Gry Miejskie: codzienne podróże metrobusem

Istanbul zasypany śniegiem. Padało od rana, najpierw nieśmiało, by około 16:00 sprowadzić cały widnokrąg do kilku metrów sześciennych wirującego śniegu. Wracałam akurat o tej porze z uczelni i miałam okazję przekonać się co to znaczy gdy prawie 14 milionowe miasto pozbawi się jednej z głownych arterii komunikacyjnych – metrobusów. Nie wyobrażam sobie, jak wyglądało poruszanie się po Stambule bez metrobusów. Metrobusy to autobusopodobne pojazdy jeżdżące po specjalnie wydzielonej linii na głównej trasie łączącej Azję i Europę. Jadąc na uczelnię przemierzam prawie całą trasę, czyli około 40 km. Linia podzielona jest na dwa odcinki: od Avcilal do mostu Bogazici, i od mostu do Sogutlucesme (Kadikoy). Żeby z Europy pojechać do Azji, przed mostem trzeba wysiąść z lini Europejskiej i przesiąść się do następnego pojazdu. I właśnie na tej stacji odbywają się zawsze fascynujące mnie Gry Miejskie.

Przesiadkowa stacja metrobusów w Stambule to jeden z tych dynamicznych punktów miasta, gdzie nic nie jest stałe poza budką z fast-foodem, bramkami wejścia na peron i fundamentami ulicznej infrastruktury. Mam wrażenie, że nawet chodnik ciągle się zmienia, pocierany w milionach miejsc przez setki tysięcy butów. To strefa hiper-liminalna, ruchliwe nigdzie, przesiadka. Ci, którzy na stacji Zincirlikuyu kończą swoją podróż, wychodzą przez metalowe bramki, przeciskają się po schodach, oddalają w różnych kierunkach. Pozostali, którzy jadą dalej, łączą się w ogrodzonej przestrzeni z nowymi pasażerami; z góry wyglądało by to jak ławica ryb, ściśniętych, anonimowych, jednokierunkowych.

W tzw. godzinach szczytu niewielka przestrzeń przystanku jest prze-zatłoczona, i wejście do metrobusa zmienia się w teren do Gry Miejskiej. Gra toczy się o niemałą stawkę: w zależności od miejsca zamieszkania, będziesz jechać nim kolejne 30, 40, a może i 60 minut. Nie dziwi więc, że każdy chce siedzieć. Siedzenie, tak prozaicznie fizyczna czynność, a raczej stan ułożenia ciała, ale jak bardzo zmienia formę i komfort miejskiej podróży! Chwila, w której pusty metrobus podjeżdża na przystanek, to moment prawdziwego napięcia: ekscytacji, lęku, odwagi, sprytu, zręczności i brawury, ba, nawet walki. Doświadczeni podróżnicy starają się zająć najbardziej strategiczne miejsca, starając się przewidzieć, gdzie znajdą się drzwi gdy zatrzyma się metrobus. Cel Gry jest prosty: wejść i usiąść. Kto odpadnie, ten (najczęściej) wysiada, i musi podejść do Rundy Drugiej, czasem nawet kilku, jeśli jest niemrawy(a), ospały(a), zbyt uprzejmy(a). Bo na czas Gry zmieniają się zasady społecznego (współ)funkcjonowania.

Gra Miejska: Metrobus to czas, w którym trzeba wykazać się odwagą, sprytem i szybkością. Trzeba wyłączyć się na potrzeby innych i uruchomić potrzeby własne. Ustawić się jak najlepiej, wystartować w odpowiednim momencie, wyprzedzić i przezwyciężyć innych. Nie liczą się wiek, płeć, kolor skóry, oczu, szeroko rozumiany status społeczny, ubiór. Wszyscy stają się nagle niezwykle równi i nie ma miejsca na zachowania „szarmanckie”, „kulturalne”, czy jakiekolwiek wynikające z klasyfikacji społecznych „gesty”, na które można by sobie pozwolić w innych okolicznościach. Czekając na przystanku dotykamy jednego z niższych poziomów piramidy podstawowych potrzeb, wśród których znajdują się bezpieczeństwo, wygoda i schronienie. Wszyscy są zmęczeni, w perspektywie mają długą drogę i chcą usiąść. Potrzeba wypoczynku, komfortu, są jak głód, który trzeba zaspokoić., szybko i bez zbędnego oglądania się na boki. Wachania, wątpliwości i opory to gwarancja przegranej.

Pierwsze doświadczenia przesiadki na linii metrobusa były dla mnie koszmarnie stresujące. Całe „ja” wychowane w poszanowaniu pewnych norm i gestów krzyczało i nie pozwalało mi brać  aktywnego udziału w Grze. Przez kilka pierwszych podróży starałam się zachować „dumę”, ignorowałam przepychający się tłum i wsiadałam jako jedna z ostatnich. W imię wartości zinteralizowanych w innym miejscu i czasie byłam „ponad to”, co w praktyce sprowadzało się do tego, że ponad 40 minut stałam. Bolały mnie nogi, ręce, a starania by utrzymać równowagę skutecznie utrudniały mi zachowanie pozytywnej postawy do świata. Przyglądałam się ludziom i nie lubiłam ich, myślałam „jak to tak można się pchać”. Wspominałam angielski zwyczaj czekania na autobus „w ogonku”, i w głowie rodziły mi się różne europocentryczne porównania. Z podróży na podróż robiłam się coraz bardziej sfrustrowana, lecz nadal odmawiałam udziału w tej „dzikiej i niekulturalnej” praktyce.

