Matka bez imienia

Od dłuższego czasu nurtuje mnie symboliczna zmiana tożsamości jednej z moich znajomych. Mieszka daleko i nie mam okazji by spotkać się z nią osobiście i zapytać o jej punkt widzenia, jedyny kontakt między nami ma miejsce w wirtualnej przestrzeni pewnego popularnego portalu społecznościowego. Na tym właśnie portalu moja znajoma zmieniła jakiś czas temu imię. Zacznę jednak od początku.

Kiedy poznałyśmy się w upalne lato prawie półtora roku temu, moja znajoma – nazwę ją imieniem pisarki Aishe Kulin – była w pierwszych miesiącach ciąży. Po kilku miesiącach urodziła chłopca, i wtedy właśnie nastąpiła zmiana; nie od razu, ale gdy dziecko miało kilka tygodni, z portalowego profilu zniknęła Aishe Kulin, a na jej miejsce pojawiła się: Mama XXX (i tu imię dziecka – nazwę go Tolga). Podczas trwania ciąży oboje pzyszli rodzice na chwilę zmienili swoje zdjęcia profilowe na obrazek gametki gdy poznali płeć oczekiwanego dziecka, ale po jego narodzinach tata nadal pozostał identyfikowalną z imienia i nazwiska osobą, a zmiana dotknęła tylko Aishe, która teraz nie jest już Aishe, tylko „Mamą Tolgi„. Wszystko, co robi na tymże portalu – zamieszcza zdjęcia, publikuje lub komentuje posty, składa znajomym życzenia – robi jako „Mama Tolgi”, ktoś, koga można rozpoznać w relacji do kogoś innego.

Niejednokrotnie słyszałam wypowiedzi moich znajomych na temat postaci nazywanej przez nich zbiorowym imieniem „Tureckie matki„. Tureckie matki zawsze dbają o swoje dzieci. Tureckie matki zrobią dla ciebie wszystko. Tureckie matki są inne. Często obserwuję moje sąsiadki. Z kilkoma mieszkam okno w okno i widzę je podczas czynności domowych: Sprzątanie, Gotowanie, Pranie, Czyszczenie, Mycie. Nie jest to zwykłe sprzątanie, ale rytuał szczegółowego i niewyobrażalnie dokładnego oczyszczania przestrzeni. Na przykład moja sąsiadka, która mieszka na przeciw, codziennie czyści cały salon i kuchnię, które widzę z mojego kuchennego okna. Raz w tygodniu myje okna i balkon – i ta frekwencja nie jest wyjątkiem. Podczas Sprzątania dotyka takich miejsc jak obicia kanapy, sufit, żyrandol, wszelkie krawędzie i framugi dla mnie dostrzegalne jedynie podczas tak zwanych „wielkich porządków”;). Kobiety Sprzątają przestrzeń użytkowaną przez dzieci i męża,  nie tylko dla siebie lecz przezde wszystkim dla nich, dla  nich także gotują i piorą. Moja druga sąsiadka mieszka z dwoma synami którym pierze, po których ściera okruszki, których pokoje sprząta i przd którymi ustawia na stole talerze pełne jedzenia: standardowy obiad składa się z dań kilku, na przykład: zupa, tureckie gołąbki, ryż,  mięso, sałatka, potem deser, bułeczki, herbata. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby synowie mieli po 7 lat, lecz oboje mają ponad 30. Nikogo to nie dziwi, że ponad 50 letnia, czy jak w przypadku innego sąsiada (który sam jest po 40-tce) prawie 70 letnia kobieta „dogląda” swojego „syna”, wykonując praktycznie wszystkie prace domowe, z odnoszeniem jego pustej szklanki po herbacie włącznie.

Wiele kobiet nie pracuje zarobkowo. Według danych ILO (International Labor Organization of UN)  z 2007 roku, zatrudniona jest zaledwie jedna na cztery kobiety w Turcji, podczas gdy 77,8% pozostaje bezrobotnych.  W przypadku mężczyzn jest niemal odwrotnie, gdyż stopień zatrudnienia wynosi prawie 65%. Statystyki średniej krajowej to oczywiście ogromne uproszczenie. Nawet sam Stambuł podzielić można na dzielnice „konserwatywne” i „nowoczesne„, które rozpoznać można niemal natychmiast przede wszystkim po obecności i strojach kobiet. To w tych „konserwatywnych”  kobiety częściej pozostają w domach. Jadąc autobusem na uczelnię mijam szkołę postawową, z której około 13:00 dzieci odbierane są przez matki. Większość kobiet, które przychodzą po dzieci nosi chusty, a kilka czarne burki. Ani razu nie widziałam tam mężczyzny. Ale „Tureckie matki” to nie synonim tradycyjnie wychowanej gospodyni domowej. Mój znajomy, którego oboje rodzice pracowali opowiadał, że u niego w domu wszystko robiła jedynie mama, ale co najważeniejsze – robiła wszystko dla swoich dzieci: sprzątała w pokoju swojego w pełni dorosłego, niepracującego syna, myła mu okna, prasowała ubrania. Wspomniana na początku Aishe to kobieta wykszałcona, pracująca, nosząca dżinsy i modną fryzurę, „nowoczesna”. Jednak to ona gotuje i sprząta, i to ona nagle „zniknęła” z wirtualnej przestrzeni publicznej jako Aishe.

