wprowadzeni w świat kibicowania niemal na równi z nauką chodzenia, wiedzę kiedy i jak się „powinno” opanowaną mają do perfekcji. I wszystko zgodnie z „męskimi” wzorcami reagowania, w któr wprowadzeni są od początku swojej kakiery kibica. Kobiety patrzą na piłkę trochę z noku. Czasem zaczynają chodzić na mecze ze względu na znajomych, chłopaków, rodzinę, czasami interesują się nią same, częściej na początku „po cichu”, bo społecznie to przecież męska strefa. Reakcje kobiet na akcje na boisku najczęściej wymykają się wypracowanym schematom. Wiedzę o tym, jak być powinno, zastępuje wnikliwa obserwacja, zaskoczenia, zaintresowanie, zachwyt. Oglądając ostatni mecz kibicowany jedynie przez kobiety miałam wrażenie, że trybuny przepełnia świeżość: radość, energia, spontaniczne reakcje zamiast zgodnych z zasadami, wystudiowanych. Większość mężczyzn komantowała to z przekąsem, że kibicowanie kobiet jest „nieprawdziwe”, niepełne, nie takie jak trzeba. Niestety – dla Panów – piłka nożna sama w sobie nie jest męskim sportem. Jest tak jak noszenie spódnicy i spodni, zakładanie nogi na nogę, zabawa lalkami lub resorakami, siorbanie herbaty. Jedym wypada i przynależy, u innych razi i prowokuje pytanie: jak to? Jednak żaden z moich kolegów-kibiców takim się nie urodził.

W Turcji niemal każdy chłopiec, zanim nawet zostanie obrzezany, już wie, której drużynie trzeba kibicować. To jak psychiczny tatuaż, określający przynależność do grupy i potwierdzający męskość. Nawet jeśli uśiwadomi to sobie gdy dorośnie, mimo wszystko raczej będzie oglądał. Jeśli jużnie po to, by wspierać, to by się rozerwać. Oglądanie piłki w TV to dobra metoda na reset. To świetna wymówka, żeby czegoś nie robić. Bo przecież jest mecz który trzeba obejrzeć. Umowa społeczna jest tak oczywista, że nikt nie śmie zaprzeczyć. Bo któż? Zaden facet o zdrowych zmysłach – bo on też ogląda. A kobieta? No oczywiste, że one to nie rozumieją męskiego świata footbalu i się czepiają, bo nie rozumieję, więc się czepiają, bez sensu. Potwierdza to tylko oczywistąignorancję kobiet, nawet jeśli wybór meczu przekreśli inne istotne sprawy. Rzeczywiście, to dobra forma odprężenia. Bez morału, konfliktów tragicznych, zbędnych pouczeń i wygórowanych emocji, scenariusz gry dostarcza katharsis. Strzeli – nie strzeli, co za akcja, wygraliśmy, my! Teraz można przygadać sąsiadowi z klatki obok, co kibicuje drużynie wroga. I jest o czym gadać przez następne kilka godzin, dni. Można się nawet pozastanawiać, bo choć zasady gry są jasne, czasami decycuje (nie)fart: piłka cudownie zbacza z toru, wpada do bramki, gracze dokonują cudów albo głupstw.  Co tam reportaż o strajku, reklamy społecznościowe, debata polityczna czy program o ekonomii. Dopóki jest futbol, nie ma kryzysu na świecie: wojny, wybuchy, głód, choroby, cuda i niesamowitości – nic nie jest w stanie wytrącić z równowagi, dopóki piłka się toczy.

Reklamy

Autor: Eyen

Początki mojej etnograficznej przygody sięgają laboratorium etnograficznego na warszawskiej etnologii w ramach którego miałam szansę pojechać na pierwsze badania terenowe do zachodniej Macedonii. Przez kolejne lata byłam zaangażowana w badania dokumentujące relacje społeczne i etniczne na pograniczu macedońsko-albańskim oraz migrację z Macedonii do Włoch. Przez kilkanaście miesięcy mieszkałam w stolicy Macedonii, Skopje, jako stypendystka programu CEEPUS, oraz wolontariuszka programu Młodzież w Działaniu. Równolegle do antropologii ukończyłam magisterskie studia z ochrony środowiska w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego i przez rok po obronie pracowałam jako koordynatorka projektu promującego recykling w jednym z Warszawskich stowarzyszeń. W styczniu 2011 dostałam się na studia doktoranckie jako stypendystka programu TUBITAK-BIDEB na uniwersytecie Yeditepe i przeprowadziłam się do Turcji. Moje badania dotyczyły tożsamości muzułmanów z zachodniej Macedonii w kontekście migracji i więzi z Turcją. Od roku 2017 kontynuuję studia na wydziale antropologii Uniwersytetu Oslo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s