Zasad Gry Miejskiej uczyłam się stopniowo. Na początku na zasadzie małej próby,  wyzwania. Powoli przyłączałam się do dzikiej gry, aż stałam się jej częścią: Graczem. Gracz to byt reagujący według określonych wyuczonych wzorów postępowania. Nie jest osobą, personą, nie ma swojej historii i unikalnych cech. Nie ważne jest imię Graczki, jej positionality. Ponieważ itakże są częściami Gry, „etyka zanika”, lub może po prostu nie jest i nigdy nie była, bo Gra rządzi się swoimi prawami, innymi od ogólnie przyjętych norm i wartości. Gra wartościowana jest według systemu 1:0, wygranej i porażki. Wszyscy Gracze postępują według tych samych zasad jednocześnie dając im przyzwolenie. W drzwiach metrobusa nie wpychasz się przed staruszka, ale próbujesz wyprzedzić innego Gracza. W dyskursie Gry na starcie wszyscy są równi.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy

Autor: Eyen

Początki mojej etnograficznej przygody sięgają laboratorium etnograficznego na warszawskiej etnologii w ramach którego miałam szansę pojechać na pierwsze badania terenowe do zachodniej Macedonii. Przez kolejne lata byłam zaangażowana w badania dokumentujące relacje społeczne i etniczne na pograniczu macedońsko-albańskim oraz migrację z Macedonii do Włoch. Przez kilkanaście miesięcy mieszkałam w stolicy Macedonii, Skopje, jako stypendystka programu CEEPUS, oraz wolontariuszka programu Młodzież w Działaniu. Równolegle do antropologii ukończyłam magisterskie studia z ochrony środowiska w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego i przez rok po obronie pracowałam jako koordynatorka projektu promującego recykling w jednym z Warszawskich stowarzyszeń. W styczniu 2011 dostałam się na studia doktoranckie jako stypendystka programu TUBITAK-BIDEB na uniwersytecie Yeditepe i przeprowadziłam się do Turcji. Moje badania dotyczyły tożsamości muzułmanów z zachodniej Macedonii w kontekście migracji i więzi z Turcją. Od roku 2017 kontynuuję studia na wydziale antropologii Uniwersytetu Oslo.

7 thoughts on “Gry Miejskie: codzienne podróże metrobusem”

  1. Czesc 🙂
    Strasznie sie usmialam czytajac to, bo przezylam to juz mnostwo razy i za kazdym razem wszystkich tam wyzywam albo probuje poczekac i wejsc ostatnia ale jest tak goraco i taki scisk ze czuje jakbym miala zaraz zemdlec a jeszcze dlugo droga… Moj chlopak tam mieszka i zawsze karze mi sie pchac czego nie lubie…. Zdecydowanie wole autobus no ale wtedy droga jest dluzsza…:(

  2. Cześć. Wybieram się wkrótce do Stambułu, stąd pytanie: tylko metrobus się tak wyróżnia, czy w zwykłych liniach autobusowych również jest podobnie?

    1. W sensie tłoku? w zależności od godziny. Może nie ma aż takiej walki o wejście – do autobusów wchodzi się drzwiami obok kierowcy, zdarza się, że ludzie stoją w kolejce, szczególnie jeśli to pierwszy przystanek autobusu. Może jest więc spokojniej, ale można utknąć w korkach.

    2. a gdzie będziesz mieszkać w Stambule? Jeśli przyjeżdżasz na dłużej (studia, praca), warto znaleźć mieszkanie w miarę blisko.

      1. To będzie wycieczka 3-dniowa z okazji targów fotowoltaicznych. Będę mieszkać w Yesilkoy. Plan na dojazd mam taki: z lotniska Sabiha Gokcen do Kadikoy autobus firmy Havatas, następnie prom, a trzeci odcinek (od około 16:00) właśnie autobusem miejskim (linia BN1 lub BN2), który prawdopodobnie zastępuje nieczynną (tak się domyślam) kolej Sirkeci – Halkali. A znasz może jakieś linki do map zwykłych linii autobusowych? Google podpowiada tylko mapy transportu szynowego i metrobusa.

        1. mapki i rozkłady dla linii autobusowych można zobaczyć tu http://www.iett.gov.tr/en wpisując numer autobusu w wyszukiwarkę. Tu z kolei http://www.istanbul-ulasim.com.tr/passenger-services/network-maps.aspx są mapki połączeń metrem i marmaray. Można też pojechać marmaray (z Ayrilik Cesmesi albo SIrkeci) do Kazilcesme, a stamtąd autobus lub minibus do Yesilkoy.
          Inna opcja to autobus miejski z Sabihy do przystanku Uzuncayir, tam przesiadasz się w metrobus, a potem znów autobus… ale pierwsza opcja jest chyba najprzyjemniejsza:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s