Zastanawiając się, dlaczego tak bardzo uderzyła mnie przemiana Aishe, wyczuwam zderzenie dwóch dyskursów: indywidualistycznego, „zachodniego”, w którego centrum jest „niezależne” ja, i dyskursu wspólnoty, gdzie „ja” funkcjonuje jedynie w relacjach, w odniesieniu do grupy, określane przez sile więzy z innymi członkami. W tym pierwszym silna, niezależna indywidualistka chyba wstydziła by się przedstawić po prostu jako czyjaś mama, jeśli nie dotyczyło by to jej dziecka. Co z osobowością, co z „Ja”, co z „Ego”? Indywiduum musi zdefiniować się sama przez się, jako „czyjaś mama” znika. Natomiast w  dyskursie wspólnoty to właśnie „Mama Tolgi” ma jasno określoną pozycję, jest rozpoznawalna poprzez swoje więzi ze znaczącym innym, przez przynależność. Mimo to, zmiana imienia Aishe nie przestaje mnie nurtować: dlaczego to Aishe stała się Mamą, a jej mąż nie jest nagle „Tatą Tolgi„?

Reklamy

Autor: Eyen

Od kilku lat zajmuję się etnologią i antropologia Bałkanów, głównie Macedonii. W ramach laboratorium etnograficznego na warszawskiej etnologii prowadziłam badania terenowe o tematyce genderowej w zachodniej Macedonii. Następnie już w lipcu 2007 pojechałam do Włoch, by choć przez kilka dni poobserwować życie pechalbarów - migrantów z Macedonii. Równolegle, przez prawie dwa lata byłam zaangażowana w badania w ramach grantu MENiSW "Relacje społeczne i etniczne na pograniczu macedońsko-albańskim", pod przewodnictwem Karoliny Bielenin-Lenczowskiej. W lutym 2008 po raz piąty przyjechałam do Macedonii, tym razem na stypendium do Skopje, by przez kilka miesięcy choć trochę poznać "normalne", codzienne życie tego miasta. Prozaiczny brak czajnika elektrycznego, pralki, czy kulturowego nawyku picia herbaty posiadały swoisty urok i prowokowały, by poddawać w wątpliwość znaczenie słowa "powrót". Już w styczniu 2009 po raz kolejny pakowałam się do Skopje, tym razem na dziewięć miesięcy, jako przyszła wolontariuszka programu Młodzież w Działaniu. Pracując dla organizacji Kreaktiv, prowadziłam warsztaty z ekologii i rękodzieła, pracowałam z młodzieżą Romską i realizowałam projekt genderowego treningu w Skopje. W "międzyczasie", odwiedziłam Tiranę, Sarajevo, Sremski Karlovci... by za każdym razem tęsknić za Skopje. Równolegle do antropologii studiowałam także ochronę środowiska w warszawskiej sggw. Po kilku przerwach w studiowaniu, w grudniu 2010 w reszcie obroniłam mgr ze specjalizacji ochrona przyrody. Przez rok pracowałam jako koordynatorka projektu promującego recykling w jednym z dużych ngo-sów w Warszawie, po czym w styczniu 2011 dostałam się na studia doktoranckie w Stambule na uniwersytecie Yeditepe. Moje badania dotyczą współczesnych migracji z Macedonii do Turcji. Równolegle, współpracuję przy projekcie badającym ponadpaństwowe więzi łączące migranów Macedońskich we Włoszech... Od stycznia 2011 mieszkam w Stambule. Studiuję na studiach doktoranckich w instytucie Antropologii na Yeditepe University, prowadząc badania o trans-granicznych więziach pomiędzy Macedonią i Turcją (tak bardzo, bardzo ogólnie mówiąc;)). Od niedawna piszę bloga także o moich doświadczeniach z Turcji. Główny punkt podróży ciągle się przesuwa. Ima vreme.

1 thought on “Matka bez imienia”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s