Studiowanie po Turecku

Niedługo minie drugi semestr moich studiów doktoranckich na wydziale antropologii (a właściwie w instutycie) na Yeditepe Universitesi w Stambule. Pokuszę się o małą rekapitulację wydarzeń i opowiem  mojego studiowania, w której znajdziesz wiele antropologicznych smaczków;)

Yeditepe University to prywatna uczelnia, jedyna w Stambule oferująca PhD program antropologii, kiedy więc zdecydowałam się na Stambuł, wybór uczelni był raczej nieskomplikowany;)Jednak zanim to odkryłam, wysyłałam maile do wszystkich możliwych wydziałów antro w Stambule, pytając o możliwości studiowania i przedstawiając siebie i mój temat. Bardzo szybko otrzymałam odpowiedź od szefa instytutu antro na Yeditepe, z zaproszeniem na spotkanie. W lipcu pojechałam na kilka dni do Turcji i odwiedziłam uczelnię, gdzie nie dowiedziałam się w zasadzie nieczo poza terminem egzamiów wstępnych, które były we wrześniu.

Mój podstawowy błąd strategiczy od początku polegał na myśleniu „po polsku”. Moje wyobrażenie o studiach doktoranckich było takie: powinnam mięc sprecyzowany pomysł badawczy i plan, jakieś publikacje czy konferencje, powinnam być przygotowana do prowadzenia zajęć, i na prawdę dobrze wiedzieć co to antropologia.

Studiowanie antropologii po Turecku na tej konkretnie uczelni wygląda inaczej. Można rozpocząć studia doktorancke będąc magistrem w dziedzinie kompletnie niezwiązanej z etno. Jednak wtedy studiowanie trwa dłużej: przez pierwszy rok uczęszcza się na przedmioty „przygotowawcze”, drugiego roku przedmioty z programu mgr, a dopiero rok trzeci to właściwe zajęcia teoretyczne dla doktorantów. Na koniec trzeba zdać duży egzamin z teorii i – uwaga – przedstawić swój pomysł badawczy i plan. Potem można przez maksimum 6 miesięcy relaksować się nad przygotowywaniam klarownego „research proposal”, no i dopiero wtedy rok na fieldwork. Potem pisanie. wykładac w międzyczasie nie wolno.

To wszystko brzmi jasno i prosto, ale skomletowanie owej wiedzy zajęło mi prawie rok. Strona internetowa mojej uczelni jest nowa i informacje dostępne na niej są – od niedawna. O ile uczelnia szczyci się sporą frekfencją studentów zza granicy, są to głównie i bardzo głównie studenci Erazmusa. Gdy Erazmus przyjeżdża do Turcji na studia, czega go (lub ją) legitymaca studencka, opiekun/ka Erazmusów, już przed wyjazdem wie wszystko o wizie, karcie pobytu, biletach miesięcznych itp. Kiedy nie jest się Erazmusem, a nie jest się też Turkiem – dla którego/której wszystko jest prostsze (bo po Turecku, bo oczywiste i znane) – trzeba wyćwiczyć się w technikach jasnowidzenia, telepatii, detektywistycznej dedukcji i domyślności. Należy zdobywać informacje ucząc się na własnych błędach, i bardzo szybko trzeba też mówić, rozumieć i czytać po Turecku. Na uczelnie jedynie kadra – i to nie dotyczy niestety każdego – zna angielski i angielskiego używa. Wszyscy inny pomocni ludzie, potencjalne informatorki i pomocne dłonie, stają bezradnie przed faktem spotkania „yabanci” – obcego, vel obcej. Dlatego też nie powinno być tak dziwne, że o zasadach studiowania dowiedziałąm się  pod koniec drugiego semestru nauki:)

Ale wróćmy do początku, a dokładnie gdzieś w okolice września, kiedy przyjeżdżałam na wspomiany egzamin wstępny. Mając w świadomości konieczność utrzymania się w Stambule, gorączkowo szukałam możliwości stypendialnych. Odkryłam dwie świetliste możliwości: stypendium „wejściowe” na uczelnię, nawet do 100% pokrywające czesne, oraz program stypendialny dla doktorantów-cudzoziemców fundowany przez TUBITAK (rządowy program stypendialny, Turecki). Jechałam więc na egzamin wstępny z zamiarem aplikowania o stypendia, przygotowana na prezentację swojego planu/pomysłu badawczego itp itd.

Egzaminy wstępne na Yeditpe były dla mnie szokiem. Jak wspomniałąm wcześniej, patrząc z perspektywy „polskiej” (a konkretniej UW) oczekiwałam intelektualnego toru przeszkód i konieczności wykazania gotowości do natychmiastowego rozpoczęcia badań:) Jak możesz się domyśleć, myliłam się w swoim etnocentrycznym rozumowaniu, a przeszkody na torze egzaminowym okazały się być innego rodzaju. Egzamin trwał 2 dni: pierwsza część pisemna, druga – usta.

Część pisemna składała się z czterech lub pięciu pytań. Po pierwszym mało nie spadłam z krzesła, brzmiało mniej więcej tak: przedstaw się. Opowiedz nam o swojej rodzinie, edukacji i zainteresowaniach. Dla rozjaśnienia dodam – to nie był test sprawdzający umiejętnośćpisania po angielsku. Poza mną chyba wszyscy pisali po turecku. Jeśli na stronie internetowej uczelni napisane jest, że studia są po angielsku – a nie jest to Anglia, USA, czy inny anglojęzycznie zdominowany kraj, to lepiej w to tak do końca nie wierzyć. W kolejnych dwóch pytaniach chodziło o wyjaśnienie, dlaczego chę studiować antropologię i dlaczego na tej uczelni. Kiedy już się zrelaksowałam, ostatnie dwa pytania też mnie zaskoczyły. Były bardziej „antropologiczne”, analityczne, ale dotyczyły konkretnie i badzo współcześnie Turcji. W pierwszym skupiono się na problemie przemocy wobec kobiet w Turcji. Ostatnie dotyczyło obecnej (na wtedy) sytuacji politycznej, komentarz w przede dniu wyborów parlamentarnych. Pytania banalne, jeśli mieszkasz w Turcji, mówisz po Turecku, czytasz tamtejszą prase i jesteś na bieżąco z polityką. Jeśli jednak jesteś cudzoziemką skuszoną obietnicą studiowania po angielsku na uczelni o „amerykańskich standardach”, i, na przykład, interesują cię Bałkany, to musisz się ostro pogłowić, żeby dostać 90 punktów;) I musisz mieś refleks drewna, żeby nie zaczaić że czas zdjąć etnocentryczne okulary;)

Na egzaminie ustnym zostałąm poproszona o opowiedzenie kilkuosobowj komisji dlaczego, po co, jak, itd. Poruszaliśmy zarówno kwestię moich badań, jak i finansowania. Byłam przekonana, że przyznanie stypendium uczelni zależy od rezultatów moich ezgaminów wstępnych. Jednak moje próby zrozumienia zasad funkcjonowania tego „programu” kończyły się zbywaniem na zasadzie że „jakoś to będzie”. Poradzono mi także, żebym poczekała z przyjazdem do Turcji na decyzję z programu TUBITAK, o którego stypendium miałam aplikować w listopadzie. O rezultatach opowiem innym razem, teraz wrócę na chwilę do samego egzaminu ustnego, podczas którego zostałam – chyba dosłownie – uderzona w głowę… kiedy z ust starszego profesora padło niewinne pytanie o mój wiek, i po odpowedzi usłyszałam: jesteś w dobrym wieku reprodukcyjnym! co, jeśli, poznasz mężczyznę swojego życia, zakochasz się, założysz rodzinę? jak sobie wyobrażasz pogodzenie kariery naukowej i obowiązków rodziny?

To nie żart. Całe szczęście, że studiuję antropologię. Tu można zawsze wybrnąć stwierdzeniem, że zmianiana stanu jakakolwiek to nowe narzędzie badawcze. Nowa perspektywa. Że wiek to nie przeszkoda, ani potencjalna ciąża, dzieci… ugryzłam się w język i nie podzieliłam się refleksjami na temat mojego wyobrażenia rodziny, równouprawnienia, patrarchatu i stereotypów krążących w Polsce o genderowych rolach w Turcji.

Advertisements

Autor: Eyen

Od kilku lat zajmuję się etnologią i antropologia Bałkanów, głównie Macedonii. W ramach laboratorium etnograficznego na warszawskiej etnologii prowadziłam badania terenowe o tematyce genderowej w zachodniej Macedonii. Następnie już w lipcu 2007 pojechałam do Włoch, by choć przez kilka dni poobserwować życie pechalbarów - migrantów z Macedonii. Równolegle, przez prawie dwa lata byłam zaangażowana w badania w ramach grantu MENiSW "Relacje społeczne i etniczne na pograniczu macedońsko-albańskim", pod przewodnictwem Karoliny Bielenin-Lenczowskiej. W lutym 2008 po raz piąty przyjechałam do Macedonii, tym razem na stypendium do Skopje, by przez kilka miesięcy choć trochę poznać "normalne", codzienne życie tego miasta. Prozaiczny brak czajnika elektrycznego, pralki, czy kulturowego nawyku picia herbaty posiadały swoisty urok i prowokowały, by poddawać w wątpliwość znaczenie słowa "powrót". Już w styczniu 2009 po raz kolejny pakowałam się do Skopje, tym razem na dziewięć miesięcy, jako przyszła wolontariuszka programu Młodzież w Działaniu. Pracując dla organizacji Kreaktiv, prowadziłam warsztaty z ekologii i rękodzieła, pracowałam z młodzieżą Romską i realizowałam projekt genderowego treningu w Skopje. W "międzyczasie", odwiedziłam Tiranę, Sarajevo, Sremski Karlovci... by za każdym razem tęsknić za Skopje. Równolegle do antropologii studiowałam także ochronę środowiska w warszawskiej sggw. Po kilku przerwach w studiowaniu, w grudniu 2010 w reszcie obroniłam mgr ze specjalizacji ochrona przyrody. Przez rok pracowałam jako koordynatorka projektu promującego recykling w jednym z dużych ngo-sów w Warszawie, po czym w styczniu 2011 dostałam się na studia doktoranckie w Stambule na uniwersytecie Yeditepe. Moje badania dotyczą współczesnych migracji z Macedonii do Turcji. Równolegle, współpracuję przy projekcie badającym ponadpaństwowe więzi łączące migranów Macedońskich we Włoszech... Od stycznia 2011 mieszkam w Stambule. Studiuję na studiach doktoranckich w instytucie Antropologii na Yeditepe University, prowadząc badania o trans-granicznych więziach pomiędzy Macedonią i Turcją (tak bardzo, bardzo ogólnie mówiąc;)). Od niedawna piszę bloga także o moich doświadczeniach z Turcji. Główny punkt podróży ciągle się przesuwa. Ima vreme.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s